MŚ koszykarzy. Romański: Idziemy do liceum

Koszykówka
MŚ koszykarzy. Romański: Idziemy do liceum
fot. PAP/EPA

- Podczas tych mistrzostw świata siedzę spokojnie na kanapie przed telewizorem i jestem pewien, że nasza reprezentacja co najmniej doprowadzi do wyrównanej końcówki czwartej kwarty. I tak jest, a na dodatek Polacy jak dotąd zawsze wygrywają - pisze po trzecim meczu Polaków w Chinach, wygranej z Wybrzeżem Kości Słoniowej 80:63, koszykarski komentator Polsatu Sport Adam Romański.

Wygrywając w środę z zespołem z Afryki, Polacy zapewnili sobie bardzo dobrą wyjściową pozycję w krótkiej drugiej fazie grupowej. W walce o ćwierćfinał będą tylko dwa mecze (Polacy grają z Rosją w piątek i z Argentyną w niedzielę), ale za to liczą się wszystkie wyniki z pierwszej fazy. A w niej polscy koszykarze byli bardzo dobrymi uczniami i dostali wyłącznie dobre oceny, choć to przecież nawet dla zawodników mających po 32 czy 35 lat pierwsze zajęcia szkolne na tym poziomie koszykarskiej edukacji.

 

W rozmowie w #StudioAdRom na YouTube w środowe popołudnie gościliśmy (telefonicznie) Krzysztofa Sulimę, który w kadrze Mike’a Taylora był „tym piętnastym”, odpadł z kadry po zgrupowaniu i pierwszym turnieju sparingowym. Kiedy zapytałem go o wytypowanie MVP naszej drużyny w meczach pierwszej rundy z Wenezuelą, Chinami i Wybrzeżem Kości Słoniowej. Sulima jak zaprogramowany uparcie odpowiadał, że "liczy się cała drużyna". Kiedy poprosiliśmy go o nazwisko, zaczął wymieniać po kolei praktycznie wszystkie nazwiska. Nie dał się przekonać, że można wyróżnić kogoś jednego, jedynego. Po pracy w reprezentacji Taylora ma wgrane w głowę, że zespół to zespół, a nie jednostki.

 

I tak właśnie jest w kadrze amerykańskiego trenera. Priorytety są doskonale ustawione. Grupa i jej sukces są najważniejsze i nie ma od tego wyjątków. Przykład? Dla wielu osób było i jest to do dzisiaj niezrozumiałe, ale właśnie złamanie tego priorytetu było kluczowe przy zakończeniu współpracy z Maciejem Lampem, najlepszym naszym podkoszowym w kadrze w kwalifikacjach do MŚ. Dla niego opuszczenie grupy i postawienie własnych badań w Niemczech (które mogły zostać wykonane dzień później) ponad obecność ze wszystkimi na świętowaniu awansu podczas meczu z Holandią, stanowiły pogwałcenie pewnych poważnych zasad. Stąd o powrocie do grupy Lampego właściwie nie było już później mowy.

 

W środowym meczu z WKS Polacy zrobili wszystko jak trzeba. Nie dość, że z afrykańskim zespołem wygrali wyraźnie (17 punktami), to jeszcze oszczędzali siły (nikt nie zagrał dłużej niż 26 minut), dali szansę pokazać światu rozwijający się ogromny talent najmłodszego koszykarza całego turnieju Aleksandra Balcerowskiego, a także odbudowali dobrymi akcjami swojego kapitana Adama Waczyńskiego, który w poprzednich meczach miał problemy ze skutecznością. A po wszystkim, jak opowiadał prosto z Pekinu korespondent Polsatu Sport Szymon Zaworski, zachowali spokój, nie wpadali w samozachwyt czy euforię po trzech wygranych.

 

Bo taka jest właśnie różnica pomiędzy tym zespołem teraz (zbudowanym sukcesami), a tymi poprzednimi reinkarnacjami ekip Mike’a Taylora. Pewność siebie i spokój dominują. Dawniej oglądając mecze o stawkę nawet przy sporym prowadzeniu drżałem o wynik, a nawet wręcz odwrotnie - byłem przekonany, że to się przed końcem spotkania zawali. W Chinach w 2019 roku nawet gdy w każdym meczu Polacy przegrywają pierwszą kwartę, a przeciwnicy trafiają cztery (jak Chiny i jak WKS), albo nawet pięć pierwszych trójek (jak Wenezuela), ja siedzę spokojnie na kanapie przed telewizorem i jestem pewien, że nasza reprezentacja co najmniej doprowadzi do wyrównanej końcówki czwartej kwarty. I tak się rzeczywiście za każdym razem działo.

 

Chwilę po nagraniu naszego środowego programu na YouTube uświadomiłem sobie, że chyba nazwisko trenera Polaków ani razu nie padło przez 72 minuty z ust Rafała Jucia i moich.

 

Potwierdzałoby to znane powiedzenie, że w oczach kibiców wygrywają wyłącznie zawodnicy, a przegrywa zawsze trener. Ale nie do końca tak jest. Mimo że słowa "Mike Taylor" nie padły, to o pracy sztabu, przygotowaniu do meczu, mówimy właściwie w każdym zdaniu. Bo Polacy to w tym turnieju zespół zdecydowanie inteligencki, mądry, grający z pomysłem. Przygotowywany zupełnie inaczej niż wszystkie poprzednie polskie kadry koszykarskie. Pod względem zmiany metody i podejścia można to tylko porównać chyba do przełomu, jaki przed mistrzostwami świata w 2006 roku przeprowadził w polskiej kadrze siatkarzy - wtedy od lat będącej bez medali wielkich imprez - trener Raul Lozano. Do dziś wszyscy siatkarze o tym wspominają.

 

Wracając do terminologii szkolnej, te mistrzostwa świata - po 52 latach od ostatniego startu - to miała być nasza podstawówka. W szóstym roku lekcji od profesora Taylora od piątku będziemy po przyspieszonej promocji od razu w liceum. I to bardzo dobrym. Zagramy Rosją i Argentyną, zespołami pełnymi zawodników znanych Euroligi, z najlepszych klubów typu Real czy CSKA, przeciwko dobrym i doświadczonym trenerom. Nie ma się co oszukiwać, to będą trzy razy lepsze zespoły niż Wenezuela czy Chiny. Jak wypadnie ten egzamin?

 

Jestem optymistą. Usiądę przed telewizorem z tym samym poczuciem - że cokolwiek się zdarzy na początku, damy radę co najmniej doprowadzić do zaciętej końcówki. Panowie koszykarze, wgraliście mi to do głowy i nie wybijajcie jeszcze przez te parę dni.

 

Cały program #StudioAdRom Max na YouTube omawiający mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej, z ocenami zawodników i rozmowami z obecnymi w Chinach Szymonem Zaworskim (Polsat Sport) i Markiem Popiołkiem (dyrektorem reprezentacji), a także reprezentantem Polski, skrzydłowym Anwilu Włocławek Krzysztofem Sulimą, pod tym linkiem.

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze