Polka walczy o marzenia z wiatrem i falami. "Cieszę się, że nie poddałam się mimo frustracji"

Inne
Polka walczy o marzenia z wiatrem i falami. "Cieszę się, że nie poddałam się mimo frustracji"
fot. PAP

Jeśli możecie sobie wyobrazić wybuch wulkanu zwielokrotniony o tysiąc, to właśnie energia z jaką do swojej pasji, czyli windsurfingu na falach, podchodzi Justyna Śniady. Sezon 2019 wydaje się być przełomowym w karierze Polki, która ma ogromną szansę na triumf w cyklu Pucharu Świata PWA.

Na dwie rundy przed końcem sezonu Justyn Śniady zajmuje pierwsze miejsce zostawiając za plecami wielokrotne mistrzyni świata - siostry Moreno, czy Sarę Quita-Offringę. Tak spektakularnego sukcesu polskiego windsurfingu jeszcze nie było. Oczywiście niektórzy mogą się spierać co z windsurfingiem olimpijskim, gdzie mamy swoje sukcesy, jednakże to właśnie pływanie po falach jest kwintesencją tego sportu.

Justyna poświęciła życie realizowaniu pasji. Wielu nie wierzyło, że dziewczyna z Polski będzie w stanie walczyć na falach z tymi, które wychowały się w warunkach pozwalających na regularne treningi. Wyjazd na studia do Australii i możliwość pływania w zasadzie przez cały rok w perfekcyjnych warunkach pomógł jej przebić się do czołówki światowej. Tegoroczne wyniki są tylko potwierdzeniem i nagrodą za niezwykła pracę i wyrzeczenia. - Dla pływania na falach poświęciłam wiele. Przeprowadziłam się do Australii, gdzie przez kilka lat spałam na dostawce lub w vanie, żeby mieć możliwość uprawiania windsurfingu. Doznałam wielu kontuzji: złamałam w sumie piętnaście kości i cztery razy nos, miałam więcej urazów szyi, niż manekiny do testów zderzeniowych. Każdą zarobiona złotówkę i każdą wolną chwilę poświęcałam na ściganie wiatru i fal, marząc o zdobyciu miejsca na podium w kategorii Wave - mówi Śniady i dodaje: - Studiując i pracując na pełnym etacie uczestniczę w zawodach Proffesional Windsurfing Association od roku 2010 - trochę z pozycji amatora konkurującego z zawodowcami. W ostatnich dwóch latach kilka razy dotarłam do czwartego miejsca, ale wiatr uniemożliwiał kontynuację zawodów, odbierając mi szanse... 

 

- Bardzo się cieszę, że nie poddałam się, mimo tych frustrujących przeżyć. Wszystko wreszcie ułożyło się dobrze. W tym roku, przy wietrze o sile pięćdziesięciu węzłów pokonałam ubiegłoroczną mistrzynię świata Iballe Moreno na jej rodzimym spocie na Gran Canarii, gdzie pływa od trzydziestu lat. Wygrałam zdecydowanie, o ponad dziesięć punktów. Emocje były ogromne - nie mogłam opanować płaczu, jednocześnie śmiejąc się ze szczęścia. To zwycięskie starcie z Iballą trwało tylko piętnaście minut, ale tak naprawdę walczyłam o to od dziesięciu lat.  Przegrałam w finale z drugą z sióstr Moreno, ale zdobyłam pierwsze w historii podium PWA Wave dla Polski – powiedziała Śniady. 

Jakie czekają ją wyzwania? - Obrona pozycji liderki to ogromne wyzwanie, zarówno sportowe jak i finansowe. W tym roku odbędą się jeszcze dwie edycje zawodów w ramach ogólnoświatowego cyklu PWA. Najbliższe już pod koniec września w Niemczech, na wyspie Sylt. Tam wszystko może się zdarzyć. Jesienne sztormy uderzają o wyspę prostopadle, przynosząc ogromne i mocne fale. Są to z pewnością jedne z najtrudniejszych i najbardziej wymagających technicznie i fizycznie zawodów PWA. Tutaj walczy się nie tylko z innymi zawodnikami, ale także z bezlitosnym przybojem Morza Północnego. W ubiegłym roku ekipy ratunkowe kilka razy zmuszone były ściągać z morza zawodniczki i zawodników, po tym jak ich sprzęt uległ zniszczeniu i dosłownie przepadł – stwierdziła Polka.

Grzegorz Jedrzejewski, seb, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie