Mecz z Hiszpanią, mimo że przegrany, był świetny. Tak oceniliśmy to w #StudioAdRom Max na YouTube zaraz po spotkaniu. Wydaje się, że mógł zadowolić zarówno wyrachowanych koszykarskich smakoszy, jak i kibiców przypadkowych. Tych pierwszych, bo Polacy zrobili wiele w kategoriach koszykarskiej sztuki, przygotowania do meczu, taktyki, pomysłów, a wreszcie wykonania na boisku. Byli - co już w tym turnieju stało się normą - odważni, inteligentni i pomysłowi. Dla kibiców przypadkowych na pewno za to było ważne, że nie brakowało walki i entuzjazmu. Było ostro, było rzucanie się na parkiet i nie było poddawania się aż do końca. Były tylko 4 punkty straty pięć minut przed końcem i porażka po walce z zespołem, który miał w składzie wyłącznie gwiazdy NBA i Euroligi, a może być w tym turnieju nawet mistrzem świata.

 

Wiele z tego, a może nawet prawie wszystko, zawdzięczamy amerykańskiemu trenerowi Mike’owi Taylorowi, który od 2014 roku prowadzi polską reprezentację. Myślę, że podczas tego turnieju mówi się o nim za mało, mimo że w internecie krążyły jego mowy motywacyjne, powszechnie chwalone. Ale jednak to, że Mike Taylor chce przede wszystkim dla swoich zawodników być dobrym człowiekiem, że dba o relacje i potrafi ich zmotywować do gry na maksimum możliwości, to nie wszystko.

 

Liczy się bowiem jeszcze zupełnie inne, ściśle rozumowe i może nawet nauczycielskie, podejście do koszykówki. Wyzbyte wrzasków, źle pojętego cwaniactwa i być może czasami nawet poniżania zawodników, oparte na dotarciu do ich inteligencji, szanowaniu rozumu i ciężkiej pracy w przygotowaniu do meczu. Oparte też na niemal szkolnym sposobie budowania drużyny, z drukowanymi podręcznikami dla zawodników (mającymi po 100 i więcej stron!), z szeroką wiedzą podawaną metodycznie na sesjach wideo i w hali.

 

To co innego niż króluje w Polsce od 22 lat, od ostatniego wielkiego turnieju Polaków. Wtedy słynne siódme miejsce w mistrzostwach Europy w Hiszpanii zaowocowało także przywiezieniem z tego turnieju Słoweńca Andreja Urlepa, którego sposób bycia i pracy z zespołem stały się wzorcami dla dwóch pokoleń zawodników i trenerów w Polsce. A także kibiców, którzy odwołują się do Urlepa i jego ucznia Tomasa Pacesasa, jeszcze brutalniejszego wobec zawodników, do dzisiaj.

 

A tymczasem w świecie taki sposób pracy wcale nie jest powszechny i nie on święci triumfy. Bałkańskie czy litewskie dociskanie dawno wyszło z mody, ale z jakichś powodów do Polski, zwłaszcza ligowej, nie dotarło. Byli u nas w lidze w całej historii tylko dwaj amerykańscy trenerzy (obaj mniej niż pół roku), a tych z innych krajów zachodniej Europy też można policzyć na palcach jednej ręki. Dlatego dobrze, że największy od 40 lat sukces polskich koszykarzy, będzie kojarzyć się z amerykańskim pozytywnym nastawieniem Taylora i jego sześcioletnią - wyjątkowo długą - cierpliwą pracą. I podobnie pracujących trenerów mamy w Polsce coraz więcej - włącznie z młodymi ligowymi szkoleniowcami polskimi, takimi jak Igor Milicić, Przemysław Frasunkiewicz czy Artur Gronek włącznie.

 

Z Łukaszem Ceglińskim, kolegą z redakcji Polsatu Sport, ale także autorem książki o naszej obecnej reprezentacji i jej drodze na mistrzostwa świata, trochę się we wtorek w #StudioAdRom poróżniliśmy o ocenę dokonań naszej reprezentacji. Łukasz uważa, że ze względu na wyniki na poprzednich turniejach naszych można nazwać nadal „przeciętniakami” w skali europejskiej i dobre MŚ tego nie zmieniają. Ja - po negocjacjach mogę się ewentualnie zgodzić na „średniaków” (brzmi na pewno ładniej), ale uważam, że zawodami w Chinach Polacy zasłużyli na to, żeby ich nawet tak nie nazywać. Moim zdaniem przesunęli się do kategorii „solidny zespół europejski” i ocierają się o „dobry”. A może nawet inaczej - nie tym turniejem, ale meczem z Hiszpanią. Światową potęgą, z którą zagraliśmy mecz, w którym była walka o zwycięstwo.

 

W #StudioAdRom udało nam się nawet zbudować ładne porównanie do miejsca, w którym jest nasza kadra koszykarzy. Jesteśmy już wysoko, ale dookoła nas nic nie widać i jeszcze nie wiadomo, czy to piękne chmury, a za chwilę zobaczymy niebo, czy też jednak permanentna mgła. Tak czy owak, nie jesteśmy tam, gdzie byliśmy kilka lat temu, czyli w niebycie, skąd nawet chmur widać nie było.

 

W czwartek - nadal w Szanghaju, co ważne przy szalonych podróżach na tym turnieju - Polacy zagrają pierwszy mecz o miejsca 5-8, z Australią lub Czechami. Byłoby świetnie, gdybyśmy mogli zagrać z Czechami, taką samą jak my rewelacją mistrzostw świata. Można by się przekonać, kto jest większą. Z zespołem Ronena Ginzburga (kiedyś asystenta w polskiej kadrze) zmierzyłaby się ekipa Mike’a Taylora (kiedyś asystenta w czeskiej kadrze).

 

Z Czechami niemal co roku gramy sparingi, wiele razy wygrywaliśmy, choć nie w tym roku (w dwóch próbach). Taki mecz z dobrymi znajomymi na tak wysokim poziomie (w walce o co najmniej szóste miejsce w turnieju), pozwoli na pewno na przesądzenie, czy to biała jak mleko, słodka chmurka na pięknym niebieskim niebie, czy też jednak mgła, którą będziemy rozwiewać na następnych turniejach.

 

Cały program #StudioAdRom Max na YouTube omawiający mecz z Hiszpanią, z ocenami zawodników i rozmowami z obecnymi w Chinach Szymonem Zaworskim (Polsat Sport) i Markiem Popiołkiem (dyrektorem reprezentacji), a także z byłym reprezentantem Polski Tomaszem Jankowskim, dziennikarzem Polsatu Sport Łukaszem Ceglińskim i wywiadowcą Denver Nuggets Rafałem Juciem TUTAJ

 

WYNIKI, TERMINARZ I TABELE MISTRZOSTW ŚWIATA KOSZYKARZY