Energa Basket Liga: Dwie twarze Legii Warszawa

Koszykówka
Energa Basket Liga: Dwie twarze Legii Warszawa
Fot. Cyfrasport

Z jej powrotem do Energa Basket Ligi wiązano wielkie nadzieje. Koszykarze Legii Warszawa mają za sobą dwa sezony w ekstraklasie, drugi bardzo udany zakończony ciekawym play-off, ale wciąż jeszcze chcą iść w górę. Mimo słabego startu ligowego w tym sezonie.

W pierwszym sezonie w EBL Legia utrzymała się w lidze, zajmując 16. miejsce, wyprzedzając tylko wycofany z gry zespół Czarnych Słupsk. W poprzednich rozgrywkach była ósma i dopiero po pięciu meczach odpadła w ćwierćfinale w rywalizacji z Arką Gdynia (dzisiaj Asseco Arka). Po tamtym sezonie trzech najlepszych zawodników warszawskiej ekipy podpisało kontrakty w lepszych klubach, lepszych ligach.

 

Brytyjczyk Mo Soluade wrócił do Hiszpanii i gra w drugoligowym Breogan Lugo, lider ekipy Omar Prewitt z powodzeniem występuje w Lidze Mistrzów w zespole z tureckiej Bandirmy, a najlepszy Polak Jakub Karolak jest zmiennikiem w zespole mistrza Polski z Włocławka.

 

Mimo tych osłabień Legia nie zwalniała przed sezonem tempa. Zgłosiła się do eliminacji Ligi Mistrzów, zakładając niewielkie szanse na awans do tych trudnych rozgrywek i przewidziany dla przegranych udział w FIBA Europe Cup (czwarty poziom rywalizacji w Europie).

 

Właśnie w tym tygodniu nastąpił debiut w fazie grupowej pucharu i warszawiacy, przy prawie 1500 widzów na Torwarze, rozgromili solidny zespół z Finlandii (Kataja) aż 86:55. Grali odważnie, skutecznie, bardzo dobrze w obronie. Podobnie zresztą jak we wcześniejszych meczach „w Europie”, kiedy to pokonali dwukrotnie mistrza Kosowa Sigal Prisztina i nieźle zaprezentowali się w dwóch przegranych meczach z BK Niżny Nowogród z Rosji.

 

W lidze Legii jednak nie idzie dobrze. Przegrała wszystkie cztery mecze i jest jedynym zespołem bez zwycięstwa  w lidze, który nie zmienił jeszcze trenera. Zmiany były już w Ostrowie i Starogardzie Gdańskim. - Po co nam puchary? Inni narzekają, że nie ma po co grać w pucharach, a czy ktoś grał? Czy ktoś z Polski coś w tym naszym pucharze wygrał? Na razie nie i my pokażemy, że warto. Taki mecz z Katają był nam bardzo potrzebny, żeby po słabszym występie w Energa Basket Lidze odbudować się - mówi trener Legii Tane Spasev.

 

- Ja się cieszę zaufaniem klubu, mam też zaufanie do zawodników i mamy cierpliwość. Dlatego jestem spokojny, bo my w Legii robimy wszystko krok po kroku. W dotychczasowych meczach ligowych graliśmy źle może 25 minut. Słabo było ze Stelmetem Eneą BC Zielona Góra, ale też nie tak, jak wyglądał wynik. Z Eneą Astorią Bydgoszcz mieliśmy fatalne 15 minut, ale później było dobrze. A z Anwilem Włocławek i Polskim Cukrem Toruń wcale nie graliśmy źle, mimo że były porażki. Trzeba widzieć, jak mocnych rywali mieliśmy. Ale już z Finami graliśmy dobrze, po dobrym treningu, z bystrą głową i liczę, że to się przełoży na grę w polskiej lidze - dodaje Spasev.

 

Surowy trener-nauczyciel, jakim jest 42-letni Macedończyk, lubi sobie stawiać wysokie cele, ale przede wszystkim sam sobie narzuca wyzwania. Zbiera utalentowanych, ale niespełnionych, zawodników z Polski i świata, a następnie chce z nich ulepić graczy na solidny, może nawet europejski poziom. Przecież udało się nie tylko z Soluade i Prewittem, a także z Australijczykiem Keanu Pinderem, a także z wcale niemłodymi Polakami Adamem Linowskim i Patrykiem Nowerskim, którzy są w rotacji Legii i pomagają spełniając zadania specjalne.

 

Skoro tak, to czemu nie spróbować z Kongijczykiem Romarikiem Belemene, który nie mógł się przebić przez kilka ostatnich lat w Hiszpanii? Czemu nie zrobić solidnego podkoszowego z Szymona Kiwilszy? Czemu nie miałby pójść w górę mający spore opóźnienia po średnio udanej karierze w USA 23-letni skrzydłowy Jakub Nizioł? Spasev wierzy, że się uda.

 

Najbardziej wierzy jednak w 20-latka z Pruszkowa Przemysława Kuźkowa, który w poprzednim sezonie robił furorę w drugoligowym GLKS Nadarzyn, a po transferze do Legii mógł wreszcie rzucić pracę na stacji benzynowej. - To może być zawodnik na reprezentację! Wielki talent ofensywny! Jeśli dołoży przygotowanie fizyczne i umiejętności gry jako rozgrywający, może zajść daleko - mówi z entuzjazmem szkoleniowiec z Macedonii.

 

Kuźkowa wypuszczał do tej pory na boisko rzadko, ale kiedy w meczu z Finami na Torwarze zabrakło Portorykańczyka Isaaca Sosy (klub się z nim rozstaje), młody wychowanek MKS Pruszków pojawił się w rotacji jako zawodnik na pozycjach 1 i 2, w 13 minut zdobył 12 punktów i serca kibiców na Torwarze. Na takich zawodników warto przychodzić na Legię. - Będziemy mieli pewnie nowego gracza na tą pozycję, ale Kuźkow będzie grał, będzie w rotacji na naszym kolejnym meczu z Hydrotruckiem Radom - zapewnia szkoleniowiec.

 

Mecz z radomianami będzie bardzo ważny dla Legii, bo choć trener nie przyzna, że gra zespołu bywała słaba, to wygrane się liczą. - Ale proszę mi pokazać szkoelniowca w Polsce, czy gdzie indziej, który mając bilans 0-4 da szansę młodemu zawodnikowi, takiemu jak Kuźkow. A mamy drugi najmłodszy skład w polskiej lidze i może nawet najmłodszy w FIBA Europe Cup! - mówi Spasev, wracając do swojego ulubionego tematu, mimo że pytanie było trochę inne.

 

To właśnie jest cała Legia i jej szalony nauczyciel. Ciekawe, dokąd wspólnie w tym sezonie dotrą. I czy chmurna na razie ligowa twarz Legii upodobni się w końcu do znacznie bardziej pozytywnego oblicza Zielonych Kanonierów (jak ich kiedyś zwano) z europejskich pucharów.

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze