Maciej Turski: Czy po raz ostatni widzimy cię na treningu medialnym przed pojedynkiem dla KSW, czy nie chcesz jeszcze stawiać jakiejkolwiek pieczątki?

 

Antoni Chmielewski: Pieczątkę postawię na KSW 50, a na razie nie chcę niczego komentować. Stoję teraz w rozkroku, wykonałem już pierwszy krok, a teraz nadszedł czas na drugi.

 

Czy ze względu na pięćdziesiąty, jubileuszowy pojedynek, przygotowania były nieco sentymentalne, czy raczej minęły jak każde inne?

 

Różniły się dość znacznie, ponieważ przygotowywałem się bez żadnej presji, na totalnym spokoju. Nie miałem żadnych głupich myśli, że muszę wygrać. Muszę jednak podkreślić, że mam za sobą bardzo ciężki obóz przygotowawczy, a działania znacznie ułatwił mi fakt, że znam już swój organizm dosyć dobrze i wiedziałem co muszę robić, a czego muszę unikać. Teraz wiem już, że wolę być niedotrenowany, a nie przetrenowany i aktualnie regeneruję się po ciężkim cyklu treningowym. Łapię świeżość i czuję, że pomału rosnę.

 

Często mówi się o tym, że im człowiek jest starszy, tym przygotowania muszą być nieco inne. Ty mówisz, że zdecydowałeś się obniżyć obroty, by czuć się lepiej. Zadziałało?

 

Moje przygotowania trwały dwa miesiące, a zatem nie miałem dużo czasu. Starałem się jednak odnaleźć złoty środek i mam wrażenie, że mi się udało.

 

Na swoją pięćdziesiątą walkę nie wybrałeś sobie wcale łatwego rywala, tylko wymagającego przeciwnika. Czy faktycznie chciałeś zawiesić sobie poprzeczkę tak wysoko?

 

Dokładnie tak. Chciałem bardzo solidnego rywala i Jason Radcliffe spełnia ten wymóg. Będą fajerwerki - ja to wiem i on to wie, że walka nie będzie trwała trzech pełnych rund.

 

Czy zwycięstwo będzie dla ciebie najważniejsze, czy nie myślisz o taktyce i po prostu zrobisz swoje w starym stylu?

 

Oczywiście jestem przygotowany pod względem taktycznym i zamierzam trzymać się gameplanu, ale z drugiej strony nie mam nic do stracenia, a gameplan pada po pierwszym ciosie. Jestem już doświadczony i moja głowa raczej pozostanie chłodna.

 

Transmisja gali KSW 50 w systemie PPV