Biało-Czerwoni przegrali w Szanghaju z Hiszpanią 78:90 w ćwierćfinale mistrzostw świata i pozostała im walka o lokaty 5-8. Zdaniem siedmiokrotnego medalisty mistrzostw Polski Tomaszewskiego, rywale pokazali klasę i niesamowity potencjał. - Zabrakło mi dzisiaj punktów Mateusza Ponitki, który od pierwszego meczu dał się poznać jako lider naszej reprezentacji. Hiszpanie skutecznie nim się zaopiekowali. Mieliśmy kilka takich momentów, że dochodziliśmy na cztery-pięć punktów. Nawet w czwartej kwarcie była taka sytuacja, ale wówczas Ricky Rubio dwa razy trafił za trzy i uciekali nam na 10 punktów - powiedział Tomaszewski.

 

- W pierwszej połowie rewelacyjnie zagrał Rudy Fernandez, w drugiej Rubio i Juancho Hernanhomez. Oni maja niesamowity wachlarz, jeśli chodzi o kadrę. Taki Sergio Llull, który błyszczy w Eurolidze, tu jest zawodnikiem numer osiem albo dziewięć. U nas dwóch-trzech zawodników gra kluczowe role w topowych klubach, a tam praktycznie wszyscy grają na bardzo wysokim poziomie - w NBA czy Eurolidze - dodał.

 

Jego zdaniem, łatwiej byłoby polskim piłkarzom pokonać Hiszpanów niż koszykarzom. - Na ostatnich 14 imprezach rangi mistrzowskiej Hiszpanie 12-krotnie meldowali się w strefie medalowej. Piłkarze z tego kraju chyba nie mają takich osiągnięć. Dlatego w koszykówce trudniej było nam nawiązać tę równorzędną walkę. Tym bardziej, że polska koszykówka nie była w ostatnich latach na topie i nadal na nim nie jest. Ma jednak w tej chwili swoje pięć minut i trzeba się cieszyć, że zameldowaliśmy się w najlepszej ósemce. To miejsce jakby nie oddaje naszej pozycji w rankingu (Polska jest w tej 25.), ale z drugiej strony na pewno nas wywinduje w tej klasyfikacji - stwierdził.

 

Tomaszewski przyznał, że nie jest aż tak mocno zaskoczony faktem, że Polska dotarła aż do ćwierćfinału. Przed turniejem przewidział taką sytuację, uważa, że podopieczni Mike Tylora wykorzystali korzystną drabinkę. - Pierwszą grupę mieliśmy teoretycznie łatwą, trafiliśmy na dwa najniżej sklasyfikowane zespoły - Wybrzeże Kości Słoniowej oraz Chiny, a do tego na targaną kłopotami politycznymi i gospodarczymi Wenezuelę. W kolejnej rundzie zakładałem, że będzie to Rosja i Argentyna. Rosjanie do Chin przylecieli m.in. bez swoich gwiazd Aleksieja Szweda i Timofieja Mozgowa. Mam wrażenie, że oni mają tak silną ligę, że ci koszykarze nie mają wielkiej motywacji do tego, by pokazywać się w reprezentacji, która w ostatnich latach grała w kratkę. Dla nas kluczowe było to, że w drugiej fazie grupowej nie trafiliśmy na Greków, Hiszpanów, Francuzów, Amerykanów czy Australijczyków - przyznał.

 

Były koszykarz m.in. Lecha Poznań i Anwilu Włocławek uważa, że dużym atutem obecnej reprezentacji jest zgranie, a także atmosfera. - Jest to zespół, który gra ze sobą wiele lat. Oczywiście, w międzyczasie ktoś przychodził, ktoś odchodził, ale możemy sobie porównać na przykładzie meczu z Rosją z mistrzostw Europy sprzed czterech lat. Też Adam Waczyński, Mateusz Ponitka, Łukasz Koszarek i A.J. Slaughter byli najlepszymi strzelcami tej drużyny. Oni się dobrze znają ze sobą, jest atmosfera, taki team spirit. Nie są to też zawodnicy najmłodsi, bo Koszarek i Adam Hrycaniuk mają już po 35 lat i jest to chyba dla nich ostatnia taka duża impreza. Z kolei Ponitka, Waczyński czy Michał Sokołowski są w takim szczytowym okresie - ocenił.

 

Tomaszewski wierzy, że Polacy nie powiedzieli ostatniego słowa na tych mistrzostwach i do końca będą walczyć o jak najwyższą lokatę. - Zaczęliśmy turniej od czterech zwycięstw i nikt by chyba nie chciał, żebyśmy zakończyli go czterema porażkami. Wszystko wskazuje na to, że naszym najbliższym rywalem będą Czesi, którzy na tym turnieju osiągnęli maksa. I jednocześnie rywal na naszym poziomie. Naszym atutem może być to, że Czesi będą mieli jeden dzień odpoczynku mniej niż my, a grają dość wąskim składem. Może ten fakt trzeba będzie wykorzystać - podsumował.

 

WYNIKI, TERMINARZ I TABELE MISTRZOSTW ŚWIATA KOSZYKARZY