Jest pan zadowolony z medalu czy porażka ze Słowenią wciąż jest w głowie?

 

Mimo wszystko jestem zadowolony. Medal to jest medal i jesteśmy szczęśliwi, choć nie tak wyobrażaliśmy sobie ten turniej. Chyba za bardzo jesteśmy rozpieszczeni, bo nie cieszymy się po brązie i myślimy tylko o złocie. Wiadomo, że po to tutaj przyjechaliśmy, ale brąz też jest sukcesem. Możemy teraz znaleźć milion przyczyn dlaczego tak się nie stało, ale nie graliśmy w finale, a graliśmy w meczu o brąz i zagraliśmy dobre spotkanie. Chcieliśmy fajnym akcentem zakończyć ten średnio udany, ale pozytywny dla nas turniej.

 

Za wami ważny rok. Liga Narodów, kwalifikacja do Tokio i tylko jedna porażka na mistrzostwach Europy. 

Mnie najbardziej cieszy to, że doszliśmy do takiego momentu w naszej siatkówce, że możemy pozwolić sobie na mówienie, że porażka w półfinale mistrzostw Europy jest katastrofą, dramatem, żałobą. Chyba jesteśmy na dobrej drodze, bo nie pamiętam, aby po jakimkolwiek przegranym półfinale gdziekolwiek ogłaszany był stan alarmowy. Przegraliśmy ze Słowenią, to fakt, ale mamy medal i też jesteśmy szczęśliwi.