De Fries do walki z Brazylijczykiem przystępował po trzech zwycięstwach w KSW z rzędu. Wcześniej, bez większych problemów, rozprawił się z Michałem Andryszakiem, Karolem Bedorfem oraz Tomaszem Narkunem. Z kolei Henrique zadebiutował w największej polskiej organizacji na gali z numerem "49" i udusił na niej gilotyną pierwszego z wymienionych Polaków.


Pojedynek był walką wieczoru jedynie z nazwy i krótko mówiąc rozczarował zgromadzonych na Wembley fanów. Obaj zawodnicy bardzo często klinczowali i spychali się do siatki, gdzie kontynuowali klincz i wyprowadzali niewiele ciosów o niezbyt dużej sile. Na uwagę zasługują na pewno low kicki, które Brazylijczyk słał na nogę postawną De Friesa w trzeciej rundzie. Było widać, że są one skuteczne i odbierają Anglikowi ochotę na skracanie dystansu.

 

W pewnym momencie mistrzowi kategorii ciężkiej udało się trafić przeciwnika potężnym prawym sierpowym i w rezultacie Henrique przyklęknął na macie, jednak po chwili wstał i był w stanie kontynuować walkę toczoną w niskim tempie. Ostatecznie obaj dotrwali do końca i o zwycięstwie któregokolwiek z nich musieli orzec sędziowie. Ci opowiedzieli się, choć niejednogłośnie, za broniącym mistrzowskiego pasa De Friesem i zapisał on tym samym na swoim koncie czwarte zwycięstwo w KSW z rzędu.