Fajdek myśli tylko o igrzyskach

Inne
Fajdek myśli tylko o igrzyskach
fot. PAP

Sześć lat temu Paweł Fajdek po raz pierwszy stanął na najwyższym stopniu podium mistrzostw świata. W czwartek w Dausze odebrał czwarty złoty medal. W tym czasie przeszedł metamorfozę i teraz myśli wyłącznie o igrzyskach olimpijskich w Tokio.

Dwa olimpijskie podejścia miał nieudane. Trzy lata temu przed igrzyskami w Rio de Janeiro zdecydowanie dominował nad rywalami (miał dziesięć najlepszych wyników w sezonie). W eliminacjach spalił się jednak psychicznie i nie dostał się do finału. Bardzo to przeżył.

 

- Od tego czasu ciągle słyszę tylko pytania o igrzyska. Przez siedem lat na nie odpowiadam, więc się już uodporniłem. Przede mną teraz najważniejszy rok i robię wszystko, żeby sezon 2020 wyszedł. Takiej przewagi jak w Rio, pewnie nigdy więcej nie będę miał. Rekord imprezy czy świata ustanawiali młociarze w wieku 31 lat, czyli dokładnie tyle, ile będę miał w 2020 roku. Jeśli to dobry wiek, to być może będzie to właśnie ten moment, w którym zbuduję formę taką, jaką bym sobie życzył i będę rzucał tak jak nigdy - mówił w dniu dekoracji Fajdek.

 

Mazurek Dąbrowskiego zagrany na jego cześć porusza go, ale nie wzrusza. Przed wejściem na podium, pocałował je. Ma już cztery złote medale tej imprezy. A rekordzista - ukraiński tyczkarz Siergiej Bubka - wygrywał mistrzostwa świata sześć razy z rzędu.

 

- Mam zamiar wystartować więcej razy niż sześć, ale nie wiem, czy akurat uda się sześć razy stanąć na najwyższym stopniu podium - powiedział.

 

Zawodnik trenerki Jolanty Kumor przyznał, że ten sezon dużo kosztował go psychicznie.

 

- Wiele się na to złożyło. Przede wszystkim chęć powrotu do sprawności, bo przez operację nogi musiałem zmienić nawet sposób chodzenia. Pozmieniały mi się ustawienia w biodrach i zaczęły boleć plecy. Masa problemów. Jestem szczęśliwy, że nareszcie mam wakacje. Jestem w nie najlepszej kondycji, ale chciałem zdobyć tytuł. Jestem koszmarnie zmęczony i mam dosyć bycia ciągle w podróży - mówił wprost.

 

W trakcie rozmowy ciągle przewijał się jednak temat igrzysk w Tokio. Fajdek został zapytany, czy w związku z tym, że eliminacje rzutu młotem odbędą się o 9 rano miejscowego czasu, ma zamiar także rankami trenować.

 

- To będzie w Polsce godzina 1 w nocy. Dla mnie rewelacja. Nie trzeba się przejmować, bo ja nie mam zamiaru lecieć do Japonii na tydzień, czy dwa tygodnie wcześniej. Startowałem tam. Jest mi tam dobrze i nie odczuwam potrzeb przestawiania się. Jesteśmy tak wytrenowani, że powinniśmy wstać w środku nocy i rzucać. Godzina nie powinna mieć żadnego znaczenia. Ten sezon umacnia mnie, że wszystko idzie w dobrym kierunku - zapewnił.

 

Mimo wszystko, gdy obserwuje, jak trenują inni, często chwyta się za głowę.

 

- Wielokrotnie od ponad 10 lat jak patrzę, co ludzie robią, jak trenują, to jestem w szoku. Nie wierzę w to, że tak można ćwiczyć. To tak jak jeżdżenie samochodem na ręcznym hamulcu. To dziwne. Ja trenuję ciężko, ale skupiam się na tym, żeby dogadać się z młotem, a nie z nim walczyć. To jest podstawa. A to jak wyglądają treningi innych? Tylko się cieszyć, że nie mądrzeją - podsumował.

 

Impreza w Dausze zakończy się w niedzielę. Polacy zdobyli na razie cztery medale. Oprócz złota Fajdka, srebro w rzucie młotem wywalczyła Joanna Fiodorow, a brąz w tej konkurencji Wojciech Nowicki. Także trzecie miejsce zajął Piotr Lisek w skoku o tyczce.

jb, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze