Maciej Turski: W lipcu tego roku minęło pięć lat od Twojej pierwszej walki w organizacji UFC. Był czas na drobne podsumowanie tego, co udało się przeżyć i osiągnąć?

 

Joanna Jędrzejczyk: Nie było nawet chwili, żeby o tym pomyśleć. Ja nigdy nie zapomnę momentu, kiedy miałam kilka walk na koncie i podziwiałam innych zawodników, Khabiba czy Mameda. Wtedy myślałam, że zanim dojdę do takiego momentu, to oni już dawno będą na emeryturze, a to wszystko się dzieje. Żyję chwilą, łapię każdy dzień pełnymi garściami. W każdym momencie daję z siebie wszystko. UFC zmieniło moje życie - sportowe i prywatne. Tutaj nie ma podziałów ze względu na płeć, a przecież tak w sportach walki było na całym świecie. Nie widzę siebie w innym miejscu. Nawet jeśli zakończę sportową karierę, chciałabym współpracować z UFC. Mogę powiedzieć, że spełniłam dziecięce marzenia. To był swojego rodzaju test, sprawdzenie mojej determinacji, chęci, wyrzeczeń i poświęcenia. Wspaniałe pięć lat. Z przyjemnością sięgam pamięcią wstecz i nie mogę doczekać się kolejnych.

 

Nie ma co ukrywać, że pod względem wyników sportowych za Tobą najtrudniejszy okres w karierze. Z czterech ostatnich walk zaledwie jedna wygrana - tak wyglądają statystyki. Zwracasz na nie uwagę?

 

Oczywiście, zawsze chcę wyciągać lekcję z porażek. Walka to tylko efekt końcowy, a przecież wcześniej kilkanaście tygodni ciężko pracujemy na sali. Czasami zdarza się, że rywal ma po prostu lepszy dzień. Na papierze faktycznie może nie wygląda to najlepiej. Przez lata rywalizacji na najwyższym poziomie zrozumiałam, że sport to nie tylko zwycięstwa. Najważniejsze zawsze iść do przodu i nie myśleć o przystanku. Dążyć do realizacji marzeń. Nie tylko sportowych, ale również w sferze prywatnej. Świadomie po porażce z Valentiną Shevchenko postanowiłam zrobić przerwę, aby odświeżyć ciało i umysł. Sporo wydarzyło się w międzyczasie w moim życiu prywatnym i z pewnością te sprawy również wpłynęły na to, jak wyglądałam w oktagonie. Można mówić, że nie szanuję rywalek, ale to nie do końca tak. Trenuję bardzo ciężko. Z wiekiem trenuję mądrzej, ale cały czas intensywnie. Nigdy żadnej rywalki nie lekceważyłam, a szacunek okazuje im na macie każdego dnia.

 

Z pewnością nie mamy tyle wiedzy, żeby oceniać Twoją etykę pracy na sali. Ja tego nie robię i tylko domyślam się, ile zdrowia zostawiasz każdego dnia...

 

Ludzie często teraz mówią: "Nie jesteś mistrzynią". Nie jestem, ale taki jest sport. Zawsze może znaleźć się ktoś, kto będzie lepszy od ciebie. Ja jednak nie zapominam o całokształcie mojej kariery i o tym, co osiągnęłam. Wszyscy mogą już o tym zapomnieć, ale przecież byłam na szczycie i sięgnęłam po najwyższe laury. Tylko Ronda Rousey przede mną potrafiła tego dokonać. Teraz zdecydowanie najlepszą zawodniczką jest Amanda Nunes z dwoma pasami mistrzowskimi. Moje osiągnięcia jednak cały czas należą do znaczących. Znam swoją wartość.

 

Przez wiele miesięcy trwały negocjacje przed kolejnym pojedynkiem. Mówiłaś, że jak powrócisz do kategorii słomkowej to tylko w walce o pas. Były oferty pojedynków z Weili Zhang, które odrzuciłaś. Co się stało, że zmieniłaś zdanie? Co spowodowało, że oferta na walkę z Michelle Waterson Cię przekonała?

 

Mam szefów nad sobą, ale też dbam o własne interesy. Ludzie mogą mówić, że ja się bałam z nią bić, ale to wyglądało zupełnie inaczej. Zhang potrzebowała mnie w tamtym momencie bardziej niż ja jej. Staram się nie wyciągać szczegółów negocjacji kontraktowych na wierzch. Nie opowiadam o tym w mediach społecznościowych. Teraz moimi interesami w Polsce zajmuje się nowy menadżer Dominik Gorzelańczyk, który współpracuje m.in. z naszym reprezentantem Krzysztofem Piątkiem. Mam odpowiednie osoby, które dbają o mój interes. Wiele osób się zastanawiało się, dlaczego uparłam się na walkę o pas po występie z Tecią Torres? Bo umówiłam się na inny biznes z UFC, właśnie na pojedynek o tytuł. Po drodze jednak wydarzyło się sporo spraw, które zmieniły te plany. Ja stoczyłam super walkę z Shevchenko, Rose długo nie wracała i później straciła pas, a następnie nieco zmieniło plany i Zhang w świetnym stylu pokonała Jessicę Andrade. Chinka stała się super gwiazdą na swoim terenie. UFC chce ją promować na azjatyckim rynku. Ona potrzebuje czasu na pocieszenie się tytułem, a ja nie chciałam czekać aż półtora roku, do lutego czy marca, na kolejny występ. Dojdzie do ciekawej walki z Michelle Waterson i fanom to starcie też przypadło do gustu. Walka bardzo istotna, bo zwyciężczyni tej konfrontacji idzie po pas mistrzowski. Nie mogę się już doczekać.

