Najlepsi z najlepszych Pindery: W średniej rządzą Monzon i Hagler

Sporty walki
Najlepsi z najlepszych Pindery: W średniej rządzą Monzon i Hagler
Fot: PAP

W kategorii średniej wybitnych postaci nie brakuje, tylko jak wybrać tego najlepszego. Jak porównać Raya Sugara Robinsona z Marvinem Haglerem, na którym miejscu postawić w tym rankingu Harry Greba czy Stanleya Ketchela. Moim liderem jest Argentyńczyk Carlos Monzon.

Z równym powodzeniem mógłby być nim Amerykanin Hagler. Wspaniały, fałszywy mańkut, który toczył historyczne boje z Thomasem Hearnsem i Rayem Sugarem Leonardem. Tego pierwszego znokautował w 1985 roku w trzeciej rundzie. Pamiętam jak w styczniu 1987 roku, podczas prywatnej wyprawy do Peru, trafiłem w Limie na argentyński magazyn El Grafico z wielkim zdjęciem pokazującym leżącego bez życia Hearnsa znokautowanego przez Haglera. Wciąż mam przed oczami krótki podpis: ZABIŁ GO !!!

 

To były czasy, że opowieści o słynnych zawodowych walkach słuchaliśmy jak bajek o żelaznym wilku. W Polsce, o boksie zawodowym krążyły tylko legendy, a na własne oczy mogli się z nim zetknąć tylko ci, którzy trafili na dobrą walkę gdzieś za granicą. Będąc w Limie zobaczyłem też pierwszy, przegrany pojedynek Alego z Leonem Spinksem, z 1978 roku. Oglądałem z zapartym tchem, choć nie było to wielkie widowisko.

 

Później większość starych, słynnych walk miałem przyjemność skomentować dla ESPN Classic, ale nie tylko. A Haglera z Leonardem pokazali przecież z opóźnieniem w polskiej telewizji. Był to jedyny w swoim rodzaju teatr pokazujący piękno boksu. Werdykt przyznający zwycięstwo Leonardowi był jednak nieuczciwy, to była remisowa, cudowna walka dwóch genialnych mistrzów. Ale Hagler potrafił być też brutalny, co pokazał nokautując nie tylko Hearnsa, ale chociażby innego króla nokautu, Johna Mugabiego.

 

Zgadzam się z ekspertami, którzy twierdzą, że wybitnym mistrzem wagi średniej był Harry Greb. Do wyobraźni przemawiają mi też wyczyny naszego rodaka, Stanleya Ketchela. Ale to było sto lat temu.

 

Staś Kiecal wsławił się między innymi tym, że w 1909 roku stanął do walki z legendarnym mistrzem wagi ciężkiej, Jackiem Johnsonem, choć był od niego prawie 20 kg lżejszy i sporo niższy. Ale rzucił go na deski i niewiele zabrakło do mega sensacji. Ostatecznie jednak został znokautowany w 12 rundzie i stracił przy tym kilka zębów.

 

Ray Sugar Robinson był wybitny zarówno w wadze półśredniej jak i w średniej, ale prawdziwym jego królestwem była ta pierwsza. Dlatego w średniej już go nie uwzględniałem choć rozumiem tych, którzy twierdzą, że i w tej dywizji był królem.

 

Dziś w wadze średniej mamy Saula Alvareza i Giennadija Gołowkina, aktualnego i byłego mistrza, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Czy zasługują już na miejsce w gronie legend?

 

Oto moja lista najwybitniejszych mistrzów middleweight

 

1/ Carlos Monzon (87-3-9,59 KO) - Argentyńczycy mówią, że mieli w historii tych kilku prawdziwych herosów sportu. Są nimi Juan Manuel Fangio, pięciokrotny mistrz F1 z lat 50-tych, tenisista Guillermo Villas (czasy Wojciecha Fibaka), koszykarz Manu Ginobili, Diego Armando Maradona i właśnie Monzon. Być może dziś dodaliby jeszcze Messiego.

Monzon był straszliwym kilerem. W wadze średniej królował siedem lat, tytułu skutecznie bronił 14 razy .Wysoki, chudy, bardzo silny i odporny na ciosy bił tak, jakby miał pięści z betonu. Nokautował jednego za drugim. Bez szans w starciu ze „Strzelbą” był wybitny włoski pięściarz Nino Benvenutti, dwukrotnie znokautowany w Rzymie i Monte Carlo przez Argentyńczyka.

Słynny trener Angelo Dundee, znany między innymi z wieloletniej współpracy z Muhammadem Alim mówił o Monzonie, że jest pięściarzem kompletnym. –Umie boksować, potrafi przyjąć i uderzyć, od niego tylko zależy jaką wybierze taktykę, na jakie rozwiązanie się zdecyduje -.

