Dla Słoweńców piątkowy mecz z reprezentacją Polski to spotkanie ostatniej szansy? W grupie G zajmujecie dopiero czwarte miejsce z pięcioma punktami na koncie.

 

Uros Korun: Ta grupa jest tak wyrównana, że każdy może wygrać z każdym. Polacy są faworytami, bo są liderem grupy, ale gramy u siebie i dzięki temu mamy powody do optymizmu. Wszyscy mają świadomość jakie znaczenie ma dla nas ten mecz. Jeśli przegramy to awans oddali się tak bardzo, że trudno będzie o nim marzyć. Ale w kadrze panuje spokój. Świadomość tego, o co gramy, nie paraliżuje. Zauważyłem, że drużyna jest skupiona na sobie, na przygotowaniu się do tego meczu. Z drugiej strony trudno się dziwić: mamy zawodników, którzy presję znają ze swoich lig. Naszym atutem będą też kibice. Wcześniej na naszych meczach nie pojawiało się zbyt wielu fanów, ale, z tego co słyszałem, teraz na spotkanie z Polską przyjdzie cały stadion.

 

Co przed tym meczem wydaje się panu istotniejsze: skuteczność Polaków, którzy w czterech spotkainach odnieśli cztery zwycięstwa czy nasza słabość w ataku pozycyjnym?

 

Mieliśmy analizę Polaków i znamy wasze atuty oraz słabości. Nie jest tajemnicą, że formacją, która robi największe wrażenie, jest atak: Lewandowski, Piątek, Zieliński. Są jednak też słabe strony, które spróbujemy wykorzystać. Na przykład przestoje w grze. Ale więcej nie powiem!

 

Oglądał pan tegoroczne mecze Polaków?

 

W tych eliminacjach widziałem trzy z czterech. Najbardziej podobał mi się ten z Izraelem, Polacy zagrali na najwyższym poziomie, cztery bramki mówią same za siebie. Jako obrońca sporą uwagę zwracałem też na defensywę i ona również robi duże wrażenie. Ale skupiam się na swojej reprezentacji. Po otrzymaniu powołania koledzy z Piasta mi gratulowali, ale, mimo sympatii do nich, marzy mi się powrót do Gliwic z trzema punktami zdobytymi w piątek.

 

Zaskoczył pana telefon od selekcjonera Matjaza Keka?

 

Właściwie to trener do mnie nie dzwonił. Najpierw dowiedziałem się, że jestem na szerokiej liście, poczułem wtedy, że mogę dostać powołanie. A o samym powołaniu dowiedziałem się z… Twittera. Takie mamy czasy, za pomocą telefonu człowiek wie najszybciej. Później dostałem wiele telefonów od moich słoweńskich przyjaciół, dzwoniła moja szczęśliwa żona. Z jednej strony czułem olbrzymią radość, ale z drugiej, nie ukrywam, byłem zaskoczony.

 

Wierzy pan w debiut w kadrze? Do tej pory grał pan tylko w młodzieżówce i kadrze B.

 

Przecież na zgrupowanie przyjechałem po to, aby grać. Natomiast najważniejsze jest dla mnie dobro drużyny. Nie ukrywam jednak, że chcę pokazać trenerowi Kekowi, że moje powołanie jest dobrą decyzją. Zrobię wszystko, aby na tej jednej wycieczce na kadrę się nie skończyło.

 

W wygranym 5:0 meczu z Łotwą na środku obrony wystąpił duet Miha Mevljak-Aljaz Struna.

 

To piłkarze, którzy w reprezentacji są od dawna. Z Polakami pewnie zagrają oni, ale jeśli tak się stanie, to będę trzymał za nich kciuki. Od moich ambicji ważniejsze jest dobro drużyny.

 

Jakie są więc najsilniejsze strony reprezentacji Słowenii?

 

W naszym kraju nastąpiła przemiana. Wcześniej kibice nie wierzyli w kadrę, nie chodzili na jej mecze, ale po przyjściu do reprezentacji selekcjonera Matjaża Keka to się zmieniło. Wszyscy pamiętają, jak w 2010 roku jego drużyna zagrała na mistrzostwach świata w RPA i dzięki temu wiara w to, że możemy grać dobry futbol, jest większa, niż jeszcze rok temu. W meczu z Polską chcemy potwierdzić, że nie jest to wiara na wyrost.