Tai nie owija w bawełnę. Jest jak zwykle szczery do bólu. "Byłem o włos od paraliżu. Drobiazgowe badania lekarskie dowiodły, że gdybym 7 czerwca 2019 roku w Lublinie doznał złamania kręgu ciut wyżej położonego niż TH4, albo otrzymałbym uderzenie o krąg niżej, istniałoby ogromne ryzyko, że nie będę mógł chodzić… Leży mi na sercu dobro speedwaya w Anglii, dlatego napisałem książkę wspólnie z Peterem Oakesem, aby naród dowiedział się więcej o zakamarkach speedwaya. Wizyta w BBC Breakfast była bardzo owocna" – przyznał Tai.

 

To najbardziej charyzmatyczny mistrz świata od czasów Amerykanina Bruce’a Penhalla. Gra na instrumentach muzycznych, ma odlotowe tatuaże, wspiera potrzebujących, nie buduje barier, zawsze ma czas dla kibiców. Stracił tatę w młodym wieku, dlatego zabiega o ciepło domowego ogniska. Gościł w jasnogórskim klasztorze, modlił się, aby drugie dziecko urodziło się zdrowe, ale nade wszystko prosił o łaskę, aby doczekać się męskiego potomka.

 

Nic z tych rzeczy… Z Taia jest damski krawiec… Będzie druga córeczka. "Bardzo cieszę się, że Greg Hancock wrócił do cyrku. Brakowało mi go. Miło, że "Grin" przyleciał do Walii, bo znów mogliśmy swobodnie porozmawiać". Tai, pomimo ogromu obowiązków, był olśniewająco szybki podczas piątkowego treningu i kwalifikacji. Wygrał je z czasem: 12 sekund i 936 tysięcznych.

 

 

Szczęśliwa 13-tka? Chyba nie!

 

Wybrał numer… trzynaście! Zatańczył z przeznaczeniem. Tenże numer oferował mu dwukrotny start z najbardziej wewnętrznego pola. To miał być klucz do przewagi Taia nad konkurentami. Trzykrotnie meldował się w Cardiff na drugim miejscu (2014, 2016 i 2018). Nie złowił skalpu, który wisi w gwiazdozbiorze Chrisa "Bombera" Harrisa (Chris wygrał w Cardiff w 2007 roku).

 

"GP w Cardiff to największe wydarzenie w kalendarzu sportów motocyklowych w Anglii. Dla cudownej rzeszy ponad 40 000 widzów, warto się zmobilizować. Żadna inna impreza nie dorównuje rozmachowi Cardiff. Atmosfera na Principality Stadium jest boska" – twierdził Tai.

 

Drugim zawodnikiem obok Woffindena, któremu udało się zejść poniżej 12 sekund był… Duńczyk Leon Madsen. Leon przyznał po fiasku w Vojens, że kontuzje go męczą i zbierają ostre żniwo, co nie przeszkodziło mu w wykręceniu czasu na pułapie: 12,993 sekundy. I w sobotni wieczór błyszczał na torze wygrywając drugi turniej w karierze.

 

A Tai wyznał, że jak nie idzie, to nie idzie. Ten rok nie należy do Brytyjczyka. O medale powalczy trio: Bartosz Zmarzlik, Emil Sajfutdinow, Leon Madsen. Najważniejsze, że Tai ocalił skrawek zdrówka, może cieszyć się uśmiechem małżonki Faye i oglądać jak córka Rylee-Cru stawia pierwsze kroki…

 

W tym roku nie muszę zostać mistrzem świata

 

Madsen otwarcie przyznał po turnieju w duńskim Vojens, że nie zakładał złotego medalu w pierwszym roku startów w Speedway Grand Prix. "Przed zawodami w Cardiff toczyłem dyskusję z moją dziewczyną w domowym zaciszu. Zapytałem jej czy nie byłoby pięknie, gdybym wygrał oba turnieje przed największą widownią w cyklu GP (Warszawa i Cardiff). Pomyślałem sobie: nie muszę być mistrzem świata w tym roku, ale byłoby rewelacyjnie, gdybym wygrał dwa turnieje na torach czasowych oraz został najskuteczniejszym zawodnikiem w PGE Ekstralidze.