Pomnika Carlosa Monzona stoi w Santa Fe w Argentynie.

 

2/ Marvin Hagler (62-3-2, 52 KO) - Bokser wybitny, umiał wszystko, ale podobnie jak Monzon najgroźniejszy był w ataku. Walki z Hearnsem, Mugabim czy Leonardem można oglądać tysiąc razy, bo to kwintesencja zawodowego boksu. Każda inna, każda na swój sposób fascynująca. Tak jak sam Hagler. łysy, fałszywy mańkut. Był praworęczny, ale najczęściej walczył z odwrotnej pozycji i nokautujące ciosy zadawał prawą, mocniejszą ręką.

 

3/ Harry Greb (261-17-19, 48 KO) - Wyjątkowy, przez wielu ekspertów uważany za najlepszego pięściarza tej kategorii. Jedyny, który pokonał późniejszego mistrza wagi ciężkiej Gene Tunneya. Dokonał tego w 1922 roku. Pięć lat wcześniej, w 1917 roku stoczył aż 37 pojedynków, 34 wygrywając, co jest niepobitym po dziś dzień rekordem, a w 1921 doznał podczas walki poważnej kontuzji prawego oka tracąc w nim wzrok, co nie przeszkodziło mu dalej wygrywać.

Zmarł młodo, w wieku 32 lat, w wyniku komplikacji po operacji nosa. Oficjalną przyczyną śmierci był zawał serca.

 

4/ Bernard Hopkins (55-8-2, 32 KO) - najstarszy mistrz zawodowego boksu. Gdy zdobywał pas IBF w wadze półciężkiej wygrywając z Tavorisem Cloudem miał ponad 48 lat, gdy w unifikacyjnym pojedynku z Beibutem Szumenowem dołożył jeszcze tytuł WBA miał 49 lat i trzy miesiące. A gdy położył je na szali w starciu z rosyjskim mistrzem WBO Siergiejem Kowaliowem, od pięćdziesiątych urodzin dzieliły go niespełna dwa miesiące. Przegrał na punkty, ale pokazał charakter.

Jego najlepszy czas przypada jednak na okres gdy niepodzielnie rządził w średniej.

Bardzo cenił go Marek Piotrowski, nasz najsłynniejszy kickbokser. Kiedy rozmawialiśmy Marek zawsze podkreślał, że „Kat” stawia na efektywność niszcząc przeciwników z zimną krwią, bez zbędnych fajerwerków. W średniej zunifikował wszystkie cztery pasy, co zdarzyło się po raz pierwszy. Stracił je w starciu z Jermainem Taylorem, ale werdykt był kontrowersyjny, podobnie jak przegrana w rewanżu.

 

5/ Stanley Ketchel (49-5-3, 46 KO) – „Zabójca z Michigan” został zastrzelony w wieku 24 lat przez niejakiego Waltera Dipleya, robotnika rolnego na farmie pułkownika Dickersona, przyjaciela Ketchela. Morderca był zazdrosny o swoją dziewczynę z którą bokser rozmawiał poprzedniego dnia. Dipley zabrał Ketchelowi 2 tysiące dolarów i cenny pierścień z brylantem. Skazany na dożywocie odsiedział 25 lat.

Nikt nie wie jak potoczyłaby się kariera Stanisława Kiecala, bo takie było nazwisko jego rodziców, emigrantów z Polski, gdyby nie ta zbrodnia. Był bowiem swoistym fenomenem obdarzonym niezwykłą siłą ciosu, a przy tym zręcznością i wytrzymałością.

Karierę zawodowego boksera zaczął w 1903 roku nokautując w pierwszej rundzie Kida Tracy, debiutanta takiego jak on sam. Pięć lat później znokautował braci Sullivanów (Mike’a oraz Jacka) i uznano go już oficjalnie mistrzem świata wagi średniej. W tym rozpoczął rywalizację z niepokonanym wtedy Billem Papke. Stoczył z nim w sumie cztery walki, które przeszły do historii boksu. Najpierw pokonał go na punkty, by w rewanżu przegrać przed czasem, w kolejnym pojedynku go walkę znokautować, a ostatni, czwarty, wygrać na punkty. I to właśnie po tym pojedynku zmierzył się z Jackiem Johnsonem, co zakrawało na szaleństwo. Walka z mistrzem wagi ciężkiej odbyła się 16 października 1909 roku w Colma (Kalifornia) i była zakontraktowana na 20 rund.

