Świetny początek Solskjaera w barwach klubu z czerwonej części Manchesteru rozbudził nadzieje fanów na powrót do angielskiego topu, tymczasem dzisiaj Manchester United wygląda bardziej na zespół ze środkowej części tabeli, aniżeli kandydat do tytułu. W ciągu minionego tygodnia zespół rozegrał trzy spotkania i aż dwa z nich zakończył bez zdobytej bramki.
 
Porażka 0:1 z nisko notowanym Newcastle sprawiła, że Czerwone Diabły osiadły na odległym dwunastym miejscu w tabeli i mają zaledwie dwa punkty przewagi nad strefą spadkową Premier League. W meczu Ligi Europy z AZ Alkmaar nie oddały ani jednego strzału.
 
- Pozostajemy razem jako zespół, ale go nie tworzymy. Jesteśmy rozczarowani. Zabrakło nam wielu kluczowych piłkarzy, ale to żadne usprawiedliwienie. Znajdujemy się w miejscu, do którego nie jesteśmy przyzwyczajeni. Naszym chłopcom brakuje opanowania i zaangażowania, a także wiary. Mam świadomość, że to ja ponoszę odpowiedzialność za obecne wyniki, muszę uporządkować wiele spraw - powiedział Norweg przed kamerami BBC Sport.
 
Były znakomity napastnik zespołu może "pochwalić" się zaledwie 48-procentowym współczynnikiem zwycięstw za sterami zespołu. Od momentu zatrudnienia norweskiego menedżera na stałe w lutym tego roku, przegrał on z zespołem aż siedem spotkań w Premier League. Więcej mają tyko Southampton (8), Brighton (9) i Watford (10). 
 
Od momentu pamiętnego zwycięstwa na Parc des Princes w Lidze Mistrzów (3:1 z PSG), które przekonało władze United do zatrudnienia Norwega, rozegrał on dziewięć wyjazdowych spotkań, notując fatalną serię trzech remisów i sześciu porażek.