Janusz Pindera: W wieku 43 lat został Pan emerytem. Wielu sportowców, którzy kończą długoletnie kariery ma z tym problem. A jak sobie radzi na sportowej emeryturze Tomasz Adamek?

 

Tomasz Adamek: Wciąż prowadzę aktywny styl życia, sporo biegam, gram w tenisa. Trzymam wagę, jestem naprawdę w dobrej formie.

 

Ile Pan waży?

 

102-103 kg, tak jak w ostatnich walkach.

 

Czyli gdyby pojawiła się ciekawa propozycja, by kontynuować karierę, gotów byłby Pan rozpocząć specjalistyczne przygotowania?

 

Co to, to nie. W rachubę wchodzi tylko jakiś lekki pojedynek na pożegnanie z kibicami. Nic więcej, swoje już w boksie zrobiłem.

 

Wielu pięściarzy tak mówi, a później wraca …

 

Ja też kilka razy chciałem kończyć karierę i wciąż wracałem, tyle że to było kilka lat  temu. Czas jednak szybko leci, a boks to niebezpieczne zajęcie. Nie ma sensu kusić losu i ryzykować utraty zdrowia. Na szczęście nic mi nie dolega, głowa pracuje prawidłowo, pamięć jest taka jak była, zaburzeń mowy nie ma, a przecież stoczyłem sporo ringowych wojen. Co ważne o pieniądze nie muszę się martwić, to co zarobiłem zainwestowałem w nieruchomości, które teraz wynajmuję, więc z głodu ja i moja rodzina raczej nie umrzemy.

 

Ma Pan już  pomysł na życie po życiu, by nie umrzeć z nudy ?

 

Nudy nie odczuwam. Robię za szofera swojej żony, która jest pielęgniarką w szpitalu na Manhattanie, od czasu do czasu pojadę na polowanie, pójdę do kościoła się pomodlić, czy spotkać z kolegami. O aktywnej, sportowej stronie życie już mówiłem. Dbam o swoje ciało, zdrowo się odżywiam jakbym miał na horyzoncie ważną walkę. Po prostu weszło mi to w krew.

 

Oglądał Pan ostatni pojedynek Adama Kownackiego?

 

Byłem w Barclays Center, widziałem z bliska. Adam to wielki wojownik, ma serce do bitki jak mało kto i szczerze mu kibicuję, bo znamy się przecież od lat. Ale musi mniej ważyć, mówiłem mu o tym i on się z tym zgadza. Jak przyjdzie mu walczyć o pas mistrza świata, a taki moment wkrótce nadejdzie, jego waga i przygotowanie będzie odgrywać istotną rolę. 

 

Kto jest dziś królem wagi ciężkiej?

 

Trudno powiedzieć, jak najwyżej cenię mojego byłego sparingpartnera, Deontaya Wildera, doceniając jednocześnie umiejętności Tysona Fury, bo to bardzo niewygodny do boksowania pięściarz. Ale Wilder jest szybszy i mocniej bije. Ma takie suche uderzenie, którym ścina nawet tak wielkie drzewa jak Fury. Myślę że w rewanżu wygra przez nokaut.

 

A Joshua – Andy Ruiz Jr II?

 

Stawiam na kolejną wygraną Meksykanina. Anthony Joshua ma szklaną szczękę, mówiłem o tym od dawna. A Ruiz Jr to bardzo dobry bokser. Trzyma wysoko ręce, jest ostrożny i sprytny, ale jak tylko nadarzy się okazja atakuje wykorzystując szybkość rąk i mocne uderzenie. Podoba mi się ten chłopak, bo nie pęka, ale jednocześnie nie szarżuje, gdy nie zachodzi taka potrzeba. Joshua i jego ludzie go nie docenili płacąc za to wysoką cenę.

 

Rozpamiętuje Pan jeszcze porażkę z Jarrellem Millerem, którego kilka miesięcy później złapano na dopingu?

 

Dla mnie porażka w Chicago była znakiem z góry, by kończyć. Tak to odebrałem i nie zastanawiam się co by było, gdyby.

 

Kiedy zobaczymy Pana w Polsce?

 

Tak jak wcześniej powiedziałem, może jesienią.

 

Paszport już żona oddała?

 

Tak, ale ewentualna moja wyprawa do Polski byłaby obwarowana wieloma warunkami. Trochę się z tego śmieję, ale wiem, że żona nie żartuje.