Żygadło: W Katarze wszyscy żyją tylko piłką nożną

Siatkówka
Żygadło: W Katarze wszyscy żyją tylko piłką nożną
fot. Cyfrasport

Katar to siódmy kraj, w którym Łukasz Żygadło będzie grać w siatkówkę. Po trzech tygodniach pobytu w Dausze zauważył jedno - wszyscy żyją tam piłkarskimi mistrzostwami świata w 2022 roku, a futbol to najważniejsza dyscyplina sportu.

- Priorytety tutaj są jasne. We wszystkich klubach na pierwszym miejscu jest piłka nożna. Później dopiero są rozbicia na inne dyscypliny sportu jak siatkówka, piłka ręczna, koszykówka. Jeśli chodzi o futbol, to oczekiwania są bardzo duże. Zwłaszcza dotyczące zaplanowanych na 2022 rok mistrzostw świata - powiedział były rozgrywający polskiej kadry siatkarzy.

 

Żygadło jest pod wrażeniem tego, jak funkcjonuje sport w Katarze. - Nigdy wcześniej nie miałem robionych takich badań. Także cała baza treningowa jest na najwyższym poziomie - ocenił.

 

Jedyne, do czego trudno się w Dausze przyzwyczaić to... pogoda. - Początek był bardzo ciężki. Poruszałem się jedną trasą: mieszkanie - samochód - hala. Nie wychodzę w ogóle na dwór, wszystko jest klimatyzowane. Na ulicach nie spotyka się ludzi. Ostatnio miałem rozmowę z kolegą z drużyny na temat roweru. Kupił dziecku i sobie, byłem zaskoczony. Po co mu to - zastanawiałem się. Ale on powiedział, że kupił, bo w listopadzie zacznie się życie, normalne temperatury, przyjemny klimat. Na razie się nie da tu żyć - przyznał.

 

Żygadło, który grał w Polsce, Grecji, Turcji, Rosji, Włoszech i Iranie, zauważył, że w Katarze wiele rzeczy robi się na pokaz. Jednocześnie trudno znaleźć miejsce, gdzie ma się taki dostęp do technologii, jak właśnie tu. - Ale do końca nie wydaje mi się to prawdziwe. Szkoda, bo gdyby to wyglądało inaczej, to na pewno wiele ludzi znalazłoby swoje miejsce na ziemi właśnie w Dausze. To z kolei mogłoby dużo dać temu krajowi, ale nastawienie musi się zmienić - uważa.

 

W ostatnim czasie Żygadło był stałym bywalcem stadionu... lekkoatletycznego. Obserwował zmagania sportowców w mistrzostwach świata. - To było dla miejscowych przetarcie przed piłkarskim mundialem. Było widać, że pierwszego dnia była totalna dezorganizacja, a później z każdym dniem ta obsługa funkcjonowała trochę lepiej, a trybuny też się z czasem zapełniły - powiedział.

 

Pierwszy raz miał okazję uczestniczyć w imprezie lekkoatletycznej i był pod wrażeniem. Jak przyznał, czuł się jak na igrzyskach. - Z punktu widzenia sportowca drużynowego, jest to kompletnie inna sprawa. Porównałbym to do tego zamieszania, jakie jest na igrzyskach. A tu słyszałem, że i tak tej prawdziwej atmosfery nie było. Albo brakowało kibiców, albo byli tacy, którzy nie są zorientowani w lekkoatletyce i te reakcje nie były takie, jakich się oczekuje. Z większym podziwem patrzę teraz na lekkoatletów, bo nie jest to łatwy kawałek chleba - zaznaczył.

 

Także emocji nie można było porównać do tych siatkarskich. - Jeśli ktoś biega, to wchodzi na stadion i wszystkie oczy na kilka sekund, czy minut są skoncentrowane wyłącznie na tobie, ale np skoczkowie wzwyż czy w dal są nieraz niezauważalni. My jak idziemy na mecz, to publiczność jest dla nas. Otoczka, atmosfera, to jest związane wyłącznie z twoją drużyną, więc tu jest spora różnica. My przyjeżdżając na mistrzostwa świata wygramy mecz - może wyjść lub nie wyjść, ale gramy dalej. Tutaj słabszy dzień i to cię totalnie eliminuje. Kilka sekund i wracasz do domu - powiedział.

 

Żygadło w tym sezonie reprezentować będzie katarski klub Al-Arabi.

A.J., PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze