Magiera o siatkarkach: Wszystko się może zdarzyć...

Siatkówka
Magiera o siatkarkach: Wszystko się może zdarzyć...
Fot. Cyfrasport

Ankara. Miejsce dla naszej siatkówki szczególne. To tutaj nasze siatkarki po raz pierwszy sięgnęły po mistrzostwo Europy. To tutaj w 2003 roku rozpoczęła się era „Złotek” i legenda trenera Andrzeja Niemczyka. W finale Polki pokonały gospodynie 3:0. Ale to tutaj też przegraliśmy finał kwalifikacji olimpijskich do Igrzysk w Londynie. Świetnie spisująca się w całym turnieju drużyna prowadzona przez Alojzego Świderka uległa gospodyniom 0:3. Jak będzie tym razem?

Polki w Ankarze na pewno rozegrają dwa mecze. Wygranie przynajmniej jednego z nich będzie oznaczało wielki sukces, bo wrócimy z mistrzostw z medalem, o którym wszyscy marzyli, ale tak naprawdę niewielu go się spodziewało. Wygranie dwóch meczów oznaczać będzie przejście do legendy i zapisanie się na stałe w historii polskiej siatkówki.

 

Jest jeszcze trzecia opcja, też na swój sposób prawdopodobna, dwie przegrane i powrót do kraju bez medalu, co akurat w tym przypadku wcale nie będzie oznaczało porażki, bo siatkarki prowadzone przez trenera Jacka Nawrockiego wykonały na tym turnieju plan z nawiązką.


Jest takie powiedzenie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Coś w tym rzeczywiście jest. Wystarczy przejrzeć pomeczowe wypowiedzi naszych siatkarek po ćwierćfinałowym spotkaniu z Niemkami, gdzie otwarcie mówią o swoich marzeniach, o tym, że nie mają nic do stracenia i przyznają, celowo nie piszę deklarują, że do Ankary jadą po medal. Jedyne czego w tej chwili żałują, to tylko tego, że tych decydujących spotkań o medalach nie mogą rozegrać w Łodzi przed cudowną polską publicznością. Kto nie wierzy może sprawdzić - wszystkie nagrane rozmowy dostępne są na naszej stronie Polsatsport.pl.


Po tym, co wydarzyło się przez ostatnie dwa tygodnie w Łodzi i wcześniej, tak w Lidze Narodów jak i turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk we Wrocławiu, śmiało można powiedzieć, że drużynę trenera Jacka Nawrockiego stać na wszystko. Turnieje mają to do siebie, że nie można wykluczyć żadnego scenariusza. Postać naszego selekcjonera znakomicie to obrazuje. Po porażce z Belgią wielu żądało jego głowy, dzień później po zwycięstwie z Italią wszyscy chcieli nosić go na rękach. Po pokonaniu Niemiec cała Atlas Arena skandowała jego nazwisko. To był niesamowity moment, a sam trener - skromny człowiek - nie do końca wiedział jak się w tym momencie zachować.


Kto jak kto, ale właśnie trener Nawrocki zasłużył na wielką nagrodę za te wszystkie ostatnie lata, za harówę jaką wykonał z siatkarkami, za te wszystkie loty na koniec świata, aby rywalizować w drugiej dywizji Grand Prix, za ten nieszczęsny Torwar, za regularne jeżdżenie na mecze pierwszej, czy nawet drugiej ligi w poszukiwaniu zawodniczek o określonych parametrach, ale przede wszystkim za mrówczą pracę przy selekcji siatkarek i wybudowanie fundamentu na którym zaczyna powstawać całkiem solidna budowla. Dla jej niektórych elementów to ostatnia szansa, aby pięknie zapisać swoją kartę w historii.

Marek Magiera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze