Są to: japoński, angielski, francuski, hiszpański, niemiecki, rosyjski, włoski, arabski, chiński, koreański i portugalski.

 

Ponomariew zadebiutował jako tłumacz na igrzyskach w Pekinie w 2008 roku, zaś szefem zespołu translatorów był już w Rio de Janeiro w 2016 r. Każdy z członków jego ekipy ma już doświadczenia olimpijskie, co najmniej z jednych igrzysk. Poza tym są to osoby, które na co dzień pracują podczas oficjalnych wizyt państwowych.

 

Język sportowców jest jednak specyficzny, podobnie jak terminologia oraz żargon poszczególnych dyscyplin, w tym szczególnie nowych: surfingu, wspinaczki sportowej czy skateboardingu, których przedstawiciele zadebiutują w 2020 r. - Trenujemy. Mamy słowniki, poznajemy terminologię olimpijską i specyfikę różnych dyscyplin sportowych, badamy niuanse judo czy łucznictwa. Surferzy mają własny język, podobnie jak na igrzyskach zimowych snowboardziści. Tłumacze są przyzwyczajeni do pracy pod presją. Wiedzą, że każde źle przetłumaczone słowo będzie miało konsekwencje. Jeśli nie rozumiesz, co się mówi, nie wymyślasz. To zasada numer jeden - powiedział Ponomariew, który przyznał, że miał problemy z przetłumaczeniem wypowiedzi jednego ze snowboardzistów w Pjongczangu.

 

Stolica Japonii organizuje letnie igrzyska drugi raz w historii. Po raz pierwszy gościła najlepszych sportowców globu w 1964 r. Przyszłoroczne odbędą się w dniach 24 lipca - 9 sierpnia.