Czy Ruiz Jr i Masternak wystąpią na igrzyskach w Tokio?

Sporty walki
Czy Ruiz Jr i Masternak wystąpią na igrzyskach w Tokio?
fot. Polsat Sport

Andy Ruiz Jr, mistrz świata wagi ciężkiej chce zdobyć olimpijski medal w Tokio dla Meksyku, kraju swoich rodziców, o igrzyskach marzy też Mateusz Masternak. Na razie to tylko słowa, ale taki scenariusz jest możliwy.

Do Ruiza Jr, obywatela USA, należą trzy mistrzowskie pasy (WBA, IBF, WBO) w wadze ciężkiej, efekt sensacyjnego zwycięstwa w Nowym Jorku, gdzie 1 czerwca znokautował Anthony’ego Joshuę. Ale 7 grudnia w Arabii Saudyjskiej dojdzie do zagwarantowanego kontraktem rewanżu i scenariusz w którym Joshua odzyska pasy jest bardzo prawdopodobny. No i być może wtedy Andy Ruiz Jr miałby trochę wolnego czasu.
 
Jeśli jednak znów pokona Joshuę, złotego medalistę igrzysk w Londynie (2012), to propozycje kolejnych, lukratywnych walk będą tak kuszące, że zapewne zapomni o swoim marzeniu.
 
Aby wystąpić w turnieju olimpijskim musiałby wcześniej zdobyć kwalifikację albo w Buenos Aires (26.03- 03.04.2020) gdzie rozegrany zostanie kontynentalny turniej kwalifikacyjny dla obu Ameryk lub w turnieju światowym (tzw. ostatniej szansy), w Paryżu (13-24 maja). W wadze superciężkiej (plus 91 kg) w tym pierwszym przypadku przewidziano cztery miejsca, a w drugim już tylko trzy. Mogłoby się więc tak zdarzyć, że Ruiz Jr nie zdołałby się na igrzyska zakwalifikować.
 
Andy Ruiz Jr musiałby się też liczyć z groźbą dwuletniej dyskwalifikacji , którą zapowiedział Mauricio Sulaiman. Prezydent WBC nie kryje bowiem swojej dezaprobaty do pomysłu, który narodził się trzy lata temu przed igrzyskami w Rio de Janeiro i pozwala zawodowcom na udział w turniejach olimpijskich. Oczywiście po uzyskaniu zgody krajowych federacji ( w tym przypadku meksykańskiej) i  wywalczeniu kwalifikacji. 
 
Sulaiman już trzy lata temu twierdził, że zawodowcy pozabijają w ringu amatorów i będzie wielka afera, która finał znajdzie w sądzie. Jak się okazało zawodowcy nie odegrali wówczas większej roli w olimpijskiej rywalizacji. Po pierwsze było ich tylko czterech, i oprócz Francuza Mathieu  Bauderlique’a, szybko przegrali swoje walki. A  były mistrz świata, Amnat Ruenroeng z Tajlandii, nawet przed czasem. Mistrzem świata zawodowców był jeszcze dwa miesiące przed igrzyskami, ale w wadze muszej, a olimpijskie lanie dostał w lekkiej w starciu z Francuzem Sofianem Oumihą.
 
Inny z mistrzów (tyle że byłych) Hassan N’Dam Jikam  reprezentował Kamerun i walczył w Rio dwie kategorie wyżej niż normalnie (zamiast w średniej w półciężkiej), ale sukcesu nie odniósł, przegrał na punkty z Brazylijczykiem Michelem Borgesem, który w kolejnym pojedynku też pożegnał się z turniejem. Sukcesu nie odniósł też Włoch Carmine Tomassone pokonany w 1/8 kategorii lekkiej przez znakomitego Kubańczyka Lazaro Alvareza. W lutym tego roku Włoch doznał pierwszej porażki w zawodowej karierze przegrywając przez nokaut z Oscarem Valdezem. Stawką był pas mistrza świata wagi piórkowej należący do Meksykanina. 
 
Wspomniany Bauderlique, który w Rio de Janeiro zdobył brązowy medal w wadze półciężkiej dostał się na igrzyska inną drogą niż wspomniana trójka, jako mistrz formuły APB z 2015 roku. Wcześniej stoczył 10 zawodowych walk, wszystkie wygrał. Dziś 30 letni Francuz ma na koncie tylko jedną porażkę, 18 zwycięstw ( 9 przed czasem) i pas międzynarodowy WBA w wadze półciężkiej.  
 
Warto jednak podkreślić, że dla tych, którzy zarabiają miliony dolarów igrzyska nie są kuszące z przyczyn finansowych, ponadto zasady rywalizacji różnią się znacznie od tych na zawodowych ringach, więc wymaga to zupełnie innych przygotowań. A dla tych, którzy zbijają sporo kilogramów do „swojej” wagi to dodatkowy problem. W trwającym dwa tygodnie turnieju olimpijskim zawodnik ważony jest każdorazowo w dniu walki. Takie przepisy często wymuszają więc start w wyższych kategoriach niż w zawodowstwie, co rodzi spore ryzyko nieoczekiwanej porażki. Problem ten nie dotyczy oczywiście pięściarzy wagi superciężkiej, ale ci najlepsi  jakoś  i tak  nie palą się do olimpijskich występów.
 
Przed Rio de Janeiro mówiono, że w igrzyskach wystartuje Władimir Kliczko, rozmawiano też z inną gwiazdą, Mannym Pacquiao, ale nic z tego nie wyszło. Ukrainiec i Filipińczyk nie podjęli tematu. Tak będzie i teraz. W boksie zawodowym wielkie gwiazdy mają zbyt dużo do wygrania, a w olimpijskim do stracenia, więc rachunek zysków i strat jest oczywisty.      
 
Masternak do Tokio?
 
Dlatego  w przypadku Andy Ruiza Jr też skończy się tylko na słowach, ale Mateusz Masternak prawdopodobnie spróbuje spełnić swoje marzenia i wystartować w turnieju olimpijskim, oczywiście jeśli dostanie zielone światło z bokserskiej centrali. Jemu tak lukratywne propozycje jak Ruizowi Jr nie grożą, choć wciąż należy do czołówki wagi junior ciężkiej, więc mógłby się skoncentrować na igrzyskach. Musi tylko wygrać listopadowe mistrzostwa Polski w kategorii do 91 kg na tyle wyraźnie, by zarówno władze PZB jak też Iwan Juszczenko, ukraiński trener naszych pięściarzy nie mieli żadnych wątpliwości  i wysłali go na europejski turniej kwalifikacyjny do Londynu w marcu (13-23) przyszłego roku. W jego wadze czekają tam 4 olimpijskie przepustki. A w maju, w kwalifikacjach światowych (prawdopodobnie w Paryżu), gdyby nie powiodło się w Londynie, zostaną jeszcze trzy wolne miejsca.
 
Masternak nie jest młodzieniaszkiem, ma już 32 lata i 46 zawodowych walk na koncie z których przegrał tylko pięć. Był mistrzem Europy, walczył o mistrzostwo świata, ale chciałby jeszcze spełnić młodzieńcze marzenia i wystartować na igrzyskach. W Polsce musiałby jednak wygrać rywalizację z Tomaszem Niedźwiedzkim, Michałem Soczyńskim i Konradem Kaczmarkiewiczem. I dopiero później ruszyć na podbój olimpijskiego świata boksu.
Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze