- Po rozszerzeniu cyklu do 22 startów, będzie on - moim zdaniem - nudny dla kibiców. Uważam, że lepszym rozwiązaniem jest mniej wyścigów, ale więcej emocjonujących testów - dodał Kanadyjczyk.

 

Villeneuve uważa, że głównym powodem rozszerzenia kalendarza jest... pogoń za pieniądzem.

 

- Właściciele Formuły wychodzą jedynie z założenia, że więcej wyścigów przełoży się na większy dochód. To jest ich główny cel! Uważam, że takie podejście do sportu nie jest dobre dla dyscypliny, w której, co nie jest przecież tajemnicą, pojawiają się spore problemy - dodał.

 

Projekt kalendarza na sezon 2020 obejmuje 22 wyścigi Formuły 1. Jeżeli zostanie zaakceptowany przez Międzynarodową Federację Samochodową (FIA), będzie rekordowym pod względem liczby imprez. W sezonie 2021 w kalendarzu F1 jest bowiem 21 rund.

 

Sezon ma się rozpocząć 15 marca w Australii. Zarządcy toru w Melbourne przedłużyli ostatnio umowę do 2025 roku. Przewidziany jest m.in. wyścig o Grand Prix Hiszpanii w Barcelonie, który był jednym z najbardziej zagrożonych.

 

Największym zaskoczeniem jest brak rundy o GP Niemiec na torze Hockenheim, co negatywnie ocenił czterokrotny mistrz świata F1 Sebastian Vettel (Ferrari). Jego zdaniem Niemcy, tak jak Francja czy Anglia są kolebką motorsportu i brak tego wyścigu w kalendarzu, może świadczyć o "poważnym kryzysie" dyscypliny.

 

Za to po raz pierwszy w historii gospodarzem wyścigu F1 będzie Wietnam. Rywalizację na ulicznym torze w Hanoi zaplanowano na 5 kwietnia. Ostatnia runda w Abu Zabi odbędzie się 29 listopada.

 

Rozszerzenie kalendarza F1 nie spotkało się z pełną aprobatą także wśród kierowców, którzy aktualnie nadal startują. Nie jest do końca przekonany do tego pomysłu m.in. obrońca tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton z Mercedesa.