Na konferencji prasowej przed meczem reprezentacji Polski z Łotwą pojawili się selekcjoner Jerzy Brzęczek oraz obrońca Kamil Glik. Stoper AS Monaco przyznał, że z Rygi Polacy planują wywieźć przede wszystkim trzy punkty - i to pomimo, iż najwięcej zarzutów w ostatnich miesiącach dotyczyło nie wyników kadry w eliminacjach, a jej stylu.

 

- Czego oczekujemy od siebie? Zwycięstwa. Chcielibyśmy, aby styl szedł w parze z wynikiem i, miejmy nadzieję, że tak będzie, ale nie mogę tego obiecać. Ważne jest to, abyśmy zagrali dobry mecz: dobry dla oka, dla kibiców, dla dziennikarzy, ale najistotniejsze jest jednak, byśmy do Polski wrócili z trzema punktami - powiedział w środę 31-letni piłkarz.

 

Wpływ na chłodną ocenę Glika z pewnością ma pierwszy mecz z Łotwą, gdy na PGE Narodowym Polacy długo męczyli się ze znacznie niżej notowanym rywalem. W marcu występującego w Arce Gdynia Pavelsa Steinborsa udało się pokonać tylko dwukrotnie. Raz zrobił to Robert Lewandowski, a a raz - Kamil Glik.

 

- Trzeba tu przytoczyć klasyka i powiedzieć, że nie ma już łatwych spotkań. Po części jest to prawdziwe. Bo jeśli nie podejdziemy do tego meczu skoncentrowani, jeśli będziemy oczekiwać, że Łotysze się położą i oddadzą nam trzy punkty, to tak nie będzie. Musimy zaatakować, strzelić jedną bramkę, drugą, i wtedy będzie nam łatwiej, ale najpierw trzeba to zrobić - dodał reprezentant.