Bezpośredni awans do IO w Tokio na mistrzostwach świata brany był przed imprezą jako scenariusz science fiction, jednak Biało-Czerwoni byli naprawdę blisko osiągnięcia tego celu.
 
- Moim celem przed turniejem było zapewnienie reprezentacji Polski możliwości awansu na igrzyska olimpijskie, przywrócenie polskim kibicom radości z najważniejszej imprezy sportowej świata - mówił po przegranym ćwierćfinale z Hiszpanią selekcjoner Mike Taylor. Ten cel minimum został zrealizowany już po wyjściu z grupy.
 
Sensacyjna porażka Stanów Zjednoczonych z Francją w środowym meczu 1/4 finału dała nam jednak pewność, że wśród dwóch najlepszych europejskich ekip MŚ będą półfinaliści - Hiszpania i właśnie Francja. To te reprezentacje zapewniły sobie wyjazd na przyszłoroczne IO. W wypadku zwycięstwa USA, awans ten mogłaby dawać piąta lokata, o którą Polacy będą walczyć w następnych dniach.
 
Awans na IO uzyskały już więc: Francja, Hiszpania, Australia, Argentyna, Stany Zjednoczone, Nigeria, Iran oraz gospodarz, Japonia. Do stawki ośmiu zespołów dołączą czterej zwycięzcy turniejów kwalifikacyjnych, które odbędą się w czerwcu 2020 roku. O awans będzie jednak niezwykle trudno, bowiem wśród potencjalnych rywali Biało-Czerwonych będą między innymi Serbia, Rosja, Niemcy, Litwa, Kanada, Tunezja czy Wenezuela, a bilety do Tokio zapewnią sobie tylko zwycięzcy turniejów, a więc najlepsza ekipa na przestrzeni pięciu spotkań.
 
Do szesnastu najlepszych ekip ostatnich MŚ (wykluczając te, które zapewniły już sobie awans) dołączy ósemka wskazana przez FIBA - po dwa z każdego kontynentu.
 
Mistrzostwa świata wciąż trwają dla podopiecznych Taylora. W czwartek zagrają oni z Czechami, a w sobotę zmierzą się o piąte lub siódme miejsce z którymś z gigantów Serbia/Stany Zjednoczone.