Po udanym początku i prowadzeniu 7:2 w 9. minucie Polki spuściły z tonu, popełniły kilka błędów, co wykorzystały rywalki i dziesięć minut później doprowadziły do remisu 9:9. W polskiej bramce bardzo dobrze przed przerwą spisywała się Adrianna Płaczek, która wychodziła zwycięsko nawet z sytuacji sam na sam. Jednak w ataku nie było już tak dobrze, dzięki czemu drużyna gospodarzy mogła złapać drugi oddech.

 

Już do końca meczu wynik oscylował wokół remisu. Błędy popełniały obydwa zespoły, stąd żaden z nich nie mógł uzyskać znaczącej przewagi. Skrzydłowa Kinga Grzyb, która po kilkumiesięcznej przerwie, za namową norweskiego szkoleniowca, powróciła do reprezentacji, w drugiej połowie nie wykorzystała kilku znakomitych okazji, ale za to zrehabilitowała się pod koniec meczu, kiedy ważyły się jego losy. Trzy minuty przed ostatnim gwizdkiem sędziego zdobyła gola na 26:24 i od tej pory wojna nerwów weszła na wyższy poziom.

 

W tym czasie kilka udanych interwencji zaliczyła Weronika Gawlik, co też miało istotne znaczenie dla wyniku. Kropkę nad "i" postawiła Aleksandra Zych, po akcji z Karoliną Kudłacz-Gloc (27:25) i Ukrainkom zabrakło czasu na uratowanie chociaż punktu.

 

Poza gospodyniami w finałowym turnieju mistrzostw Europy, który w dniach 4-20 grudnia odbędzie się w Danii (Herning) i Norwegii (Oslo, Trondheim i Stavanger), zagrają po dwie najlepsze drużyny z siedmiu grup.

 

Ukraina - Polska 26:27 (14:14).

 

Polska: Weronika Gawlik, Adrianna Płaczek – Monika Kobylińska 2, Aneta Łabuda 1, Kinga Achruk 3, Kinga Grzyb 4, Sylwia Matuszczyk 2, Karolina Kudłacz-Gloc 7, Bogna Sobiech, Katarzyna Janiszewska, Joanna Drabik 2, Aleksandra Zych 5, Karolina Kochaniak, Patrycja Świerżewska 1, Marta Gęga.

 

Bramki dla Ukrainy: Natalia Sawczyn 9, Iryna Glibko 6, Jewgienia Lewczenko 4, Wlada Belmas 3, Wiktoria Belmas 2, Lilija Gorilska 2.