IO w Tokio. Trzy złote medale olimpijskie w boksie dla Polski w jeden dzień!

Sporty walki
IO w Tokio. Trzy złote medale olimpijskie w boksie dla Polski w jeden dzień!
Fot. YouTube

Dokładnie 55-lat temu, 23 października 1964 roku, podczas XVIII Letnich Igrzysk Olimpijskich w Tokio, Polacy zaszokowali świat. Zdobyli siedem medal, w tym trzy złote, w każdym ze zwycięskich finałów bijąc bokserów ze Związku Radzieckiego.

Turniej olimpijski w Tokio przyniósł polskim pięściarzom największy sukces w całej historii amatorskiego boksu. Złote medale zdobyli: Józef Grudzień (waga lekka- 60 kg), Jerzy Kulej (lekkopółśrednia – 63,5 kg) i Marian Kasprzyk (półśrednia – 67 kg). Czwartym finalistą był Artur Olech (musza- 51 kg), który po nieznacznej porażce z Włochem Fernando Atzorim musiał się zadowolić srebrem.

 

Tego dnia na olimpijskim podium stanęli też zdobywcy brązowych medali: Józef Grzesiak (lekkośrednia – 71 kg), Tadeusz Walasek (średnia – 75 kg) i Zbigniew Pietrzykowski (półciężka – 81 kg). Grzesiak przegrał w półfinale z Borysem Łagutinem, Walasek z Walerym Popienczenką, a Pietrzykowski z Aleksiejem Kisielowem (wszyscy ZSRR).

 

Przegrane Grzesiaka i Pietrzykowskiego były wątpliwe, Walasek przegrał przed czasem, bo choć odradzał mu to Feliks Stamm, poszedł na wymianę ciosów z królem nokautu jakim był Popienczenko, najlepszy pięściarz turnieju w Tokio, zdobywca Pucharu Vala Barkera. – Ale ja nie pojechałem tam ładnie przegrać. Chciałem wygrać i zdobyć wreszcie złoto – mówił mi po latach Walasek.

 

Dziś takie wyczyny, jak siedem medali olimpijskich w polskim wykonaniu są nierealne, ale wtedy  chłopców „Papy” Stamma stać było na wszystko. Po wojnie, począwszy od tych pierwszych igrzysk w Londynie (1948), regularnie wracali z medalami. Cztery lata wcześniej w Rzymie też zdobyli 7 medali, też czterech Polaków było w finałach, ale tylko Kazimierz Paździor zdobył złoty medal.

 

Nie zmienia to jednak faktu, że olimpijski turniej w Tokio, podobnie jak pamiętne mistrzostwa Europy w Warszawie (1953) były wyjątkowe, chociażby dlatego, że Polacy w finałowych pojedynkach zdecydowanie bili mistrzów pięści ze Związku Radzieckiego. Ostatecznie w klasyfikacji medalowej zajęli w Tokio drugie miejsce za ZSRR (9 medali, ale też 3 złote) lecz w walkach o złoto, to chłopcy „Papy” Stamma byli górą. 

 

Józef Grudzień wypunktował wtedy znakomitego Wilinktona Barannikowa, Jerzy Kulej pokonał Jewgienija Frołowa, a Marian Kasprzyk walcząc ze złamanym w pierwszej rundzie kciukiem wygrał stosunkiem głosów 4:1 z Ricardasem Tamulisem, Litwinem w barwach ZSRR, dobrze mówiącym po polsku.

 

Wiele lat po tych igrzyskach spotkałem Barannikowa. Był sędzią na jednym z turniejów, który obsługiwałem. Nie miał najmniejszych pretensji co do werdyktu w Tokio. Uważał, że Grudzień wygrał zasłużenie, był o ułamek sekundy szybszy, precyzyjniejszy, i to zadecydowało o jego zwycięstwie.

 

Kulej przystępując do walki z Frołowem nie był wcale zdecydowanym faworytem, ale tu wyszedł kunszt Feliksa Stamma. Wziął Kuleja na długi spacer i nakreślił mu plan taktyczny, który miał zaskoczyć Frołowa. Wszyscy wiedzieli, że Kulej narzuca presję od pierwszego do ostatniego gongu, nieustannie atakuje. Tym razem miał poczekać na atak rywala. A do szturmu ruszyć dopiero wtedy, gdy ten się zupełnie pogubił. Kulej opowiadał mi o tym wielokrotnie podkreślając zmysł taktyczny Stamma i jego znajomość psychiki zawodników. W ringu było tak jak wybitny polski trener przewidział, wygrana Kuleja nie podlegała dyskusji.

 

W najtrudniejszej sytuacji był czwarty z naszych finalistów - 25-letni wtedy Marian Kasprzyk. Przed jego walką z Tamulisem dwukrotnie zagrano Mazurka Dąbrowskiego, istniała więc uzasadniona obawa, że jeśli będzie wyrównana, to sędziowie mogą łaskawiej spojrzeć na reprezentanta ZSRR.

 

Kasprzyk, brązowy medalista igrzysk w Rzymie, miał za sobą trudne lata. Za pobicie milicjanta i jego kompanów w 1961 roku, został dożywotnio zdyskwalifikowany i skazany na osiem miesięcy więzienia. A przecież to on był sprowokowany i zaatakowany. I choć w jego obronie stanęło wielu znanych, poważanych ludzi, to postanowiono go jednak przykładnie ukarać.

 

Kiedy wyszedł z więzienia cofnięto mu jednak dyskwalifikację i umożliwiono walkę o igrzyska. Feliks Stamm znów postawił na niego, tak jak przed Rzymem, gdy przegrał z Kulejem. Tym razem pokonał go Leszek Drogosz, ale nos trenera raz jeszcze nie zawiódł. Kasprzyk zdobył w Tokio złoty medal, choć w finale walczył ze złamanym kciukiem.

 

- Co Pan sobie pomyślał stojąc na najwyższym stopniu olimpijskiego podium ze złotym medalem na szyi? - pytałem przed laty Kasprzyka w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

- Pomyślałem tylko: Och wy dziady ! Ile wy mi złego narobiliście – odpowiedział. Dotyczyło to tych wszystkich, którzy przyczynili się dyskwalifikacji Kasprzyka i jego pobytu w więzieniu.

 

Marian Kasprzyk jest jedynym żyjącym z trójki złotych medalistów z Tokio. Pierwszy zmarł Jerzy Kulej, po nim Józef Grudzień. Nie żyją też Artur Olech, Tadeusz Walasek i Zbigniew Pietrzykowski. Każdy z nich mógł być mistrzem zawodowego boksu. Mieli konkretne propozycje, ale nie skorzystali. Dobrze czuli się tylko w Polsce, nie wyobrażali sobie że mogą opuścić rodzinny kraj, a taka była w tamtych czasach konieczność, gdyby podpisali zawodowe kontrakty.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze