Odpowiedź na pytanie, czy Polacy są w stanie wygrać z Rosją, może być tylko jedna: oczywiście, mogą te zrobić. I nie jest to myślenie życzeniowe, to teza poparta dowodem. W piątek miną dokładnie cztery lata od jedynego zwycięstwa Polski nad "Sborną" w meczu o punkty. 6 września 2015 roku podczas Eurobasketu we Francji zespół prowadzony przez trenera Mike'a Taylora wygrał 82:79. To był udany rewanż za porażki poniesione jeszcze w XX wieku w dwóch spotkaniach o stawkę. Więcej takich starć nie było.

 

Na na mistrzostwach w Chinach jest wielu koszykarzy ze zwycięskiego składu z Montpellier, selekcjoner reprezentacji Polski od kilku lat buduje bowiem zespół, którego siłą jest obecnie zgranie, zrozumienie i doświadczenie. We Francji występowali Mateusz Ponitka, A. J. Slaughter, Łukasz Koszarek, Aaron Cel, Karol Gruszecki, Damian Kulig i Adam Waczyński, który w tamtym meczu zdobył dla Polski 23 punkty.

 

Rosjanie także grają od kilku lat "żelaznym" składem. W zespole powołanym na chińskie mistrzostwa przez trenera Siergieja Bazarewicza są Andriej Zubkow, Andriej Woroncewicz, Witalij Fridzon, Nikita Kurbanow i Siemion Antonow, którzy cztery lata temu przełykali gorycz porażki z Polską. To oni są obecnie liderami reprezentacji, która po zakończeniu eliminacji do mistrzostw świata, znalazła się na 10. miejscu w światowym rankingu. Polska jest w nim 25. 

 

Do środowej porażki z Argentyną Rosjanie mogli szczycić się tym, że są jedną z dwóch ekip na świecie z najdłuższą serią zwycięstw. Drugą była... Polska. Obie drużyny wygrały siedem kolejnych spotkań o stawkę. Teraz to nasza reprezentacja jest samotnym światowym liderem pod tym względem, bo pokonując w środę Wybrzeże Kości Słoniowej, odniosła ósme z rzędu zwycięstwo. Ostatni raz koszykarze Mike'a Taylora w spotkaniu o punkty przegrali 14 września ubiegłego roku, z Włochami, na początku drugiej rundy kwalifikacyjnej do MŚ. 

 

Według wielu ekspertów wysoka pozycja Rosji może być myląca, obecnie reprezentacja naszych najbliższych rywali przeżywa bowiem kryzys. Są tacy, którzy twierdzą, iż to najsłabsza koszykarska "Sborna" w historii. Ostatni sukces na mistrzostwach świata Rosjanie odnieśli w 1998 roku. Zdobyli wtedy srebrny medal. Później wystąpili tylko w dwóch z czterech kolejnych turniejów. Na mistrzostwach Europy nie ugrali nic od roku 2011, kiedy to wywalczyli brąz. Przed dwoma laty zakończyli Eurobasket na czwartym miejscu. Był też brązowy medal na igrzyskach w Londynie w 2012 roku, później znów posucha.      

 

Na mistrzostwach w Chinach podopieczni Bazarewicza już mieli spore problemy. Bardzo zacięty mecz z Nigerią udało im się wygrać dopiero w końcówce, Koreę Południową pokonali co prawda 14 punktami, ale do przerwy niemiłosiernie męczyli się z najsłabszą ekipą grupy B. W środowym spotkaniu z faworyzowaną Argentyną walczyli, ale za popełnione błędy, zapłacili porażką. Zdecydowały o niej przede wszystkim nietrafione rzuty za trzy punty, oddawane z czystych pozycji oraz aż 21 strat piłki. Na pomeczowej konferencji o tych "wpadkach" mówił Zubkow, który jako jedyny z liderów reprezentacji Rosji w tym meczu "trzymał poziom" i zdobył 18 punktów. Zdecydowania zawiedli Woroncewicz i Fridzon. Pierwszy trafił zaledwie 4 z 12 rzutów, drugi przez 20 minut nie zdobył ani jednego punktu.   

 

W rosyjskich mediach o reprezentacji koszykarzy pisze się całkiem ciepło i z optymizmem, jednak pojawia się też sporo uwag, dotyczących stylu gry zespołu Bazarewicza. W jednym z wywiadów dwukrotny wicemistrz świata Siergiej Panow zwrócił uwagę, że Rosjanie "nie mają wyrazistego lidera". Rolę tę miał pełnić Sergey Karasev, nietuzinkowy koszykarz, mający na koncie prawie sto meczów w lidze NBA. Podczas rozgrywanego w sierpniu sparingu z Włochami nabawił się jednak kontuzji i od tego czasu jest cieniem zawodnika, który w ostatnim sezonie spisywał się znakomicie.

 

Można powiedzieć, że kontuzje są zmorą selekcjonera Rosji. Z ich powodu do Chin nie pojechali koszykarze z ogromnym doświadczeniem zdobytym za oceanem, które w takim turnieju, jak mistrzostwa świata jest nie do przecenienia. W domu zostali Alexey Shved, który w NBA zagrał prawie 200 razy i Timofey Mozgov, mistrz NBA sprzed trzech lat z 454 meczami na koncie. Urazy wykluczyły też Dmitrija Khvostova i Dmitryja Kulagina. Lista kontuzjowanych wygląda jak skład wyjątkowo silnej drużyny, ogłoszony przed meczem o najwyższą stawkę.

 

Rosjanie mają też problemy na obwodzie, bo Fridzon, Jewgienij Baburin czy Michaił Kulagin nie są typowymi rozgrywającymi. Podobnie wygląda sprawa centrów, trzech mierzących po 207 centymetrów zawodników. Stąd kłopoty pod koszem.  

 

Podczas konferencji prasowej po środowym meczu z Argentyną dziennikarze pytali już o piątkowy mecz z Polską. Trener Bazarewicz odparł, że jeszcze za wcześnie, by o tym rozmawiać, jednocześnie przyznał, że rosyjscy skauci bacznie obserwowali naszą drużynę.

 

- Polacy bardzo dobrze przygotowali się do mistrzostw świata. To są doświadczeni koszykarze, a w zespole od dłuższego czasu nie było jakichś wielkich zmian. Od kilku ładnych lat prowadzi ich ten sam trener. Oni wiedzą na czym polega ta gra i tworzą mocną drużynę.

 

Mecz z Polską ma dla Rosjan kolosalne znaczenia, jeżeli przegrają, będą musieli zapomnieć o awansie do czołowej ósemki. Już na starcie drugiej fazy mistrzostw świata mają punkt straty do naszej drużyny oraz Argentyny. W 7 z 8 możliwych rozstrzygnięć wszystkich spotkań grupy I, zwycięstwo Polski da jej miejsce w ćwierćfinale, a rywali pogrąży. Presja ciąży więc na zespole Bazarewicza, bo drużyna Taylora w pięknym stylu zrobiła już swoje. Teraz zagra na luzie, spróbuje powtórzyć sukces sprzed czterech lata i doprowadzić do remisu z Rosjanami w starciach o punkty. Na razie najbliżsi rywale Polski prowadzą 2:1. 

 

Mecz Polska - Rosja w piątek o godzinie 10:00 polskiego czasu. W drugim spotkaniu grupy I Argentyna zagra z Wenezuelą.

 

WYNIKI, TERMINARZ I TABELE MISTRZOSTW ŚWIATA KOSZYKARZY