Do wypadku doszło w drugim wyścigu zawodów. Walka o trzecie miejsce rozgorzała między Kimem Nilssonem a Sundströmem. Na początku drugiego okrążenia pierwszy z wymienionych dał się nieco ponieść brawurze i uderzył w swojego rodaka. Motocykle obu zawodników się sczepiły i obaj z dużą prędkością wpadli w nadmuchiwane bandy na pierwszym łuku.

 

Początkowe diagnozy nie były zanadto pesymistyczne. Wydawało się, że największym zmartwieniem Szweda są złamania kończyn, jednak szczegółowe badania wykazały skomplikowane urazy narządów wewnętrznych i głowy.

 

"Pierwsze wieści z Gdańska mówiły o tym, że Linus doznał złamania kości udowej i kości ramienia. Kiedy we wtorek gdańscy lekarze wydali zgodę na transport naszego zawodnika do szpitala w Piekarach Śląskich, wydawało się, że po skomplikowanej operacji ortopedycznej zawodnika czeka po prostu długa rehabilitacja i walka o powrót do ścigania. Już po pierwszych badaniach na Śląsku okazało się jednak, że Szwed ma także poważne obrażenia wewnętrzne, które bezpośrednio zagrażają jego życiu" - napisano w oficjalnym oświadczeniu na stronie PGG ROW Rybnik.

 

Sundströma błyskawicznie przeniesiono na Oddział Intensywnej Terapii, na którym pozostanie przynajmniej do piątku. Jego stan wciąż jest bardzo ciężki, więc na razie nie jest możliwe zajęcie się połamanymi kośćmi.

 

- Będą to bardzo skomplikowane, wielogodzinne operacje. Jeśli jego stan się poprawi, pierwszą z nich będzie można przeprowadzić za cztery dni. Pocieszającą informacją jest to, że od wtorku, czyli od dnia, w którym Linus trafił do Piekar Śląskich, jego stan się nie pogorszył. Bardzo proszę wszystkich kibiców, trzymajcie za niego kciuki. On bardzo potrzebuje waszego wsparcia - powiedział prezes klubu Krzysztof Mrozek.