Taki model powoli się kończy. Coraz częściej widać za to inny - partnerski. Trener to nie tylko szkoleniowiec, ale i przyjaciel, pocieszyciel, psycholog. Trening zaczął polegać też na rozmowie, wspólnych obserwacjach. To bardziej zawodnik stał się "panem" tego układu, a trener jest doradcą.
 
Świetnie o tym opowiadała w Dausze wicemistrzyni świata w rzucie młotem Joanna Fiodorow. Ona po nieudanych dla siebie igrzyskach w Rio de Janeiro postanowiła podjąć współpracę ze swoją przyjaciółką Malwiną Wojtulewicz.
 
"Największy orzech do zgryzienia miała tak naprawdę Malwina. To ona musiała ostatecznie podjąć decyzję, zaryzykować. Ja byłam pewna, że tego chcę, nie bałam się, że to zepsuje naszą przyjaźń" - przyznała Fiodorow.
 
Wojtulewicz, która z Dauhy wyjechała z dwoma medalami - brąz zdobył także Wojciech Nowicki, mówi, że jej sukces leży w rozmowie.
 
"Słucham, co zawodnicy do mnie mówią i sama pytam. Nie tylko o samopoczucie, ale także to, co dzieje się w ich domach, bo to ma też olbrzymi wpływ na to, jak wygląda trening" - powiedziała.
 
Fiodorow nie kryje tego, że czasami dochodzi do spięć.
 
"Obie wybuchamy, ale sobie ufamy. Potrafimy wszystko wyjaśnić, powiedzieć, co nam leży na wątrobie. Malwina mnie pyta o wszystko, otwarcie ze mną rozmawia. Jeśli mówię, że jestem zmęczona, ona to analizuje i widzi później, że rzeczywiście trening też nie idzie w dobrym kierunku" - zaznaczyła.
 
Podobny układ ma Piotr Lisek. Tyczkarz, który w Dausze wywalczył pod skrzydłami Marcina Szczepańskiego trzeci medal mistrzostw świata, tym razem brązowy.
 
"Marcin to mój przyjaciel. Świetnie się rozumiemy. Zanim nawiązaliśmy współpracę, mówiłem o nim 'wujek dobra rada'. Wiadomo, że cały czas nie może być kolorowo. Czasem się zdarza, że się pokłócimy. Na temat treningu, życia prywatnego. Gdybyśmy mieli takie samo zdanie, to po co mi trener? Grunt, żeby z tych wszystkich rozmów coś konstruktywnego wyciągnąć" - podkreślił Lisek.
 
On jest ojcem chrzestnym dziecka Szczepańskiego. Spędzają ze sobą więcej czasu niż ze swoimi... żonami. "Ale urlop spędzamy oddzielnie. Musimy się za sobą stęsknić" - skwitował trener, niegdyś także tyczkarz.
 
Dużą swobodę u boku Jolanty Kumor ma też czterokrotny mistrz świata w rzucie młotem Fajdek. "Paweł jest jak mój syn" - przyznaje.
 
Z kolei Fajdek dodaje: "I jest nazbyt troskliwa, ale matki podobno tak mają".
 
W tej relacji rządzi zawodnik i nikt tego nie ukrywa.
 
"Jola jest osobą aż za bardzo zaangażowaną. Stąd było wiele zgrzytów. Wiele było dni, w których się obrażałem na wszystkich i chodziłem sam trenować, bo po prostu miałem wszystkich dosyć. Dbanie, chuchanie mnie denerwowało, zwłaszcza jak coś mi nie wychodziło. Byłem nieznośny. Oczywiście jestem człowiekiem, którego czasami trzeba mocniej utemperować, ale ja poproszę wtedy o logiczne wytłumaczenia. Jestem dosyć twardy w negocjacjach i bazuję na czuciu siebie" - powiedział czterokrotny mistrz świata.
 
On przy Kumor może sobie na znacznie więcej pozwolić niż u poprzedniego szkoleniowca Czesława Cybulskiego.
 
"Robię wszystko tak, żeby było mi wygodnie, ale to nie znaczy, że nie ćwiczę. Trening rzutu młotem zaczyna się wtedy, kiedy przyjdę na rzutnię, a nie, że ja muszę być o konkretnej godzinie. To ja jestem swoją maszyną, którą muszę uruchamiać codziennie, muszę o nią dbać, serwisować, itd" - wspomniał po zdobyciu złota w Dausze.
 
W relacjach zawodnik - trener nie zawsze jest kolorowo. Najtrudniejsze są momenty, kiedy przytrafi się kontuzja. Winny najczęściej jest wtedy... trener. Jeśli relacja między nim a zawodnikiem jest zdrowa, wtedy łatwiej dojść do kompromisu, porozmawiać, wyjaśnić, znaleźć rozwiązanie.
 
"Nie jest słodko cały czas. Staram się, żeby było wszystko dobrze, ale to nie jest wcale łatwe" - przyznaje Wojtulewicz.
 
A Fiodorow dodaje: "Malwina czasami mówi wprost - idź się napij, zresetuj głowę, bo nie mogę już na ciebie patrzeć. Potrafimy usiąść i porozmawiać o wszystkim, jak dorośli ludzie, którzy znają się od lat".
 
Takich relacji, gdzie trener-przyjaciel osiąga sukcesy, w polskiej lekkoatletyce jest mnóstwo. Wystarczy wymienić jeszcze skaczącą wzwyż Kamilę Lićwinko, która trenuje ze swoim mężem Michałem. Marcin Lewandowski zaufał swojemu bratu Tomaszowi. Młociarka Malwina Kopron ćwiczy z dziadkiem Witoldem. Każdy z tych układów przynosił już medale największych imprez.