Szymon Zaworski: Obawiał się pan trochę tego spotkania z Wenezuelą?


Marian Kmita: Bardzo. Ten mecz kosztował mnie sporo nerwów, ale dobrze się skończyło. Koszykówka w moim życiu zajmuje sporo miejsca. Pamiętam tłuste lata polskiej koszykówki. Czasy Adama Wójcika, Dominika Tomczyka, Macieja Zielińskiego. To była naprawdę dobra reprezentacja. I chyba wracamy do tych czasów.

 

Zgodzi się pan ze mną, że to zwycięstwo jest otwarciem furtki, która może prowadzić do 1/8 finału, a może nawet do ćwierćfinału?

 

Nie koncentrowałbym się na wyniku w tych mistrzostwach, chociaż oczywiście jest on ważny. Najważniejsze jest jednak to, że Polacy wrócili do elity. Mają dobrych nie tylko trenerów i zawodników, ale też zespół działaczy. To rokuje na progresję i ta dyscyplina na to zasługuje. Jeśli udało nam się w Polsce wspólnymi siłami związku, telewizji i sponsora zbudować potężną siatkówkę, możemy to samo zrobić z koszykówką. Potrzeba tylko czasu i cierpliwości. Ten mecz z Wenezuelą jest symbolicznym otwarciem. I oby tak dalej.

 

Spodziewał się pan, że tylu polskich kibiców dotrze do odległego Pekinu?

 

To jest miłe. I pokazuje popyt na dobry polski sport. Tysiące ludzi może się wybrać w tak daleką podróż, która kosztuje masę wysiłku i pieniędzy. Widziałem, jak się tutaj bawią. Spotkałem między innymi Wiesława Zycha, legendarnego sędziego, z którym nie widziałem się kilkanaście lat. Mogliśmy porozmawiać o pięknych czasach, ale też zaprojektować nieco przyszłość. On też jest optymistą. I oby tak dalej. W poniedziałek mecz z Chińczykami, na pewno będzie pełna hala. Wszystko w rękach naszych koszykarzy. Myślę, że zejdzie z nich napięcie, które towarzyszyło im na początku starcia z Wenezuelą.

 

Na ile istotne jest według pana to, że coraz ważniejszą rolę w tej reprezentacji odgrywają zawodnicy, który grają w Energa Basket Lidze?

 

To jest najbardziej optymistyczne, najważniejsze. Rozmawialiśmy z prezesem Polskiego Związku Koszykówki Radosławem Piesiewiczem o tym, że 9-10 z tych chłopaków wróci do polskiej ligi. To jest bardzo ważne.