 

Za Tobą długie przygotowania i długa przerwa. Od walki z Shevchenko mija prawie jedenaście miesięcy. Do tej pory byłaś zawodniczką bardzo aktywną, a teraz zdecydowałaś się na najdłuższą przerwę w karierze UFC. NIe obawiasz się tego?

 

Tak jak powiedziałeś, ja od kilkunastu lat nie miałam czasu na przerwę. Ciągłe przygotowania i walki. Osiągnęłam wiele, nie tylko sportowo, ale również biznesowo, a tak naprawdę nie miałam czasu, żeby tym wszystkim się pocieszyć. Po tej przerwie poczułam znowu młodego ducha w sobie. Nie mówię, że jestem stara, ale przecież walczę już szesnaście lat. Musiałam w końcu dać organizmowi nieco odpocząć. Pojawił się we mnie żar, treningi zaczęły mnie ponownie bawić, miałam czas na naukę i rozwój. Jak to się mówi w Stanach Zjednoczonych, ostrzyłam swoje narzędzia na kolejny pojedynek. Nie mogę się doczekać tego powrotu.

 

Wracasz do kategorii słomkowej. Dawno Cię w niej nie było. Wiemy, że w przeszłości miewałaś problemy ze zbijaniem wagi. Czas płynie, sporo się w życiu zmienia, zmieniają się okoliczności, zmienia się ludzkie ciało. Jak do tego podchodzisz?

 

Dużą cenę za zbijanie wagi zapłaciłam w pierwszej walce z Rose Namajunas. Później wzięłam to na swoje barki i wyglądało to nieco inaczej. Pamiętajmy jednak, że każde cięcie wagi przebiega inaczej. Kształciłam się w tym kierunku, pogłębiałam wiedzę i poznałam swój organizm. Przez lata wiele się w tej kwestii nauczyłam, ale nie mogę ukrywać, że z przygotowań na przygotowania zbijanie wagi jest coraz trudniejsze. Od wtorku zacznę mocniejsze cięcie wagi, zmienimy dietę. Zobaczymy, dołożę wszelkich starań, aby w w piątek stanąć w limicie wagowym i zatroszczyć się o swój biznes od początku do końca. Ale faktycznie, organizm ludzki potrafi zaskakiwać. Jeśli myślicie, że wypocimy się na macie i obetniemy kalorię i w ten sposób na pewno organizm puści wagę, to jesteście w błędzie. Tym bardziej w momencie, kiedy organizm przez wiele lat mocno obrywa. Schodzę mocno poniżej swojego limitu i na pewno to się odbija na zdrowiu. Wierzę jednak, że to zbijanie wagi przyjdzie pomyślnie.

 

Jeszcze kilka lat temu gdybyśmy usłyszeli o zestawieniu Jędrzejczyk vs Waterson, to bez problemu wskazalibyśmy faworytkę. Okoliczności nieco się zmieniły. Waterson mocno poszła do przodu, a ostatnia walka z Karoliną Kowalkiewicz jest tego najlepszym dowodem. Wydaje się, że Waterson jest teraz najlepszą wersją siebie, jaką widzieliśmy.

 

Zdecydowanie. Z walki na walkę idzie do przodu i nabiera większej pewności siebie. Widać, że doskonale wie, czego chce szukać w oktagonie. Świetnie potrafi wykorzystać swoje mocne strony. Wywodzi się z karate, ale ma też niebezpieczne rzuty przez biodro i dobrze kontroluje z góry. Fizycznie też się coraz bardziej wzmacnia. Dobrze pracuje na nogach i ma szybkie kopnięcia. Potrafi też płynnie zmieniać pozycję i często wyprowadza niebezpieczne, dla mnie faulujące, kopnięcia w okolice kolana. Rozpracowaliśmy ją dobrze. Znamy też przecież moje mocne strony i wiemy, co trzeba zrobić.

 

Wydaje się, że duże znaczenie mogą w tym pojedynku odgrywać warunki fizyczne. Obie nie jesteście naturalnymi słomkowymi. Ty jednak z kategorii wyższej, ona niższej. Jesteś od niej wyższa, a wiemy, że lubisz w swojej grze wykorzystywać zasięg do utrzymywania rywalek z dala od siebie. Czy będzie to miało znaczenie?

 

Każda walka przynosi zaskoczenie. Dla przykładu, w walce z Tecią Torres mieliśmy inny plan na pojedynek. Miałam trzymać walkę w dystansie, ale ona potrafiła skracać dystans. W klinczu nie mogłam używać swoich łokci i kolan, bo musiałam uważać na obalenia. Na pewno będę chciała teraz skorzystać z uderzeń i kopnięć. Widzę sporo szans dla siebie. Wystarczy spojrzeć, że ona nie jest tytanem kondycji, a ja dłuższych pojedynków, pięciorundowych, toczyłam znacznie więcej. Na pewno będzie gotowa na 100 procent, ale wierzę, że zasypię ją mocnymi kombinacjami kopnięć i uderzeń. Będę ją rozbijać.

 

Da się wyczuć spory spokój po Twojej stronie...

 

Dużo nad tym pracowaliśmy. Robiłam wiele sparingów "drillowych", które pozwoliły otworzyć mi głowę. Nie robiliśmy tych zajęć z pełną siłą, ale pozwoliły mi one zrozumieć wiele elementów przed rozpoczęciem najtrudniejszych sparingów. Otworzyły mi te treningi głowę na nowe rzeczy.

 

Czy pomocny przy układaniu planu taktycznego był pojedynek z Karoliną Kowalkiewicz? Miałaś okazję z nią walczyć, a Waterson stoczyła z nią ostatni pojedynek. A może uważasz, że od Twojej walki sporo się zmieniło?

 

W każdym pojedynku prezentujemy się inaczej. Oglądałem tę walkę wnikliwie. Podobnie zresztą jak inne jej występy - z Rose Namajunas czy Tecią Torres. Mogłam dostrzec jej plusy, ale również minusy, Na ostatniej prostej jeszcze przejrzymy te walki, aby odświeżyć głowę. W oktagonie trzeba mieć plan na każdą sposobność. Jestem bardzo spokojna. Łaknę sukcesu, poświęciłam wiele tygodni na te przygotowania. Monitorowałam swój każdy krok. Idę po zwycięstwo. Po wygraną, która zapewni mi walkę o pas mistrzowski w kategorii słomkowej.

 

Jesteś sportowcem, który osiągnął w swojej dziedzinie wszystko. Byłaś bardzo długo mistrzynią, biłaś wszelkie rekordy. W jaki sposób odnajdujesz jeszcze motywację do sportu? Co w Tobie siedzi? Czy czujesz, że jeszcze masz coś do udowodnienia?

 

Dużo nauczył mnie pierwszy przegrany pojedynek z Rose Namajunas. Ludzie dostrzegli we mnie człowieka, kobietę, która również ma ludzkie odruchy, a nie jest tylko robotem do wygrywania. Im jesteś wyżej na szczycie, tym jeszcze więcej musisz z siebie dawać. Z boku to może wyglądać nieco inaczej, ale zawsze jesteśmy skupieni na najistotniejszych sprawach. Jeśli mam coś do udowodnienia, to tylko sobie. Że ta ciężka praca, którą wykonałam, poświęcenie, przynosi wymierne skutki. Nie robię tego dla zabawy, bo chcę ponownie zawalczyć o tytuł. Moją motywacją są marzenia - krótkoterminowe i te długoterminowe. Może to brzmieć banalnie, ale tak właśnie jest. Ja wiem, kim jestem. Jakim jestem człowiekiem i kobietą. Po przegranych nasz świat się nie załamuje, bo jest wiele spraw, o których myślimy. Wiara, inne pasje, rodzina, religia, ojczyzna. Jestem kobietą o wielu pasjach i wiem, że jak zamknę rozdział o nazwie MMA, to będę miała co robić i gdzie się realizować. Ale jeszcze tego nie czuję. Czuję natomiast nadal wielkie ambicje sportowe i apetyt na ich realizację.

Asiu, ale nie wybiegaj jeszcze myślami tak do przodu. W sobotę masz pojedynek, a my chcemy zobaczyć jak wygrywasz w świetnym stylu!

 

Jak najbardziej! Sobota musi należeć do mnie. Wygrywam i idę po tytuł. Chcę ten pas ponownie przywieźć do Polski, a do tego jest bliżej niż dalej. Dlaczego zasługuję na tytuł? Udowodnię to w sobotę, ale sami zobaczycie... Tytuł przechodzi z rąk do rąk. Nie jest łatwo go zdobyć, a jeszcze trudniej bronić. Ja w przeszłości pokazałam, że jestem odpowiednią osobą, na odpowiednim miejscu.

 

Czego możemy Tobie życzyć na ostatniej prostej? Oczywiście poza owocnymi zbijaniem wagi, bo to również bardzo istotne.

 

Tylko radości z nadchodzących dni i samej walki. Czuję, że budzi się we mnie killer. Każdego dnia jest coraz lepiej, budzi się we mnie instynkt i niech tak się dzieje do samej soboty!

 

Widzimy ogromny apetyt na wygraną. Joasia Jędrzejczyk wraca z podwójną siłą. Dziękujemy za rozmowę, trzymamy kciuki i życzymy powodzenia.

 

Zapraszam do śledzenia mojej walki, wspierania mnie w Polsacie Sport. Dziękuję za wywiad.

 

Transmisja gali UFC Fight Night z udziałem Joanny Jędrzejczyk w nocy z soboty na niedzielę od 2:00 w Polsacie Sport.