W tym roku obchodzi 18-lecie pracy w koszykówce na najwyższym poziomie. W kadrze ma najdłuższy staż spośród członków sztabu, bo już w 2008 roku pracował w reprezentacji prowadzonej przez trenera Mulego Katzurina.

 

Ma za sobą 15 sezonów w ekstraklasie mężczyzn: pięć w AZS Koszalin, dwa w Polpaku Świecie, pięć w Asseco Prokomie Gdynia grającym m.in. w Elite Eight Euroligi, także w Anwilu Włocławek. Pracował również w ekstraklasie piłkarek ręcznych w zespole AZS Politechnika Koszalińska.

 

Do reprezentacji 39-letni dziś Markiewicz wrócił w 2014 roku, gdy trener Mike Taylor zaczynał tworzyć obecną ekipę.

 

Jego najważniejsze wspomnienia z całej kariery to oczywiście mistrzostwa świata w Chinach. - Ten turniej jest najważniejszy. Awans do ćwierćfinału to osiągnięcie, którego nikt się nie spodziewał. Zagraliśmy na najwyższym poziomie swoich możliwości i umiejętności. To, co stworzył trener Taylor ze swymi biegającymi po parkiecie chłopcami, jest czymś wyjątkowym - wskazał.

 

Ostatni sukces reprezentacji koszykarzy, o którym było głośno, miał miejsce 22 lata temu, gdy drużyna trenera Eugeniusza Kijewskiego zajęła siódme miejsce w mistrzostwach Europy w Barcelonie. - Każdy w obecnej ekipie myślał o nawiązaniu do tamtego osiągnięcia. A teraz jesteśmy tutaj i cieszymy się chwilą. Każdy mecz chcemy wygrać, zajść jak najwyżej. Wszyscy są skoncentrowani. Osiągnęliśmy coś, w co po Eurobaskecie 2017 nikt nie wierzył. Jesteśmy na mundialu. W kolejnych meczach chłopcy wychodzą i walczą o każdą piłkę, każdy centymetr parkietu. Mojej opinii nie zmieniają nawet porażki z Argentyną i Hiszpanią, wielkimi przecież drużynami – podkreślił.

 

Markiewicz przyznał, że największą atrakcją w Chinach są dla niego... wygrane spotkania Biało-Czerwonych. - Wszystkie wygrane mecze, przy pełnych halach, przy olbrzymiej presji. To mi się tutaj najbardziej podoba. Generalnie jestem Chinami bardzo pozytywnie zaskoczony. Turystyczna strona to dla nas głównie hale, hotele i lotniska, ale przeogromne wrażenie zrobił na mnie Szanghaj. Zdążyłem wjechać na słynną wieżę telewizyjną, jedną z najwyższych w świecie. Nie spodziewałem się, że chińskie miasta są tak nowoczesne i tak ogromne. Od strony organizacyjnej natomiast te mistrzostwa uważam za najlepiej zorganizowany turniej, na jakim byłem - dzielił się wrażeniami.

 

Fizjoterapeuta zwrócił uwagę na wspaniałą atmosferę panującą w reprezentacji i cechującą ją jedność, wspólnotę celów. - Trener Taylor stworzył wokół siebie ekipę, która jest jednością. Zawsze powtarzam, że jesteśmy jak pięść. Jeśli masz pięść zaciśniętą, jest silna, a wystarczy odjąć od niej najmniejszy palec, a traci 60 procent swojej siły. Dlatego nasza pięść musi być zaciśnięta. Nie jesteśmy grupą gwiazd. Jesteśmy bardzo mocnym zespołem, gdy jesteśmy razem. Nie mamy w sztabie medycznym żadnych kłopotów z tymi chłopakami. Wiedzą, po co tu przyjechali, o co wszyscy walczymy - zauważył.

 

W kadrze koszykarzy Markiewicz w najlepszych relacjach jest z cztery lata młodszym Adamem Hrycaniukiem. - To mój ulubieniec i największy przyjaciel, moja Bestia. Kibicuję wszystkim, ale najbardziej się cieszę, jak Adam wychodzi na boisko i robi to, co robi - wspomniał.

 

Kolejne spotkanie, już w rywalizacji o miejsca 5-8, reprezentacja Polski rozegra w czwartek w Szanghaju o godz. 15 czasu polskiego z przegranym w środowym meczu Australii z Czechami.

 

WYNIKI, TERMINARZ I TABELE MISTRZOSTW ŚWIATA KOSZYKARZY