Maciej Turski: W mediach społecznościowych czytamy, że Mariusz Pudzianowski przewartościował swoją karierę. Na czym to przewartościowanie polega?

 

Mariusz Pudzianowski: Przewartościowanie polega na tym, że nie będę już trenował na sto procent. Metryki się nie oszuka, więc trzeba trochę pohamować ambicje i do przygotowań podejść z rozumem. Powiedziałem sobie, że będę trenował na 80 procent. Nie chcę wychodzić do walki przygotowany "na maksa", lecz z "małym zapasem". Przy okazji dwóch ostatnich walk ambicje trochę mnie poniosły. Na kilka dni przed jedną walką zażywałem antybiotyki. Ludzie mówili mi: "Nie walcz, bo jesteś o 60 procent słabszy" i rzeczywiście tak było, ale odpowiadałem: "Co? Ja nie dam rady?". W ostatniej walce było podobnie. Trzeba schować ambicje do kieszeni i zacząć myśleć rozumem, żeby nie popełniać takich błędów. Gdy ma się 25 lat można mówić: "Ja nie dam rady?". Kiedy jednak jest się po czterdziestce, trzeba myśleć rozsądniej. Trzeba się zastanowić, co się bardziej opłaca. Nie mówić "Co? Ja czterech rund po pięć minut nie zrobię?", tylko robić tyle, ile potrzeba. Jeżeli organizm mówi "stop", to stopować. Organizm sam wyśle ten sygnał. Nic na siłę.

 

Walka z Erko Junem to bardzo medialna walka. Wraz z Erko Junem jesteście bardzo rozpoznawalni. To był dodatkowy impuls, żeby wziąć ten pojedynek? Wiemy, że właśnie z takich medialnych walk słynąłeś w organizacji KSW.

 

Z jednej strony tak, z drugiej nie. Wchodziłem do MMA równo 10 lat temu, kiedy miałem 31-32 lata - tak jak obecnie Erko. Teraz młody wilk rzucił w mediach społecznościowych wyzwanie staremu wilkowi. Kibice to podłapali. W pewnym momencie przeczytałem to i stwierdziłem: "Dlaczego nie?". Niech ten młody wilk zweryfikuje starego wilka. Na pewno go nie lekceważę, bo to waga ciężka. Sporo atutów jest po mojej stronie. Jedyne czego się obawiam, to kontuzja. Żebym nie nabawił się czegoś podczas przygotowań. Jeżeli uniknę kontuzji, to spokojnie wyjdę i zrobię swoje. Z drugiej strony - w MMA wszystko jest możliwe. Nawet jeśli przewaga będzie po mojej strony, to mogę czegoś nie zauważyć i zaliczyć dechy. Do każdego przeciwnika trzeba podchodzić z respektem.

 

Zwłaszcza, że Erko Jun posiada cios nokautujący i w dotychczasowych pojedynkach faktycznie to pokazywał. Czego się po nim spodziewasz? Jaki to jest zawodnik i co udało się dostrzec w tych pojedynkach, które toczył dla KSW?

 

Trudno mi powiedzieć, co potrafi. Jest na początku kariery, a walki toczył z zawodnikami na swoim poziomie. Na pewno ciężko trenuje i jest zawzięty. Tak samo jak ja, kiedy miałem 32 lata i zaczynałem. Wiem, co ma w głowie, bo przechodziłem ten okres dziesięć lat temu. Wiem, że jest waleczny, a skoro tak, to na pewno będzie się czego trochę obawiać.

 

A jakiego Mariusza Pudzianowskiego zobaczymy? Wracasz po ciężkim okresie w MMA. W twoim rekordzie są dwie nowe porażki. Cały czas mierzysz jednak wysoko. Czy to jest walka, która da ci odpowiedź, czy warto się w to dalej bawić? A może kompletnie o tym nie myślisz i nie bierzesz pod uwagę porażki?

 

Kompletnie o tym nie myślę. Dwóch ostatnich walk nie przegrałem dlatego, że byłem słabszy. W ostatnim pojedynku zmagałem się z kontuzją mięśnia dwugłowego. Nie byłem w stanie podnieść nawet 20 kg, a wszedłem do klatki jak kamikadze. Zrobiłem durnotę, ale Szymonowi Kołeckiemu należało się zwycięstwo. W jeszcze wcześniejszym pojedynku wchodziłem do ringu 3-4 dni po zażyciu końskiej dawki antybiotyków. Byłem tak zapuchnięty, że myślałem, iż sędziowie mnie nie dopuszczą. Jakoś tę opuchliznę z twarzy zdjęliśmy, ale to też była z mojej strony durnota. To, że przegrałem dwie ostatnie walki, to nie znaczy, że nie umiem się bić. To, że umiem, parę razy już pokazałem. Stoczyłem 20 walk, z wieloma dobrymi zawodnikami i co nieco zaprezentowałem. A dwie ostatnie przegrane? Każdemu się zdarza.

 

Całą rozmowę obejrzysz w załączonym materiale wideo.