Przed tragiczną śmiercią Ketchel wychodził do ringu jeszcze pięć razy, remisując z Frankiem Klausem, przegrywając sześciorundową pokazówkę z Samem Longfordem i nokautując kolejnych trzech przeciwników. Z Langfordem miał stoczyć prawdziwy pojedynek zakontraktowany na 45 rund, ale właśnie wtedy został zabity strzałem w plecy.

 

6/ Gene Fullmer (55-6-3, 24 KO) - Kolejny z wielkich mistrzów, który zdaniem wielu ekspertów zasługuje na miejsce w ścisłej elicie tej kategorii. W walce o tytuł pokonał przecież wspaniałego Sugara Raya Robinsona. Wprawdzie w rewanżu został znokautowany, ale wrócił na tron wagi średniej wygrywając w 14 rundzie z Carmenem Basilio. The Ring uznał ją „Walką 1959 roku”. Tytułu skutecznie bronił siedem razy, między innymi z Basilio i Robinsonem.

 

7/ Tony Zale (67-18-2, 45 KO) - Jeszcze jeden wielki czempion polskiego pochodzenia. Tony Zale, to tak naprawdę Anthony Florian Zaleski, ur. w1913 roku w Gary, w stanie Indiana. Mówiono o nim „Człowiek ze stali”, bo w ringu był twardy jak stal. Mistrzem świata został w 1940 roku wygrywając przed czasem z obrońcą tytułu, Alem Hostakiem, Amerykaninem czeskiego pochodzenia. Rok później pokonał Georgie Abramsa i zunifikował tytuły. W 1942 roku po przegranej walce z Billym Connem, byłym mistrzem wagi półciężkiej, zaciągnął się do marynarki i służył do końca wojny. Na ring wrócił po czteroletniej przerwie wciąż jako mistrz świata i stoczył z Rockym Graziano jedną z najbardziej dramatycznych walk w historii boksu, nokautując młodszego rywala. W rewanżu przed czasem wygrał Graziano, a ich trzeci pojedynek, na Ruppert Stadium w Newark, który obejrzało 135 tysięcy ludzi znów przyniósł sukces „Człowiekowi ze stali”.

Ta trylogia przeszła do historii.

 

 

8/ James Toney (77-10-3, 47 KO) – Jeden z największych talentów w zawodowym boksie. Mając prawie 50 lat znokautował w 2017 roku Mike’a Shepperda i zdobył niewiele znaczący pas WBF w wadze ciężkiej. Ale potrafił też jako jedyny znokautować ciosem na korpus samego Evandera Holyfielda. Sam nigdy nie przegrał przed czasem, choć tak naprawdę był pięściarzem wagi średniej, który nigdy nie dbał o dietę i dlatego ostatecznie znalazł się w najcięższej kategorii.

W wadze średniej był mistrzem zjawiskowym. Pas IBF zdobył w 1991 roku wygrywając z inną znakomitością, Michaelem Nunnem, ale problemy z wagą sprawiły, że szybko przeniósł się do wyższej kategorii i znów był najlepszy zabierając pas IBF Iranowi Barkleyowi. Toney to temat na osobne opowiadanie, bo w ringu, jak był w formie pokazywał boks jakiego już nie ma.

 

 

9/ Saul Alvarez (52-1-2, 35 KO) - Trudno Meksykanina porównywać ze starymi mistrzami. Nie wiem czy „Canelo” jest lepszy, np. od Marcela Cerdana, czy Jake’a LaMotty, ale chyba nikt nie ma wątpliwości że pięściarzem jest wybitnym. W wadze średniej nie widzę dziś nikogo, kto mógłby go pokonać.

 

10/ Giennadij Gołowkin (39-1-1, 35 KO) - Kazach jest chyba jedynym, który wciąż może wygrać z Canelo Alvarezem. Wielu fachowców twierdzi, że nie musi niczego udowadniać, bo już dwukrotnie pokonał Meksykanina, ale sędziowie widzieli inaczej. Najpierw remis, a w rewanżu jego przegraną. Problem w tym, że Kazach ma już 37 lat i lepszy raczej nie będzie. Ale ich trzeci pojedynek może być najciekawszy, tak coś czuję. Gołowkin będzie miał bowiem świadomość, że to ostatnia szansa, i kolejnej już nie dostanie.

 

Ta osobista lista byłaby oczywiście pełniejsza gdybym uwzględnił Sugara Raya Robinsona, Boba Fitzimmonsa, Raya Sugara Leonarda, Thomasa Hearnsa czy Roya Jonesa Jr, ale dla nich widziałem miejsce w innych kategoriach. To trochę tak jakby rozstrzygać w jakiej wadze najlepszy był Floyd Mayweather Jr, czy Manny Pacquiao, nie mówiąc o innych multi mistrzach. Dokonując takich ocen w boksie zawodowym zawsze mamy z tym problem. 

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze