I wśród opinii publicznej i dziennikarzy. Prezes PZPN Zbigniew Boniek zapowiedział, że tak się nie stanie, ale atmosfera wokół reprezentacji jest naprawdę gęsta. Prawdopodobnie w momencie kiedy Boniek zapraszał Jerzego Brzęczka na śniadanie dzień po meczu z Austrią, ten nie był wcale przekonany, czy nie zostanie poruszony temat jego wcześniejszego odejścia.

 

Zwolnienie trenera na tym etapie byłoby oczywiście ryzykowne i jednak nieracjonalne jeśli spojrzymy na liczby. Skoro celem numer jeden postawionym Brzęczkowi po zatrudnieniu był awans na turniej, to trzeba uznać, że jest on w trakcie realizacji. Pierwsze miejsce w grupie, tylko jeden przegrany mecz, tylko dwa stracone gole, cztery punkty ugrane na najsilniejszym teoretycznie przeciwniku czyli Austrii to jest jakiś wymiar oceny pracy. Do końca pozostały cztery mecze. Jeśli wygramy dwa październikowe z Łotwą i Macedonią Północną, to w sprzyjających okolicznościach już wtedy zapewnimy sobie awans. Jeśli gdzieś się nawet znów potkniemy, to na turniej i tak powinniśmy się zakwalifikować siłą rozpędu.

 

Ludziom nie chodzi jednak tylko o awans, ale fakt, że drużyna nie robi żadnego postępu. I nie da się jej oglądać. Siedząc wśród kibiców na Stadionie Narodowym podczas meczu z Austrią widziałem tę irytację, rozczarowanie, żal. Wydali po 140 złotych za bilety i często przemierzyli pół Polski, po pracy w poniedziałek, aby zobaczyć Lewandowskiego i spółkę, a w zamian dostali taki bubel.

 

To oczywiście sport i nie można oczekiwać, że zawsze będzie ekstra widowisko i piękne gole, ale jednak prawdopodobieństwo, że da nam je właśnie ta drużyna jest coraz mniejsze. Bo wciąż zespół Brzeczka gra tak samo źle. Wyjątkiem był mecz z Izraelem (4:0). Nie ma postępu w porównaniu ze schyłkową erą Adama Nawałki. Nie wiadomo jak ma grać ta drużyna, czego chce selekcjoner, jaka jest jego wizja.

 

Nawet Robert Lewandowski przestał strzelać gole. Jednak mija już 14 miesięcy, to nie jest w futbolu mało, coś w tym czasie powinno zacząć się rodzić. O to są właśnie największe pretensje do Brzęczka. Zarzut numer jeden to brak logicznych decyzji, bałagan. Po co wciąż powołuje swojego siostrzeńca Jakuba Błaszczykowskiego albo Arkadiusza Recę, który nie gra w klubie?

 

Dlaczego w drużynie nie ma w ogóle zawodników lewonożnych, którzy zwiększaliby liczbę opcji choćby przy stałych fragmentach gry, dlaczego drużyna jest aż tak słaba taktycznie, dlaczego szwankuje organizacja gry, robią się tak wielkie przestrzenie między zawodnikami, dlaczego mimo wszystko tak niechętnie wprowadza młodzież itd. Ten chaos mimo zdobywanych punktów, często bardzo szczęśliwie, jak w obu meczach z Austrią, Macedonią czy nawet Łotwą jest widoczny gołym okiem.

 

Coś co wielu umyka, a moim zdaniem może być jedną z kluczowych przyczyn tego miotania się selekcjonera, poruszania się od lewej do prawej na zasadzie: "a może dziś spróbujemy tego, a może się uda?" jest słabość zaplecza, które Brzęczek sobie dobrał. Z całym szacunkiem, brakuje w sztabie osobowości, ludzi z dużym doświadczeniem trenerskim, którzy mogliby mu coś w takich trudnych momentach podpowiedzieć i mieć mocniejszą pozycję niż poszczególni zawodnicy, którzy też chcieliby decydować.

 

Sam sobie trener takich współpracowników dobrał i oczywiście pretensje może mieć tylko do siebie. Wydaje się jednak, że w grupie, w której czołowi gracze jak Lewandowski, Grzegorz Krychowiak, Kamil Glik czy Wojciech Szczęsny mają wiele do powiedzenia i próbują wchodzić w buty selekcjonera to sztab z Brzęczkiem, Tomaszem Mazurkiewiczem, Radosław Gilewiczem czy Andrzejem Woźniakiem nie jest w najmocniejszej pozycji. Może się panowie lubią i większość z nich dobrze grała w piłkę, ale to trochę za mało. Zwłaszcza jeśli sam selekcjoner też się jeszcze uczy fachu i wyjątkowo potrzebuje wsparcia.

 

Słowa kapitana Lewandowskiego po meczu z Austrią, o tym, że drużyna potrzebuje schematów gry, bo gra na zasadzie, że jakoś to będzie nie jest dla nas, to też ewidentny kamyczek do ogródka selekcjonera i być może przejaw tego, że ten traci panowanie nad szatnią. Bo to przecież nie Lewandowski jest odpowiedzialny za tworzenie schematów gry tylko trener. Choć inna rzecz, że do wykorzystania stuprocentowej sytuacji po zagraniu Kamila Grosickiego żadne schematy nie były mu potrzebne.

 

Reasumując, sytuacja Brzęczka, biorąc pod uwagę okoliczności wokół drużyny jak i wewnątrz, nie jest najciekawsza. I jeśli nic się w tej kwestii nie zmieni, to wcale nie jestem przekonany, że Zbigniew Bonikiek, nawet jeśli awansujemy, nie zmieni trenera przed turniejem.