MŚ koszykarzy: Polacy rozbili chiński mur. 10 obserwacji po meczu

Koszykówka
MŚ koszykarzy: Polacy rozbili chiński mur. 10 obserwacji po meczu
fot. PAP

Niesamowite spotkanie polskich koszykarzy na mistrzostwach świata. Biało-Czerwoni pokonali gospodarzy 79:76 po dogrywce, po dwóch kolejkach mają bilans 2-0 i prowadzą w grupie A. Poniżej dziesięć obserwacji.

1. Ciężko ochłonąć po takim meczu, w sercu, w głowie wciąż tyle emocji! Zacznijmy zatem od najważniejszego – Polacy, po zaledwie trzech dniach turnieju, zapewnili sobie awans do drugiej rundy mistrzostw świata. Biało-Czerwoni są już w gronie 16 najlepszych drużyn mundialu. A do rozegrania pozostał im jeszcze mecz z najsłabszym w grupie A Wybrzeżem Kości Słoniowej. Podsumowując: mistrzostwa świata lepiej się zacząć nie mogły. Jest przepięknie!

2. Najwięcej emocji dostarczył Mateusz Ponitka. Rozegrał znakomity mecz – w trakcie 39 minut, grając na pełnej intensywności (inaczej przecież nie potrafi…) zdobył 25 punktów, miał 9 zbiórek, 3 asysty, 2 przechwyty i 4 bloki. To są naprawdę rzadko spotykane cyferki na poziomie mistrzostw świata. Ponitka atakował kosz z piłką lub bez niej, potrafił świetnie podać, zatrzymywał rywali w obronie, zaliczył kluczowy przechwyt. Fakt, spudłował aż sześć z 17 rzutów wolnych, z czego kilka bardzo ważnych. Ale i tak był gwiazdą tego spotkania. Oglądanie Ponitki, który z ogniem w oczach do końca wierzył w wygraną, było ogromną przyjemnością.

3. A.J. Slaughter w oczach nie ma ognia. To taki cichy zabójca. Strzelec bez psychiki, czyli taki, który się nie denerwuje i nie waha się przed rzucaniem w trudnych momentach. Polski Amerykanin zdobył 22 punkty i w kluczowych momentach był naszym najważniejszym koszykarzem obok Ponitki. W drugiej połowie Polacy dzięki jego trójkom najpierw Chińczykom uciekali, a potem ich gonili. A.J. w reprezentacji gra od czterech lat i wielokrotnie dyskutowaliśmy o jego możliwościach i roli, którą pełni w drużynie. Ta była i jest różna, ale jedno się nie zmienia – w kluczowych momentach najważniejszych Slaughter zwykle daje to, czego drużyna potrzebuje. Punkty po indywidualnych akcjach.

4. 10 sekund przed końcem indywidualną akcją dwa punkty spod obręczy zdobył Damian Kulig. Był to jedno z najważniejszych trafień w tym meczu, a zapewnił je zawodnik, który nie grał w tym spotkaniu dobrze. Przynajmniej w ataku. Wiedzieliśmy, że przeciwko wysokim Chińczykom nasi środkowi nie będą tak skuteczni, jak przeciwko Wenezueli i tak było – Kulig i Adam Hrycaniuk razem uciułali ledwie 10 punktów i 5 zbiórek, grało im się bardzo ciężko. Ale to jednak Kulig cieszył się ostatni, bo Yi Jianlian, jego podkoszowy rywal, chińska gwiazda z przeszłością w NBA, spudłował trójkę na remis w ostatnich sekundach. Wracając do Kuliga – pamiętacie, że jeszcze trzy miesiące temu wydawało się, że w Chinach go nie będzie? 32-letni podkoszowy już wcześniej zrezygnował z występów w kadrze, a dał się namówić wówczas, gdy udziału w MŚ nieoczekiwanie odmówił Maciej Lampe. Co za scenariusz!

5. Początek meczu, podobnie jak z Wenezuelą, nie był udany. Chińscy wysocy zaskoczyli celnymi trójkami, rywale trafili cztery pierwsze rzuty z dystansu, nie pozwalali nam na łatwe pozycje w obronie. Prowadzili już 25:15, a Polacy kiepsko rzucali z dystansu. Trójki w meczu z Chinami miały dawać nam przewagę, tymczasem po pierwszej kwarcie mieliśmy tylko 1/7.

6. W Chinach Polacy są jednak, na razie, mistrzami drugich kwart. Z Wenezuelą wygrali ją 22:12, z Chinami – aż 24:10. Ta druga kwarta przeciwko gospodarzom była jedną z najlepszych, jakie kibice polskiego basketu pamiętają. Bardzo dobra, agresywna obrona – z pomocą, z dobrą rotacją po zasłonach. A w ataku – przyspieszenie. Drugą kwartę zakończyliśmy zrywem 12:0!

7. Największe emocje zaczęły się w czwartej kwarcie. W niej to Chińczycy nas dogonili i przegonili. 1.45 minuty przed końcem wygrywali nawet 69:64 i wydawało się, że tłum 19 tysięcy kibiców ich poniesie. Ale szybką trójkę trafił Slaughter, a potem, w przerywanej taktycznymi faulami końcówce, niesamowitym przechwytem popisał się Ponitka. To on przywrócił nadzieję na wygraną – gdyby cztery sekundy przed końcem trafił oba wolne, moglibyśmy się cieszyć ze zwycięstwa już po 40 minutach. Tak się nie stało, ale wybuch radości został jednak po prostu tylko odłożony w czasie.

8. Czym Polacy zaimponowali najbardziej? Ambicją i walką do końca, silną psychiką w trudnych momentach, szukaniem liderów i wykorzystywaniem ich silnych stron, kondycją, planem taktycznym… Każdy może wybrać sobie coś innego, ja nie potrafię – na tę ważną wygraną złożyło się wiele rzeczy. Na pewno, tak jak w spotkaniu z Wenezuelą, ważne było wymuszanie fauli, które – jak się później okazało – były jedną z kluczowych składowych wygranej. Najlepsi gracze przeciwników szybko mieli nadmiar przewinień, rozgrywający Ailun Guo opuścił boisko już w 24. minucie. Polacy potrafili wytrącić Chińczykom atuty z ręki.

9. Bohaterowie drugiego planu? Na pewno ciekawe 16 minut rozegrał 18-letni jeszcze Aleksander Balcerowski. Piszę „ciekawe”, bo najmłodszy gracz zespołu wykonywał skrajne akcje – trafił za trzy, wyrwał piłkę w obronie, ale popełniał też niemądre przewinienia. To normalne, on dorosłego basketu na tym poziomie wciąż się uczy. Utalentowany dryblas zaimponował mi jednak na pewno odwagą – on się nie boi grać, wziąć na siebie odpowiedzialność, także postawić się rywalowi. To jest przyszłość polskiej reprezentacji.

10. Teraz czekam na odrodzenie Adama Waczyńskiego. Z Chinami kapitan reprezentacji zagrał – co tu dużo mówić – słabiutko. Tylko 4 punkty i fatalne 2/11 z gry w 35 minut na boisku, kilka nieudanych akcji w ważnych momentach… To nie był jego dzień. Ale plus jest taki, że Polacy nawet bez swojego czołowego gracza potrafili wygrać jakże ważny mecz z gospodarzem mistrzostw świata. Waczyński? On w tych mistrzostwach klasę jeszcze pokaże, zobaczycie.

Łukasz Cegliński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze