Biało-Czerwone od dwóch zwycięstw rozpoczęły w łódzkiej Atlas Arenie rywalizację w europejskim czempionacie. Po 3:0 ograły Słowenię i debiutującą w imprezie Portugalię. Obaj rywale należą do drugiego szeregu narodowych drużyn Starego Kontynentu, ale jak podkreślają polskie siatkarki, udany start w turnieju ma duże znaczenie.

 

- W tych spotkaniach celem były szybkie zwycięstwa, żeby obyło się bez niepotrzebnej straty sił. To się udało i możemy myśleć o tym, co przed nami. Przyznam, że spodziewałam się trochę lepszej gry ze strony Portugalek, ale tak naprawdę w tym meczu nie zmęczyłyśmy się – oceniła początek mistrzostw Mędrzyk.

 

27-letnia przyjmująca Chemika Police dodała, że dwa spotkania pozwoliły współgospodyniom turnieju oswoić się z atmosferą mistrzostw, które w piątek rozpoczęły się w Łodzi i trzech innych miastach - Budapeszcie, Bratysławie i Ankarze.

 

- Nie ukrywamy, że mecz otwarcia ze Słowenią był trochę stresujący. Ja sama czułam lekki stresik, bo na trybunach było bardzo dużo ludzi. Ale zdążyłyśmy już trochę ochłonąć. Widać, że dojrzałyśmy sportowo i mentalnie. Kiedyś mecze przed własną publicznością były naszym mankamentem, bo brakowało nam w nich spokoju – tłumaczyła siatkarka, która w 2014 r. zadebiutowała w kadrze.

 

Mędrzyk dodała, że jest zachwycona wsparciem kibiców w Atlas Arenie. W sobotnim pojedynku z Portugalią biało-czerwone z trybun dopingowało blisko 10 tysięcy fanów. "Podczas hymnu miałam gęsią skórkę. W meczu, w którym grałam, nie widziałam jeszcze tylu kibiców, a gram w siatkówkę już kilka lat. Jest super atmosfera i o to chyba chodzi w sporcie" – podkreśliła.

 

Dodała, że choć stara się odciąć od towarzyszącej turniejowi w Polsce otoczki, zdaje sobie sprawę, że ten turniej jest wyjątkowy. Zapewniła, że Polki nie chcą zawieść oczekiwań.

 

- Do tych mistrzostw przygotowywałyśmy się od maja. Czekałyśmy na ten turniej i od samego początku szykowałyśmy się na ten moment. Od maja jesteśmy praktycznie w tym samym składzie i jesteśmy gotowe na walkę o awans do dalszych gier. Myślę, że nasz zespół jest w stanie coś osiągnąć. Mam w sercu nadzieję, że pojedziemy do Turcji na fazę finałową – zaznaczyła urodzona w Lęborku zawodniczka.

 

Wcześniej biało-czerwone czekają jeszcze trzy spotkania grupowe – w poniedziałek zagrają z Ukrainą, w środę z Belgią i w czwartek z wicemistrzem świata Włochami. Jak mówiła Mędrzyk, Włoszki to bardzo wymagający rywal i trzeba spodziewać się bardzo ciężkiego meczu. Z kolei z Belgią – jak przypomniała – w tym roku reprezentacja już wygrywała w turnieju Ligi Narodów (3:1). Reprezentantka kraju zapewniła, że Polki są gotowe do konfrontacji z najsilniejszymi grupowymi rywalami pod względem fizycznym i mentalnym.

 

Jak poinformował trener Jacek Nawrocki, dzień przerwy jego podopieczne wykorzystają na regenerację oraz trening. "W niedzielę będzie siłownia i po południu zajęcia dla zawodniczek, które mniej grały" – wyjaśnił.

 

Przyznał, że skłamałby mówiąc, iż nie patrzył w turniejową drabinkę i na kogo jego drużyna może trafić w fazie pucharowej, ale – jak zaznaczył – cały czas stara się tonować zbyt optymistyczne nastroje i woli skupiać się na najbliższym rywalu. Jak mówił, żeńska kadra nadal jest na dorobku.

 

- Dalej przypominam, że gramy zawodniczkami, które mają do 20 występów w reprezentacji. Przynajmniej niektóre. To wszystko powoduje, że tego doświadczenia jeszcze potrzeba. Widać, że one czerpią z obycia w mistrzostwach, czy turnieju kwalifikacyjnym do Tokio i jeśli chodzi o +mental+ idą do przodu – wskazał 54-letni szkoleniowiec.

 

Swoje kolejne spotkanie biało-czerwone rozegrają w poniedziałek z Ukrainkami (godz. 20.30). W niedzielę w łódzkiej Atlas Arenie zaplanowano mecze: Słowenia – Portugalia (godz. 18) i Ukraina – Włochy (godz. 21). Do 1/8 finału awansują cztery najlepsze zespoły z każdej grupy.

 

Mistrzostwa Europy potrwają do 8 września. Po raz pierwszy w historii o medale rywalizują 24 reprezentacje.