Norweg wyjaśnił, że znalazł granatową bejsbolówkę z niezrozumiałym dla niego wyhaftowanym złotym napisem porzuconą w trawie, podczas treningu w Japonii i tak mu się spodobała, że zaczął w niej biegać codziennie, a także włożył podczas triathlonu.

 

- W Japonii nikt nie rozumiał chińskiego napisu, a tym bardziej ja nie miałem żadnego pojęcia o jego znaczeniu. Okazało się, że brzmi on Puyan Shunze Temple i jest pamiątką z 300-letniej tajwańskiej świątyni - powiedział Iden norweskiemu dziennikowi ”Aftenposten”.

 

Gazeta skontaktowała się z tajwańskimi dziennikarzami, którzy opisali szaleństwo na punkcie Idena. Jego zdjęcie w "świętej czapce" obiegło wszystkie media, a lokalna telewizja wyemitowała półgodzinny reportaż o Norwegu. Został też oficjalnie zaproszony przez burmistrza Puyan i obiecano mu przysłać całą serię nowych czapek, ponieważ wszystkie w świątyni zostały wykupione w ciągu jednego dnia.

 

- Takiej popularności w tak dalekiej części świata się nie spodziewałem. W dalszym ciągu nie mam dużych sponsorów, a zwłaszcza rowerowego, a niespodziewanie zacząłem reklamować świątynię. Teraz być może właśnie z tego kraju nadejdą oferty. Logo na czapce jest przecież zwykle najdroższe - powiedział Norweg.