Łukasz Kadziewicz: Mieliście bardzo krótki, ale intensywny trening. Jesteś do tego przyzwyczajony? Bez względu jak wyglądacie personalnie, bo część ekipy poleciała już do Polski. Tym, którzy zostali, Vital Heynen na maxa dokręca śrubę.

 

Karol Kłos: Vital powiedział, że chciał nas obudzić. Osobiście czułem się, jakbym wypalił karton fajek, ale to przez inną strefę czasową i fakt, że trenujemy jakby była noc. Minęło jednak kilka dni, więc to był dobry czas na pobudkę.

 

Jesteś gotowy na takie intensywne granie? Za chwilę mecz z USA. Trzy kolejne dni to też trzy dni meczowe w dziwnych godzinach. Tak doświadczony zawodnik czuje różnicę czy dla ciebie to już chleb powszedni?

 

Ja to odbieram jako jeden wielki turniej z dwoma dniami przerwy na przejazd. Nie nagrałem się dużo w mistrzostwach Europy, więc mam nadzieję, że odpowiednio użyję tu swoją energię. Na pewno będę miał okazję pograć i bardzo się z tego cieszę.

 

Czy wychodząc na na tak uznanego przeciwnika jak Stany Zjednoczone, pojawia się dodatkowa mobilizacja? Przypominasz sobie te wielkie spotkania, które najczęściej kończyły się naszymi zwycięstwami?

 

Jak najbardziej. Szczerze mówiąc, nie pamiętam swojego wygranego meczu ze Stanami. Chłopaki wygrywali, ale ja nie do końca, więc warto było to zmienić.

 

W reprezentacji byłeś już w różnym charakterze - jako kapitan, jako człowiek, który wpada trzy minuty przed główną imprezą i zdobywa medal. Rzadko się zdarza, żeby z takim przytupem wrócić do reprezentacji. Jak wygląda atmosfera, biorąc pod uwagę, że skład kadry jest tak często rotowany?

 

Jest inaczej, ale można do tego przywyknąć. Przede wszystkim Liga Narodów pokazała, że jesteśmy w stanie grać i utrzymać jakość reprezentacji. To widać teraz, bo chłopaki zagrali dwa bardzo dobre mecze. Sami śmiali się, że jak przyjechali tutaj, to ich trening wyglądał troszeczkę gorzej. Bali się, że dostaną w trąbę od Tunezji, bo nie grali w takim zestawieniu. A jednak poradzili sobie bardzo dobrze. Tu pozdrawiam Grzesia Łomacza, który powiedział: "żebyśmy tego nie spierniczyli".

 

Przeżyłeś zamknięte zgrupowania po 12-16 zawodników. Teraz mówimy o trzydziestce. Byłeś czternastym, ale byłeś też kapitanem i liderem tej kadry. To chyba dobre dla polskiej siatkówki, że każdy nowy, młody zawodnik, mający po 20-22 lata, zaczyna swoją przygodę w tak doborowym towarzystwie jak wy.

 

Myślę, że to jest bardzo dobre. Pamiętam, jak z Pawłem Zatorskim jeździliśmy na kadrę, gdzie byliśmy 13. i 14. zawodnikiem. Jeżeli mieliśmy szczęście, to np. ja wchodziłem na jedną akcję, na podwyższenie bloku i to nie w najważniejszych meczach, a jedynie w meczach Ligi Światowej. To było wszystko, bo kadra była zamknięta. Teraz młodzi zawodnicy mają szansę wyjść na pełen mecz, zagrać od początku do końca i pokazać to, co potrafią najlepiej. Bo w trzech akcjach ciężko pokazać, co się potrafi. Jak jest się młodym chłopakiem, to pojawia się trema i adrenalina. Teraz jest inaczej - młodzi zawodnicy wychodzą, a pomagają im starsi, którzy wiedzą, że jak się gra na takim poziomie, to też jest bardzo dobre. I dlatego nasza reprezentacja ma wysoką jakość.