Piłka nożna

Premier League: Siedemnaste z rzędu...

Czarne chmury nad klubem z Merseyside odchodzą w niepamięć. Liverpool z każdym rokiem notuje wyraźny progres, którego efektem ma być upragnione mistrzostwo Anglii. Jeszcze trzy sezony temu, kibice "The Reds" mogli z sentymentem wspominać drużynę prowadzoną przez Rafę Beniteza. Drużynę, której symbolem jest legenda angielskich boisk - Steven Gerrard. Człowiek, który mimo słynnego poślizgu decydującego o mistrzostwie w meczu z Chelsea, pozostał ikoną czasów, kiedy Liverpool dokonał rzeczy niemożliwej - "comebacku" w meczu finałowym Ligi Mistrzów z Milanem w Stambule w 2005 roku. W meczu, który przeszedł do historii jako sztandarowy przykład hasła - nie poddawaj się. W dużej mierze za sprawą Jerzego Dudka, który został bohaterem serii rzutów karnych.

 

Współczesny sport jest zupełnie inny i w dużej mierze stał się biznesem. Wyklucza to swego rodzaju romantyzm, który objawiał się w przeszłości przywiązaniem do barw klubowych. Młodzi chłopcy dorastający w miastach tętniących futbolem marzą o tym, żeby reprezentować miejscowe kluby. Spotkanie z uprzemysłowionym światem piłki, powoduje, że sami zaczynają postrzegać swoje marzenia jako dziecięcą naiwność. Czasy piłkarzy takich jak Gerrard, Francesco Totti czy Paolo Maldini stały się abstrakcją. Raheem Sterling, który miał być cudownym dzieckiem Liverpoolu zawiódł fanów. Odchodząc do Manchesteru City w wieku 20 lat, wydawał się być symbolem końca ery wychowanków. Ery, która dla każdego dorastającego na przełomie XX i XI wieku fana futbolu była czymś oczywistym. 

 

Piłka bez ludzkich emocji staję się jedynie kolejnym produktem kapitalistycznego świata. Na szczęście są jeszcze młodzi chłopcy, dla których gra dla miejscowego klubu to spełnienie marzeń. Jednym z nich jest filar drużyny Jurgena Kloppa - 20-letni Trent Alexander-Arnold. Prawy obrońca "The Reds" po tegorocznym finale Ligi Mistrzów w Madrycie zapytany o odczucia: - Jestem zwyczajnym chłopakiem z Liverpoolu, którego marzenie się spełniło - odpowiedział. Słowa te wyjątkowo poruszyły fanów drużyny z Merseyside. Młody Anglik przypomina im legendę klubu - Gerrarda. Podobieństwa są zauważalne głównie w mentalności, ale również na boisku. Zawodnik ten w bardzo podobny sposób wykonuje rzuty wolne, a jego crossowych podań nie powstydziłby się sam "Stevie G". Pozycja boiskowa Arnolda jest efektem filozofii futbolu Kloppa. U Niemca prawy obrońca gra bardzo ofensywnie, czego dowodem jest 16 asyst, które zanotował w poprzednim sezonie.

 

Sam Gerrard wypowiadał się o 16-letnim wówczas wychowanku akademii w ten sposób: - Ten chłopak ma potencjał, żeby być "topowym" graczem. Ma właściwe podejście i pochodzi z West Derby w Melwood, a więc zależy mu na tym klubie - zauważył.

 

- Trent jest kolejnym Scouserem i najwyraźniej tak jak ja próbowałem być Johnem Barnesem i Steve'em McMahonem, on dorastał próbując być mną. To wszystko również działo się na boiskach w Merseyside - dodał obecny trener drużyny Rangers FC.

 

Gerrard pracujący wówczas w akademii stawiał na Anglika na pozycjach numer 6 i 8. Patrząc na kontrolę piłki, przegląd pola i grację, z jaką porusza się młody piłkarz jest to dla niego naturalne środowisko. Doświadczenia zebrane na prawej stronie defensywy pod okiem Jurgena Kloppa, mogą uczynić go piłkarzem kompletnym. Naturalny ciąg na bramkę, zrównoważony odpowiednimi umiejętnościami krycia i ustawiania się, powinien sprawić, że przyszły szkoleniowiec "The Reds" będzie miał okazję pracować z kimś o bardzo podobnej charakterystyce boiskowej do legendy LFC - Gerrada. Stanie się to najprawdopodobniej w 2021 roku, a Klopp jako swojego następcę chciałby zobaczyć wyżej wymienionego króla "The Kop". 

 

Za kilka lat kapitanem Liverpoolu może stać się młodsza wersja "Steviego G" i nie mowa tu o Jordanie Hendersonie, który próbuje być nią od kilku lat. Mowa o chłopaku, którego marzeniem było po prostu grać dla tego klubu. Marzenie to urodziło kilka kolejnych, a jednym z nich jest zapewnienie Liverpoolowi wyczekiwanego od 30 lat mistrzostwa Anglii. Triumf ten uczyniłby drużynę Kloppa nieśmiertelną w pamięci kibiców, a sam Arnold, który marzył o byciu Gerrardem, dokonałby czegoś, czego nigdy nie udało się jego idolowi.