W finale Madsen wyprzedził Rosjanina Emila Sajfutdinowa, a stawką tego pojedynku był srebrny medal mistrzostw świata. Trzeci w sobotę był Duńczyk Niels Kristian Iversenem.

 

Zmarzlik jako jedyny z Biało-Czerwonych awansował do półfinałów, pozostali zakończyli zawody w Toruniu po fazie zasadniczej. Niesamowicie na Motoarenie radził sobie Madsen, który wygrał wszystkie swoje wyścigi. Mimo jednego potknięcia, Sajfutdinow także wystąpił w ostatnim biegu dnia, więc walka o srebrny medal trwała do samego końca.

 

Tytuł po dziesięciu tegorocznych turniejach wywalczył Zmarzlik, zdobywając łącznie 132 punktów. Na drugim stopniu podium stanął Madsen (130), brązowy medal zdobył Sajfutdinow (126).

 

Zmarzlik jest trzecim polskim indywidualnym mistrzem świata w jeździe na żużlu. Wcześniej tytuły zdobywali Jerzy Szczakiel (1973) i Tomasz Gollob (2010). To w sumie 22. medal Biało-Czerwonych. Siedem z nich zdobył Gollob. Zmarzlik na podium stanął po raz trzeci, przed rokiem był drugi, w 2106 roku zajął trzecie miejsce. 

- Żużel to pasja. Pasja, która każdego dnia napędza nas do działania i dostarcza nowych wyzwań. Codziennie pracujemy, poprawiamy, ulepszamy. Tak, by w najważniejszych momentach być w doskonałej formie – można przeczytać na oficjalnej witrynie nowego mistrza.

 

Zawodnik, pochodzący z niewielkich Kinic, położonych pośród lasów i jezior w powiecie myśliborskim, udowadnia, że dla talentu popartego pracą nie ma ograniczeń. Przygodę ze speedwayem rozpoczął, mając sześć lat, od miniżużla. Podobnie jak jego straszy brat Paweł zaczął ścigać się barwach GUKS Speedway Wawrów.

 

Już na minitorze było widać, że jest obdarzony smykałką do uprawiania czarnego sportu. Błyskawicznie robił postępy i zdobywał kolejne laury. Trenerem Bartosza Zmarzlika był wówczas Bogusław Nowak, były zawodnik Stali Gorzów Wlkp. i założyciel klubu z podgorzowskiego Wawrowa.

 

Jak powiedział Nowak, Zmarzlik trafił pod jego skrzydła po pokazie szkółki miniżużlowej zorganizowanym w Barlinku. Po dwóch dniach przyjechał wraz z rodzicami do Wawrowa, by się do niej zapisać. Dodał, że z relacji rodziców wynikało, że Bartek na małych motorkach jeździł już w wieku... czterech lat.

 

- Trudno było na samym początku określić, czy będzie z niego tak znakomity żużlowiec. To przecież zależy od charakteru, zaangażowania i sportowego ducha. Należał jednak do chłopców, którzy słuchają tego, co się do nich mówi. Widać było, że bardzo chciał to robić, choć nie zawsze wszystko mu wychodziło. Z domu wyniósł jednak zdyscyplinowanie i chęć do pracy. Dzięki temu szybko robił postępy – powiedział trener.

 

Według Nowaka, momentem, w którym talent Zmarzlika dał o sobie znać, były pierwsze drużynowe mistrzostwa Polski na miniżużlu rozegrane w Częstochowie.

 

- On był najmłodszym uczestnikiem tych zawodów i sprawdził się wyjątkowo dobrze. Do tego stopnia, że o mistrzostwo był bieg dodatkowy i wybrałem właśnie Bartka, bo wierzyłem, że zrobi wszystko tak, jak ustaliliśmy i jak potrafi. Wygrał ten bieg dodatkowy i zostaliśmy pierwszym w historii tych zawodów mistrzem. Później Bartek już naprawdę brylował w różnych turniejach i było widać, że to jest chłopak, który może osiągnąć bardzo dużo – dodał pierwszy szkoleniowiec mistrza świata.

 

Na duży motocykl Zmarzlik przesiadł się bardzo szybko. W wieku 15 lat zdał egzamin na licencję, a rok później, wiosną 2011, zadebiutował w ekstralidze żużlowej, oczywiście w barwach Stali Gorzów, z którą jest związany do dziś. Jego wejście do elity od razu odbiło się głośnym echem w środowisku. Pierwszy sezon zakończył ze średnią biegową na poziomie 1,464 i wywalczył wraz z drużyną brązowy medal MP.

 

Jego mentorem u progu wielkiej kariery był jeżdżący wówczas w barwach Stali mistrz świata z 2010 r. Tomasz Gollob, który szybko poznał się na talencie nastolatka z Kinic i wróżył mu w przyszłości sięgniecie po tytuł mistrza świata. Każdy kolejny sezon był w jego wykonaniu lepszy od poprzedniego.

 

W pierwszym w "dorosłym" żużlu trenerem Zmarzlika był m.in. wychowanek i były żużlowiec Stali Gorzów Piotr Paluch, obecnie szkolący juniorów w tym klubie.

 

- Było widać, że pracuje, że chce tego. Z resztą w wywiadach mówił, że jego celem jest mistrzostwo świata i jak widać, marzenie się spełniło. Młody, aktywny człowiek, który za wszelką cenę chciał być najlepszy, robić wszystko dobrze, może nawet perfekcyjne. O wszystko się pytał, doglądał, wszędzie go było pełno, takie +żywe srebro+. Widać, że to się opłaciło, to jest droga do sukcesu. Każdy element starał się dopracować, trening sprawiał mu przyjemność. Z toru trzeba go było zganiać – powiedział Paluch.

