Obserwując grę zawodnika reprezentacji Polski podczas meczu w Moskwie można było przecierać oczy ze zdumienia. 29-latek, który przyzwyczaił nas do solidnej gry na pozycji defensywnego pomocnika, u trenera Jurija Siemina gra znacznie bardziej ofensywnie. Od niego w tej drużynie zależy najwięcej, ustawiony jest wysoko, rozgrywa, strzela, atakuje bramkę, czasem wciela się nawet w zawodnika na pozycji 10, czyli tego tuż za wysuniętym napastnikiem. W meczu z ekipą Diego Simeone przechodził samego siebie, aby sprawić kolejną niespodziankę (w pierwszym meczu Rosjanie nieoczekiwanie wygrali na wyjeździe z Bayerem Leverkusen). Współpracując na środku z Joao Mario, sporo mu wychodziło. Strzelał głową, prawą nogą, lewą, nie zapominał o defensywie, miał wiele przechwytów, przerywał kontry. W drugiej połowie był bliski zdobycia gola, ale jego dwa celne strzały podczas jednej akcji cudem odbił świetny słoweński bramkarz Jan Oblak.

 

Polak wprost kipiał energią, po nieudanych zagraniach uderzał pięściami w ziemię, rugał kolegów z drużyny za złe ustawianie się. Powinien mieć asystę, ale rezerwowy Brian Idowu nie skorzystał z jego znakomitego podania. Nic dziwnego, że hiszpańskie media już zapowiadając ten mecz robiły to przez pryzmat Polaka. Madrycki „As” pisał wprost: „Atletico mierzy się z zespołem Krychowiaka”. Podkreślając, że ten od czasów gry w Sevilli (wygrał z nią dwa razy Ligę Europy) nie był w tak dobrej formie, a jeszcze do dawnych atutów czyli przede wszystkim niesamowitej waleczności i siły dołożył skuteczność (5 goli w 11 kolejkach ligi rosyjskiej, dwie asysty i gol w Lidze Mistrzów), „To w Hiszpanii stał się pomocnikiem europejskiej klasy, a podczas pobytu we Francji, a także w Anglii tylko tracił czas. Teraz w Rosji ponownie jest wielki”.

 

W związku z tym, że zawodnika klasy Krychowiaka Lokomotiv miał tylko jednego, rosyjski zespół przegrał. Rodzi się jednak pytanie czy aby Grzegorz nie powinien wystąpić w tej samej roli co w klubie także w reprezentacji? Okazuje się bowiem, że potrafi kreować, a nie tylko działać w destrukcji i oddawać piłkę do partnera. A właśnie gracza wykonującego takie zadania brakowało nam bardzo w ostatnich meczach.

 

Można sobie przecież wyobrazić drużynę z jednym defensywnym pomocnikiem np. Krystianem Bielikiem i grającymi wyżej Krychowiakiem i Piotrem Zielińskim (z prawej Przemysław Frankowski lub Arkadiusz Milik, z lewej Kamil Grosicki, na szpicy Robert Lewandowski). Być może to jest właśnie czas, aby przełożyć świetną dyspozycję Polaków z ich klubów do reprezentacji. Trener Brzęczek pokazałby, że potrafi być elastyczny, widzi co się dzieje i reaguje. Bez wątpienia to jest ostatni gwizdek, aby dogadał się z drużyną i realnie na nią wpłynął mocnymi odważnymi posunięciami. Zasłanianie się teorią, że eliminacje nie są dobrym momentem na eksperymenty i lepiej zagrać bezpiecznie byłoby przesadną ostrożnością. Łotyszy i Macedończyków zespół z takimi graczami jak nasz, po prostu nie ma prawa się bać.