Maciej Turski: Miło Cię widzieć w Polsce. Skąd wziął się pomysł, aby zorganizować serię spotkań ze studentami sportów walki w Polsce i odwiedzić kilka klubów w naszym kraju?

 

Scott Askham: Mój przyjaciel Przemek Kosiński pomógł mi zorganizować te wyjazdy i ustalić trasę. Wszystko w Polsce potoczyło się naprawdę szybko. Dopiero przyjechaliśmy, a już za nami tydzień podróżowania. Wygląda na to, że seminaria przypadły do gustu także studentom. Ja również jestem zadowolony, że mogłem ponownie pojawić się w Polsce.

 

Co chciałeś przede wszystkim zaprezentować studentom? Na jakie techniki zwracałeś uwagę?

 

Nie pokazywałem nic szalonego. Wielu ludzi przychodzi na seminaria i oczekuje, że zobaczy latające kolana i inne widowiskowe techniki, ale wszystko opiera się na solidnych podstawach. Na tym się skupiłem. Nie chcę nikogo wystraszyć przed kolejnymi spotkaniami, ale trzeba pamiętać o tym, że podstawy są najważniejsze. W ten sposób wygrywa się większość walk.

 

Jaki był cel tego przyjazdu i organizacji spotkań? Wzrost popularności w Polsce?

 

To na pewno też miało znaczenie. Ale ja już odczuwam, że ludzie mnie rozpoznają w waszym kraju. Kiedy pojawiam się na ulicy, zawsze ktoś prosi mnie o zdjęcie czy autograf. To niezwykle budujące. Pewnie po pokonaniu Mameda nie będę już w ogóle mógł wyjść na ulicę.

 

Na koniec spotkania studenci mogli zadać Tobie dowolne pytanie. Pojawiła się oczywiście kwestia kopnięcia na wątrobę. Jaka jest recepta na tę skuteczną technikę?

 

Wszystko zależy od odpowiedniego wyczucia czasu i miejsca. Mamed zdaje sobie sprawę, że to kopnięcie nadejdzie. Używałem tej techniki przecież wiele razy. A jak było z Mirko "CroCopem" Filipoviciem? Każdy wiedział, że wyprowadzi wysokie kopnięcie, a ilu rywali w ten sposób znokautował? Mam do tego smykałkę i nie będę ukrywał, że na pewno będę polował na to kopnięcie również w kolejnej walce.

 

Wspominasz cały czas Khalidova i nie ma w tym nic zaskakującego. Ogłoszenie Waszej walki to zdecydowanie najważniejsza informacja ze świata MMA w naszym kraju. Mam wrażenie, że nie tylko dla fanów, ale także dla Ciebie.

 

Fani dali wyraz temu, że są zainteresowani tym zestawieniem. Pamiętam również jak pierwszym razem rzuciłem mu wyzwanie po pierwszej wygranej z Materlą. Fani nie byli przekonani jeszcze do końca do tej walki. Cieszę się, że przeszedłem taką drogę od podstaw w KSW i już nikt nie ma żadnych wątpliwości. Fanów czeka wielka walka, a ja jestem częścią tego wydarzenia. Moje nazwisko pojawia się coraz częściej i mówi się o mnie coraz więcej. Nie mogę się już doczekać.

 

Czego spodziewasz się po Mamedzie Khalidovie? Często pojawiają się opinie, że on najlepszy czas ma już za sobą...

 

Rozumiem takie głosy, to zrozumiałe. Ja muszę jednak być przygotowany na najlepszego rywala. Zawsze skupiam się na sobie i staram się wykonać swoją pracę jak najlepiej. Nie zaprzątam sobie głowy takimi myślami. Jestem też przygotowany na opinie w stylu "pobiłeś starego Mameda. Ja pobiję tego Mameda, który stanie przede mną. To nie moja sprawa i nie moja wina, że jest w takim momencie kariery. On miał swój czas w KSW, a ja czuję, że mój właśnie nadchodzi. Mogę wejść w jego buty, w buty o naprawdę sporej wartości. Jego jedyną przewagą w Polsce jest to, że potrafi mówić po polsku. W walce mogę dać fanom wszystko, czego oczekują. W tej płaszczyźnie spokojnie mogę wejść w jego buty. Jestem tego pewny.

 

Czy Khalidov może być dla Ciebie zawodnikiem niewygodnym pod względem stylistycznym? Jest ruchliwy, często nieprzewidywalny...

 

Tak, jest nieprzewidywalny i na pewno to jego spory atut. On wie, czego może po mnie się spodziewać, a ja wiem, jakie są jego mocne strony. Tak jak wspomniałeś, jest również ruchliwy i muszę na to uważać. On nie jest facetem, który wyrzuca kombinacje, aby zapunktować. On szuka każdym uderzeniem nokautu i stara się strącić głowę rywala. Ale będę na to gotowy. Nie mam zamiaru go jednak lekceważyć, bo w tym sporcie wszystko może się wydarzyć. Dlatego MMA jest tak piękną dyscypliną. Czuję, że jednak to ja będę lepszy tego wieczoru.

 

Dostaliśmy informację o walce, ale w stawce pojedynku nie ma pasa mistrzowskiego. Jak to się stało?

 

To pytanie nie do mnie, tylko do Khalidova. Wszyscy o tym wiedzą. Ja jestem gotowy, aby walczyć o ten pas mistrzowski. Jak przyjdzie okazja, będą mikrofony, tłumacz, to na pewno zadam mu pytanie o stawkę tej walki. Ja byłem gotowy na pięć rund, ktoś inny tego nie chciał. Mój najlepszy czas dopiero nadchodzi i chcę bronić tytułu jak najczęściej. Jedyny racjonalny powód, dla którego ta walka nie odbędzie się na dystansie pięciu rund, to fakt, że on nie chce takiego dystansu. Ma do tego prawu. Ma za sobą długą, owocną karierę i zbudował latami ciężkiej pracy swój status oraz popularność. Też cieszę się, że mogę być częścią tego wydarzenia, bo to będzie naprawdę wielka walka w europejskim MMA.

 

Zadałem pytanie o stawkę tego pojedynku, bo kilka dni temu pojawił się pewien post w mediach społecznościowych. Zdjęcia Khalidova z pasem mistrzowskim, na które błyskawicznie odpowiedziałeś. Pojawiła się także odpowiedź od Mameda, ale została usunięta.

 

Mamed musi pamiętać, że jest 2019 rok i nie można tak usuwać postów, bo wszystko zostaje i tak uwiecznione. Wszyscy widzieli, co napisał i zasugerował, że fani mogą podjąć decyzję. Przecież każdy doskonale wie, że fani chcą walki o pas.

 

Czyli będziesz gotowy na zmianę stawki walki i przygotowujesz się do walki pięciorundowej?

 

Kontrakty już zostały podpisane i wszystko zostało dogadane. Każdy po prostu musi wiedzieć jaka jest prawda i nie jest to moja wina. Usunął komentarz, bo wiedział, że dojdzie do naszej słownej konfrontacji i zdawał sobie sprawę, że fani opowiedzą się za walką mistrzowską. Niech nie używa bezsensownego argumentu o tym, że nie chce po wygranej czuć presji obowiązkowej obrony w ciągu sześciu miesięcy. Nie bronił przecież pasa przez dwa lata, jak już byłem w organizacji! Nikt wtedy nie narzucał na niego takiej presji. To naprawdę bzdurne gadanie z jego strony.

 

Czekamy w takim razie na rozwój sytuacji. Jakie masz plany na okres przygotowawczy? Słyszeliśmy, że ponownie wybierasz się do American Top Team.

 

Tak, tradycyjnie lecę do Stanów Zjednoczonych. Jak zwykle będę współpracował ze Stevem Bruno. Pod jego skrzydłami mam wrażenie, że moja stójka wchodzi na wyższy poziom. Zawszę planuje zrobić dwunastotygodniowy okres przygotowawczy, ale seminaria były już zaplanowane, więc będzie tydzień krócej. To jednak wystarczający czas, żeby przygotować odpowiednią formę.

 

Przez wielu fanów zostałeś nazwany "Łowcą Wątróbek". Podoba Ci się ten pseudonim?

 

Naprawdę brzmi świetnie! Jeśli skończę kopnięciem na wątrobę Khalidova, to na pewno ta ksywa zostanie ze mną na dłużej. Jestem trochę chyba już za stary na zmianę pseudonimów. Miałem już kilka w przeszłości. Znajomi nazywają mnie "Pająkiem", ale nigdy go nie zaakceptowałem, bo w świecie MMA jest tylko jeden "Pająk" - Anderson Silva. Do "Łowcy Wątróbek" na pewno zbliżę się, jeśli dopiszę wielkie nazwisko do swojego rekordu.