 

I dopiąłem swego. "Jestem dumny z wygranej w Cardiff. Nawet jeżeli nie zdobędę złotego medalu, obie wiktorie (Warszawa + Cardiff) będą balsamem na rany. Presja będzie ciążyć na Bartku Zmarzliku. Od niego oczekuje się mistrzowskiego tytułu. Zważywszy, że w tym sezonie miałem sporo kontuzji: wypadający dysk + obolała kostka po upadku w meczu ligowym w Częstochowie, wynik nie jest zły. Medal będzie znakomitym osiągnięciem" – wyjawił Leon Madsen, indywidualny mistrz Europy’2018.

 

Duńczycy długo czekają na mistrza świata. Ostatnim śmiałkiem, który odważył się sięgnąć po złoto w Speedway GP był Nicki Pedersen (2008). 11 lat. "Sprawiłem, że odżyły duńskie nadzieje na złoto. Największe dzienniki duńskie śledzą mój każdy ruch. Media chcą o mnie jak najwięcej wiedzieć. Wykonałem sporo pracy dla popularyzacji speedwaya w Danii” – rzekł Madsen.

 

Emil Sajfutdinow miewał myśli, aby zaatakować odważniej Leona w wielkim finale w Cardiff, lecz wolał dmuchać na zimne. Rosjanin odrobił dwa punkty straty do Bartosza Zmarzlika. Polak ma 7 oczek przewagi przed ostatnimi zawodami w cyklu, które odbędą się 5 października w Toruniu. "Postaram się dopaść Zmarzlika! Moi mechanicy dokonali dziś niezwykłej metamorfozy. Gdy zająłem trzecie miejsce w drugiej serii startów, postanowili zmienić ustawienia sprzętu. Nagle zacząłem być szybki zarówno na trasie jak i pod taśmą. W finale byłem bliski wyprzedzenia Leona, ale operacja wyprzedzenia Duńczyka nie była udana" – stwierdził brązowy medalista IMŚ’2009.

 

Z kolei Bartosz Zmarzlik wyznał, że odczuwał ogromną presję w stolicy Walii, gdyż ciążył na nim ubiegłoroczny triumf w Cardiff. "Czeka mnie występ w Toruniu, ale nie chcę zbyt wiele mówić o rundzie w Polsce. Presja była i to gigantyczna, ale w Cardiff, bo rok temu wygrałem GP Wielkiej Brytanii. Zdobyłem 15 punktów. To niezły wynik. Miałem gorszy okres w GP. Nie było różowo w Pradze, Hallstavik i Malilli. Bardzo miło jest wpaść na podium w Cardiff. To dość szczęśliwy teren dla mnie. Cztery razy gościłem na podium w Walii, więc nie jest źle" – powiedział lider klasyfikacji GP.

 

Odliczanie przed oczyma Kopernika

 

Czy spełnią się marzenia wypowiedziane przez Bartosza podczas gali FIM w Jerez de la Frontera w 2015 roku? Wówczas Zmarzlik odbierał złoty medal za mistrzostwo świata w kategorii juniorów. Podczas konferencji prasowej wyznał, że pragnie być trzecim Polakiem po Jerzym Szczakielu i Tomaszu Gollobie, który zdobędzie złoto IMŚ.

 

Sytuacja nie jest komfortowa, bo, aby sięgnąć po złoto, Bartosz musi zdobyć 15 punktów w Toruniu zakładając, że Emil Sajdutdinow zanotuje bezbłędny występ (21 punktów). Brytyjscy fani przeżyli moment zachwytu kiedy pierwsze punkty w Cardiff zdobył Charles Wright – nowo kreowany mistrz Anglii. A od niedzieli 22 września od godziny 10.00 Wyspiarze mogą zakupić wejściówki na GP Wielkiej Brytanii, które odbędzie się 18 lipca 2020 roku. To będzie jubileuszowy, dwudziesty turniej w Cardiff…

 

Cóż ma powiedzieć Fredrik Lindgren, który po latach batalii sięgnął po brąz GP w sezonie 2018, a w tym roku ściga się bardzo dobrze, tyle tylko, że jest czwarty ze stratą 11 oczek do Leona Madsena. Rok prawdziwej harówki dla Szweda z Orebro i może być tylko i aż czwarty w klasyfikacji generalnej… Niewdzięczny potrafi być sport żużlowy…

 

Wszystkie oczęta wędrują na toruńską MotoArenę, gdzie 5 października Bartosz Zmarzlik będzie dźwigał gigantyczny balast na swoich barkach. Wówczas ambitny i utalentowany Polak poczuje co to znaczy być faworytem i wejdzie w buty swojego idola ze świata amerykańskiego supercrossu – Ryana Dungey…