"W ubiegłym roku pojawiło się 10 tysięcy osób. Przyjechało dużo dzieci z całej Polski. Mam nadzieję, że w tym będzie jeszcze więcej. Chcemy, by to wydarzenie odbywało się co roku. Tu chodzi o to, aby zapełnić płytę stadionu, a nie trybuny. By ludzie nie siedzieli biernie. Rok temu się to udało" - zaznaczył prezes Polskiego Związku Tenisowego Mirosław Skrzypczyński na konferencji prasowej w Warszawie.
 
Podczas pierwszej edycji imprezy na płycie PGE Narodowego umieszczono 51 kortów, ale tylko jeden był pełnowymiarowy. Tym razem pojawią się dwa takie obiekty. Na jednym odbywać się będą mecze pokazowe z udziałem zaproszonych gości, a na drugim turniej deblowy seniorów i amatorów.
 
"W meczach pokazowych wystąpią aktorzy i politycy różnych opcji politycznych. Bo sport nie dzieli, a wręcz łączy. Turniej amatorów, który jest nowością, będzie miał charakter zabawy, ale też gra się będzie toczyła o stawkę. Zwycięzcy wygrają wyjazd z naszą reprezentacją we wrześniu na turniej Pucharu Davisa do Aten" - podkreślił szef krajowej federacji.
 
Jednym z punktów programu będzie uroczyste pożegnanie Przysiężnego, który ma za sobą wiele lat gry w Pucharze Davisa oraz paraolimpijczyka Albina Batyckiego. Wzorem ubiegłego roku pojawić się ma Radwańska. Być może dołączą do niej czołowi obecnie krajowi tenisiści, ale to jest uzależnione od ich losów w wielkoszlemowym US Open.
 
Sobotnia impreza przede wszystkim ukierunkowana jest na upowszechnianie tenisa wśród dzieci. Najmłodsi, poza spróbowaniem sił na minikortach, będą także mieli szansę m.in. wziąć udział w grze terenowej. Zaplanowano również prezentację tenisa na wózkach oraz Blind Tennisa.
 
Wydarzenie patronatem objął prezydent RP Andrzej Duda, a honorowym patronatem minister sportu Witold Bańka.
 
Rok temu Skrzypczyński zapowiadał, że na kolejną edycję PZT postara się ściągnąć jakąś gwiazdę światowego tenisa. Jak na razie jednak się to nie udało.
 
"W tym roku było tyle różnych rzeczy, że musieliśmy coś wybrać. To wszystko są ogromne pieniądze. A póki nie ma ich jeszcze w tym naszym tenisie aż tak wiele, to trzeba się zawsze zastanowić, czy ściągać megagwiazdę i jej zapłacić, czy też przeznaczyć te środki na naszych tenisistów. Moim i pewnie całej tenisowej Polski marzeniem jest, by zagrał u nas Roger Federer, którego kocha cały świat. Miejmy nadzieję, że nam się to uda, bo to byłoby megawydarzenie" - zaznaczył szef związku.
 
Jak dodał, PZT starał się - z myślą o PGE Narodowym - o miano gospodarza turnieju finałowego Pucharu Federacji na lata 2020-22. W czerwcu jednak podjęto decyzję, że imprezę zorganizuje Budapeszt.
 
"Walczyliśmy, byliśmy blisko, ale przegraliśmy. Nie poddajemy się jednak" - zapewnił.
 
Jego zdaniem polski tenis rozwija się i wszystko jest na dobrej drodze, by ta tendencja się utrzymała.
 
"Jeżeli czegoś nie zepsujemy, będziemy czujni i będziemy przede wszystkim cały czas pracowali, to ten tenis naprawdę będzie wielki. (...) Jest potencjał. Oby tylko w narodzie i środowisku tenisowym było mniej narzekania, a więcej wyciągania pozytywów. Cegiełka po cegiełce ten tenis będzie się rozwijał" - zaznaczył.
 
Ostatnio sukcesy w postaci zwycięstw w turniejach WTA i ATP zanotowali Magda Linette, Hubert Hurkacz i Łukasz Kubot. W tym roku coraz lepiej radzą sobie także Iga Świątek i Kamil Majchrzak.
 
"Dobrze, że jest tylu tych zawodników. Ale myślę, że trochę ich zainspirowała ta mała Maja Chwalińska. Wygrać trzy turnieje (ITF - PAP) z rzędu, to nie dzieje się na co dzień" - ocenił Skrzypczyński.
 
Wrócił też do projektu, o którym wspominał już w przeszłości.
 
"Moim oraz środowiska celem i marzeniem jest wybudowanie takiego narodowego centrum szkoleniowo-konsultacyjnego. Tam zawodnicy będą mogli przyjeżdżać, poprawiać, konsultować swoje umiejętności. To dla mnie teraz cel numer jeden. Inspiracją do tego są właśnie te wyniki, które teraz nasi zawodnicy osiągają. Chodzi i to, aby te wyniki były stabilne i aby osiągała je szersza grupa. Dziś odbyłem rozmowę na ten temat i napawa mnie ona optymizmem. Być może uda nam się niedługo tę sprawę dopiąć" - zaznaczył.
 
Prezes PZT dodał też, że ważne jest pozyskiwanie sponsorów i tworzenie programów pomagających zawodnikom.
 
"Oby środowisko tenisowe potrafiło to docenić. Tu trzeba być twórczym i pracowitym. Ja jestem taką osobą. Jak nie będzie za dużo osób przeszkadzało, to mogę zagwarantować, że za dwa lata to my tego naszego polskiego tenisa w ogóle nie poznamy. To, z czego dziś się cieszymy, będzie normą, a będzie jeszcze zdecydowanie lepiej" - zadeklarował.