MŚ koszykarzy. Polacy przegonili demony! 10 wniosków po meczu z Wenezuelą

Koszykówka

Reprezentacja Polski koszykarzy pokonała Wenezuelę 80:69 w swoim pierwszym meczu mistrzostw świata w Chinach. Poniżej 10 obserwacji Łukasza Ceglińskiego, dziennikarza Polsatu Sport.

1. Obawiałem się tego meczu. W XXI wieku zaobserwowaliśmy pewną prawidłowość na EuroBasketach – jeśli polscy koszykarze mecz otwarcia wygrywają, to potem wychodzą z grupy. Jeśli przegrywają – to szybko wracają do domu. Na dodatek, w 2013 roku, trafił nam się na otwarcie mecz traumatyczny – w słoweńskim Celje łatwo rozbiła nas niżej notowana Gruzja. Dlatego to sobotnie spotkanie z Wenezuelą było tak ważne. Wygrana oczywiście niczego nie gwarantuje, ale daje pewność siebie i spokój. Demony przegonione!

 

2. Spotkanie lepiej zaczęli Wenezuelczycy – w pierwszych sześciu minutach trafili pięć trójek, prowadzili 19:12. Można było mieć obawy czy ta wyjątkowa skuteczność nie poniesie rywala, nie pozwoli mu uwierzyć w siebie. W koszykówce bywa tak, że seria rzutów z dystansu trafiającego napędza, a tracącego podłamuje. Ale nie w tym meczu. Wenezuela w pierwszej kwarcie miała 5/8 z dystansu, ale w drugiej – 0/6. Polacy szybko wyszli na prowadzenie.

 

3. Bohaterem meczu bezdyskusyjnie był Michał Sokołowski. Wychowanek MKS Pruszków w pierwszej kwarcie wszedł z ławki rezerwowych i od razu co dotknął piłki, to zamieniał akcję w coś pozytywnego. Trafił z wejścia, trafił za trzy, a także po ścięciu pod kosz, zaprezentował też firmową dobitką. Do tego miał asystę i przechwyt. W trakcie 7.30 minuty, które spędził na boisku w pierwszej połowie, Polacy byli +14. W całym meczu Sokołowski zdobył 16 punktów (7/9 z gry), 9 zbiórek (pięć w ataku!), a z nim na boisku zespół był +22!

 

4. Kluczowym momentem meczu był zryw 14:2 w połowie drugiej kwarty. Z wyniku 22:26 zrobiło się 36:28, Polacy zaczęli kontrolować spotkanie. Biało-Czerwoni bardzo dobrze bronili, w ataku zagrali efektownie. Siedem punktów zdobył w tym okresie Sokołowski, trójkę trafił Adam Waczyński, ładne wejścia zaliczyli A.J. Slaughter i Mateusz Ponitka. Wenezuelczycy, którzy ewidentnie stracili impet i siły, momentami byli bezradni.

 

5. Po przerwie zadowolenie na moment zamieniło się w złość, bo Polacy trzecią kwartę zaczęli źle. To, co było irytujące podczas sparingów – kilkuminutowe przestoje – objawiło się zrywem Wenezueli 6:0. Było już tylko 44:42, ale trójką przełamał naszą niemoc Aaron Cel, a potem był powrót do lepszej obrony i mądrzejszego ataku. Z chwilowego chaosu wyszliśmy lepsi – po tym, jak Sokołowski w niesamowity sposób wywalczył piłkę po niecelnym rzucie Damiana Kuliga i dobił ją spod kosza, mieliśmy zryw 11:2 i ponownie bezpieczniejsze prowadzenie.

 

6. Bardzo podobała mi się w grze Polaków agresja w grze jeden na jednego. Było jej dużo, Biało-Czerwoni potrafili wymuszać sporo przewinień rywali. Zaczęło się już w pierwszej kwarcie, a potem powtarzało – w całym spotkaniu Wenezuelczycy popełnili 23 faule. A Polacy trafiali wolne – mieli 18/25, przyzwoite 72 proc.

 

7. Jeszcze w kwestii fauli – ależ koszykarskimi drobiazgami zaimponował Cel, który dwukrotnie świetnie ustawił się w obronie i wymuszał faule ofensywne rywali. Pokazał inteligencję, wyczucie czasu i miejsca, doświadczenie. To drugie przewinienie przeciwników – czyli de facto przechwyt dla Polski – miało miejsce na początku trzeciej kwarty, gdy przeciwnicy szli z kontrą, która mogła zmniejszyć nasze prowadzenie do ledwie jednego punktu. Tak się jednak nie stało, a Cel chwilę później trafił wspominaną, ważną trójkę.

 

8. Adam Hrycaniuk! „Bestia” to specjalista od defensywy, ale ten doświadczony środkowy ma tę właściwość, że w reprezentacji potrafi w ważnych meczach zagrać bardzo dobrze w ataku. Przeciwko Wenezueli miał świetny początek, a potem grał równo, spokojnie i mądrze. Kilka razy podręcznikowo ogrywał rywala w grze jeden na jednego, w sumie uzbierał 10 punktów i 10 zbiórek, miał też trzy asysty. Polska formacja podkoszowa jest, generalnie, słabsza niż nasz obwód, więc tak grającego Hrycaniuka bardzo potrzebujemy.

 

9. Bohaterem meczu był, jak wspomniałem, Sokołowski, ale trzeba wspomnieć o najczęstszych liderach reprezentacji, którzy zrobili dokładnie to, co powinni. Mateusz Ponitka zdobył 15 punktów, Adam Waczyński trafiał w najważniejszych momentach (13), kilka ładnych asyst, ale też wejść pokazał A.J. Slaughter (7 punktów, 5 asyst). O akcjach w obronie i trójkach Cela już pisałem. Każdy wniósł coś pozytywnego. Last but not least – trener Mike Taylor ten nerwowy mecz prowadził spokojnie, rotacja w drużynie była taka, jak powinna.

 

10. Na koniec minusik, bo przecież nie było tak, że był to mecz idealny. Wenezuela, jak na jeden z najniższych zespołów na mistrzostwach, zebrała zdecydowanie za dużo piłek w ataku – aż 17. To momentami był mankament w grze Biało-Czerwonych, a nasz kolejny rywal, chiński gospodarz, jest pod koszem wyższy i silniejszy. Z drugiej strony – on też może się obawiać Polaków, który z Wenezuelą swój plan wykonali i teraz czekają na kolejne mecze.

Łukasz Cegliński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze