Biało-Czerwoni mimo porażki w Lublanie są nadal liderem grupy G. 72-krotny reprezentacji Polski nie krył jednak rozczarowania stylem gry zaprezentowanym przez wybrańców Jerzego Brzęczka. - Wszyscy spodziewali się, że będzie to trudne spotkanie, ale oczekiwano, że postawa i wynik - zwłaszcza po tym, co reprezentacja pokazała w czerwcowym meczu z Izraelem - będą dużo lepsze. Gra szwankowała w każdej formacji. Słoweńcy nie pokazali jakiegoś świetnego futbolu, ale byli zespołem bardziej konkretnym. Mimo że grali u siebie, to nie był otwarty mecz z ich strony. Zdawali sobie sprawę, że nie mogli sobie na to pozwolić. Starali się maksymalnie ograniczyć nam wyprowadzanie kontrataków. Wiedzieli bowiem, że to jest nasza mocna strona i zmuszali nas do rozgrywania ataku pozycyjnego, co nam nie wychodzi najlepiej. Poza tym rywale byli bardzo agresywni i dobrze uzupełniali się w defensywie, podwajali naszych zawodników, którym mocno uprzykrzali życie – analizował Żurawski.

 

Selekcjoner przeciwko Słoweńcom postawił w zasadzie na tych samy piłkarzy, którzy bardzo dobrze spisali się w czerwcu z Izraelem. Zabrakło tylko kontuzjowanego Kamila Glika. Po meczu sporo krytyki spadło na Krzysztofa Piątka, który był niewidoczny i nie stanowił żadnego zagrożenia pod bramką Jana Oblaka. - Chciałem, żebyśmy wyszli na mecz z dwoma napastnikami, zwłaszcza że Robert Lewandowski lubi się wycofać i rozgrywać piłkę, natomiast rzeczywistość była taka, że nie stwarzaliśmy praktycznie żadnych okazji bramkowych. Ani Robert, ani Krzysiek nie oddali w tym meczu strzału, ich współpraca też się kompletnie nie układała. Mówi się, że zwycięskiego składu się nie zmienia i tej myśli chyba trzymał się trener Brzęczek. Ja jestem zwolennikiem trochę innego ustawienia. Na lewej obronie powinien grać Maciej Rybus, bo to dla niego naturalna pozycja. Również Bartek Bereszyński powinien być ustawiany na prawej stronie. Według mnie dałby tam ze trzydzieści procent więcej niż jako lewy obrońca – szacował Żurawski.

 

Po raz kolejny niewiele w ofensywie dał drużynie Piotr Zieliński. - Trener Brzęczek myślał, że jak Zieliński zagrał jeden dobry mecz z Izraelem ustawiony na boku pomocy, to teraz cały czas będzie tam sobie radził. Tak się jednak nie stało. Piotrek znowu wykazał się brakiem stabilizacji, nie pokazał swojego potencjału, który niewątpliwie posiada. To jest jego największy problem. Za mało daje drużynie w ofensywie. A jeśli chodzi o środek drugiej linii to zarówno Grzegorz Krychowiak, jak i Mateusz Klich mają większe predyspozycje do gry w defensywie, nie kreują odpowiednio naszej ofensywy. W sumie najlepszym zawodnikiem był bramkarz Łukasz Fabiański, który uratował nas w kilku sytuacjach. Defensywa do momentu straty bramki spisywała się w poprawnie, nieźle się organizowała, a potem coś się rozsypało. Słoweńcy mieli znacznie więcej wolnej przestrzeni, co skrzętnie wykorzystali przy drugim golu. Michał Pazdan nie miał dobrego dnia – zauważył.

 

Polacy nie mają wiele czasu na rozpamiętywanie porażki w Lublanie, bo już w poniedziałek czeka ich starcie na PGE Narodowym z wiceliderem grupy – Austrią. - Ciągle w tych eliminacjach jesteśmy w miarę komfortowej sytuacji, choć rywale nas gonią. Można się już zastanawiać, co będzie, jakbyśmy - nie daj Boże - przegrali z Austrią. Czasami jednak taki zimny prysznic sprawi, że potrafimy się mobilizować. Tym bardziej, że zagramy przed naszą publicznością. Jakoś lepiej wtedy prezentujemy się w ofensywie, kreujemy więcej sytuacji. Nie powiem, że jestem spokojny przed tym meczem, ale możemy zagrać dużo lepiej. Marzyliśmy o tym, aby do końca eliminacji nie stracić bramki, punktu czy nie przegrać żadnego spotkania, ale to były pobożne życzenia. Zazwyczaj przychodzi taki występ, gdy wiele rzeczy nie wychodzi, brakuje trochę szczęścia. Miejmy nadzieję, że mecz ze Słoweńcami był takim pierwszym i ostatnim w tych eliminacjach – podsumował Żurawski.

 

WYNIKI I TABELE EL. EURO 2020