Zaledwie trzybramkową zaliczkę wypracowali piłkarze ręczni Azotów Puławy przed własną publicznością. Żeby awansować do kolejnej rundy za tydzień w Luksemburgu będą musieli zagrać znacznie lepiej, zwłaszcza w obronie, niż w sobotę.

 

Początek spotkania nie zapowiadał większych kłopotów, bo dość szybko puławianie wyszli na 5:2. Kiedy wydawało się, że podopieczni trenera Michała Skórskiego będą systematycznie powiększać przewagę, nieoczekiwanie goście wyrównali i w tej połowie nawet trzykrotnie wygrywali jedną bramką (w 27. min było 13:14). Wtedy jednak trzy kolejne trafienia puławian bez straty gola pozwoliły im na spokojniejsze zejście do szatni (16:14).

 

Po zmianie stron toczyła się wyrównana walka, praktycznie bramka za bramkę i jedynie w 48. min - po celnym rzucie Antoniego Łangowskiego - Azoty pierwszy raz uzyskały czterobramkową przewagę (26:22). Taką samą - 31:27 - miały jeszcze w końcowych sekundach, ale jej nie utrzymały, tracąc jednego gola.

 

Azoty Puławy - Handball Esch 31:28 (16:14)

 

Bramki dla Azotów zdobyli: Rafał Przybylski, Mateusz Seroka i Dawid Dawydzik po 5, Antoni Łangowski i Wojciech Gumiński po 4, Michał Skwierawski 3, Bartosz Kowalczyk 2, Paweł Podsiadło, Jakub Moryń i Łukasz Rogulski po 1.

 

Najwiecej bramek dla Handball Esch: Moritz Barkow 8, Martin Muller i Christian Bock po 5, Martin Petiot 3.