 

W sezonie 2016 Zmarzlik został najskuteczniejszym zawodnikiem Stali i tak jest nieprzerwanie do dziś. Jest zarazem ikoną gorzowskich kibiców. Do tego od kilku lat należy do najlepszych zawodników całej ekstraligi i szwedzkiej Elitserien.

 

- Gdy obserwowałem, jak sobie poczynał na minitorze, to imponowała jego zawziętość, złość sportowa. Te cechy u niego były i są nadal. Nie umiał pogodzić się z przegranymi, zawsze chciał walczyć o najwyższe w swojej kategorii wiekowej laury. Dość długo trwało, że nie umiał przełknąć goryczy porażki. To już jednak za nim, dojrzał. Potrafi rozgraniczyć sprawy związane z tym, czy trzeba atakować, czy nie, kiedy można, kiedy nie można. Potrafi wyważyć, że zawody na jednym wyścigu się nie kończą, co jest szczególnie ważne w cyklu Grand Prix. Gdyby, jak dawniej, o mistrzostwie świata decydował jeden turnieju, to tytuł zdobyłby przynajmniej ze dwa razy – powiedział trener Stali Gorzów Stanisław Chomski.

 

Wspomniał, że po pierwszych jazdach na dużym torze było widać, że ma "papiery" na zrobienie duży wynik.

 

- Żeby zdobyć tytuł mistrza świata trzeba też mieć odrobinę szczęścia, którego nie miał np. Tomasz Gollob, gdzie jeden czy drugi wypadek sprawiły, że tytuł mu uciekł – zaznaczył Chomski.

 

Przyznał, że kiedy Zmarzlik już na dobre zaczął się ścigać, to można było upatrywać w nim kandydata na mistrza świata.

 

- Wydaje mi się, że w jego przypadku sukcesy są w większej mierze wynikiem pracy niż talentu. Żeby zostać mistrzem czy choć dążyć do tego tytułu, potrzeba pracy, wyjątkowo dużo pracy, nie tylko fizycznej, nie tylko nad sobą, czyli mentalnej, nie tylko nad swoją wiedzą techniczną, ale również nad wieloma innymi elementami. I Bartek w tej pracy świetnie się odnajduje – ocenił obecny szkoleniowiec.

 

Według niego to jest zawodnik, który wyznacza sobie zawsze, w każdym wyścigu, najwyższe cele.

 

- On chce wszystko wygrywać. Ja muszę zrozumieć jego punkt widzenia, ale i on musi zaakceptować, że jeżeli startuje, jeździ w drużynie, to zawody trzeba rozłożyć na różne etapy. We wszystkich tych elementach Bartek dojrzał i myślę, że patrząc trochę wstecz, to nie było między nami jakichś rozdźwięków większych, które mogłyby nas poróżnić. Mamy dobry kontakt – zauważył Chomski.

 

Lista osiągnięć Zmarzlika jest imponująca, a przecież w tym roku skończył dopiero 24 lata. Jeszcze jako junior, w 2016, został brązowym medalistą IMŚ, a w 2018 dołożył wicemistrzostwo. W 2015 wywalczył tytuł najlepszego juniora globu, a w 2012 r. był mistrzem Europy do 19 lat. Ma w dorobku cztery złote i jeden srebrny medal DMŚ juniorów oraz dwa złote DME juniorów. Do tego dwukrotnie z reprezentacją sięgnął po drużynowe mistrzostwo świata i raz po brązowy medal. W mistrzostwach Polski we wszystkich kategoriach wiekowych uzbierał 19 medali.

 

Od początku sportowej kariery może liczyć na wsparcie rodziny. Na czele jego teamu stoją rodzice Paweł i Dorota Zmarzlikowie. Bazą żużlowca jest ich firma w rodzinnych Kinicach, gdzie cały czas mieszkają. Na swoim terenie mają tor motocrossowy, wcześniej był też mały tor żużlowy, na którym Bartosz kręcił pierwsze kółka.

 

Za przygotowania do startów odpowiadają mechanicy Grzegorz Musiał i Seweryn Czerniawski wraz z ojcem żużlowca i jego bratem Pawłem. Natomiast mama zawodnika zajmuje się logistyką i finansami.

 

- Od samego początku wiedziałem, że on ma do żużla serce - powiedział ojciec mistrza świata Paweł Zmarzlik. Zapytany o cechy, które doprowadziły jego syna na szczyty speedwaya, odparł, że są to "zawziętość i ciężka praca, bo praktycznie cały czas żył tym sportem".

 

Bartosz Zmarzlik urodził się 12 kwietnia 1995 r. w Szczecinie, pochodzi z Kinic w gm. Nowogródek Pomorski oddalonych ok. 30 km od Gorzowa Wlkp. Dawniej było to woj. gorzowskie, obecnie gmina ta znajdującej się w Zachodniopomorskiem.

 

Kibice nazywają go "F16", porównując dynamikę jego jazdy do możliwości amerykańskich samolotów wojskowych. W czasie wolnym Zmarzlik lubi powędkować i ma wiele innych zainteresowań, a jego pasją - poza żużlem - stało się kolarstwo, m.in. jazda na rowerze szosowym, do której również podchodzi z pełnym profesjonalizmem.