- Wprawdzie do rozegrania pozostał jeszcze Puchar Świata, ale zdobyliśmy już medal w Lidze Narodów, a przede wszystkim zapewniliśmy sobie miejsce w przyszłorocznych Igrzyskach Olimpijskich w Tokio - przypomniał.

 

Na imienne zaproszenie prezydenta Europejskiej Federacji Piłki Siatkowej Aleksndara Boricicia Wójtowicz zasiądzie na trybunie VIP w Paryżu, zarówno na sobotnim spotkaniu Polaków w walce o brąz, jak i na niedzielnym meczu finałowym.

 

- Nie ukrywam, że liczyłem, że nasza reprezentacja wystąpi w finale, ale po raz kolejny w mistrzostwach kontynentalnych wysadzają nas z siodła Słoweńcy, którzy nie odgrywają większej roli w turniejach olimpijskich czy o mistrzostwo świata. Szczęśliwie, że teraz nastąpiło to dopiero w półfinale, bo w dwóch poprzednich edycjach mistrzostw Europy było to na wcześniejszych etapach. O sile Słoweńców, mających w swoim składzie zawodników światowej klasy, grających m.in. w lidze włoskiej, mogli się przekonać obrońcy mistrzowskiego tytułu Rosjanie, którzy w ćwierćfinale też im ulegli 1:3. Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż ci, co w Lublanie wywalczyli finał, właśnie w tej swojej hali przygotowywali się przez trzy miesiące. To też jeden z drobnych elementów na ich korzyść, choć w meczu z Polską mieli też dużo szczęścia w sytuacjach, które były, jak to się określa, na styku. U nas przede wszystkim zdecydowanie gorzej funkcjonował atak i traciliśmy punkty kiedy nie potrafiliśmy skutecznie kończyć akcji, które powinny być pomyślne dla nas. Musimy jednak podkreślić, że przegraliśmy po walce - dodaje pierwszy Polak, który w 2002 roku trafił do siatkarskiej "Galerii Sław" w amerykańskim Holyoke w stanie Massachusetts, światowej kolebce tej dyscypliny sportu.

 

Członek złotej ekipy Wagnera zwraca uwagę, iż przed wyjazdem na tegoroczny czempionat Starego Kontynentu trener Vital Heynen zapowiadał, że jego zespół jedzie po mistrzostwo. Przypomniał, że to właśnie Hubert Wagner jako pierwszy, przed olimpiadą w Montrealu, głośno mówił o tym, że Polacy jadą po złoto, co się spełniło. Teraz podopiecznym Heynena pozostaje walka o medal brązowy.

 

- W półfinale zmierzyliśmy się w Lublanie z gospodarzami, o brąz w Paryżu znów walczyć przyjdzie nam z drużyną, która będzie miała wsparcie własnej publiczności, ale niewiele przed północą poprzedniego dnia zakończyła w tej hali pięciosetowy, przegrany mecz z Serbią. Te atuty po obydwu stronach jakby się równoważą. Liczę na to, że po głębokiej analizie czwartkowej postawy do spotkania z Francuzami przystąpimy w pełni skoncentrowani i zmobilizowani. Wracając z medalem z kolejnej imprezy dowiedziemy bowiem, iż cały czas zaliczamy się do światowej elity. Całym sercem będę wspierał moich młodszych kolegów bezpośrednio w paryskiej hali - deklaruje złoty medalista olimpijski z Montrealu 1976 i mistrzostw świata z Meksyku 1974.

 

Lublinianin Tomasz Wójtowicz to także pięciokrotny wicemistrz Europy (cztery razy w seniorach i raz juniorach), zdobywca Klubowego Pucharu Europy jako zawodnik włoskiego Santalu Parma. Znalazł się w ósemce zawodnikw nominowanych do nagrody dla siatkarza minionego stulecia (został nim Amerykanin Karach Kiraly) w plebiscycie organizowanym przez Światową Federację Piłki Siatkowej FIVB.