Pindera: Czy Stevenson będzie drugim Mayweatherem Jr?

Sporty walki
Pindera: Czy Stevenson będzie drugim Mayweatherem Jr?
Fot. PAP

Shakur Stevenson (13-0, 7 KO), srebrny medalista igrzysk w Rio de Janeiro jest już zawodowym mistrzem świata. Zaledwie 22-letni Amerykanin zdeklasował w Reno swojego rodaka Joeta Gonzaleza (23-1, 14 KO) i zdobył wakujący pas WBO w wadze piórkowej. Stevenson jest pierwszym medalistą ostatnich igrzysk, który sięgnął po tytuł w boksie zawodowym.

Stevenson zrobił to, o czym mówił od dawna. Sięgnął po mistrzowski pas. – Jestem gotowy, by walczyć z najlepszymi - powtarzał. I wygląda na to, że jest gotowy, choć 26-letni Gonzalez nie jest pięściarzem, który mógł w tej walce sprawić niespodziankę i zagrozić chłopakowi z Newark.

 

Wiele pisano przed tym pojedynkiem o złej krwi między nimi (siostra Jaeta, Jajira, jest dziewczyną Shakura, czego nie akceptuje męska część rodziny Gonzalezów), która sprawi że walka będzie zacięta i trudna dla Stevensona, ale tak być nie mogło, bo Stevenson jest od mającego meksykańskie pochodzenia Jaeta Gonzaleza lepszy o klasę. Ten chłopak urodził się, by wygrywać i potwierdza to od lat. Jego łupem padają kolejne trofea od najmłodszych kategorii wiekowych.

 

Olimpijskiego złota w Rio nie zdobył tylko dlatego, że Kubańczyk Robeisy Ramirez, mistrz igrzysk w Londynie, miał więcej doświadczenia i to zadecydowało, że minimalnie wygrał ze Stevensonem finał wagi koguciej. Ale wynik z równym powodzeniem mógł być odwrotny i nie byłoby skandalu.

 

Opisywanie sobotniej walki Shakura Stevensona z Gonzalezem w Reno nie ma większego sensu, bo to był teatr jednego aktora, o czym świadczy punktacja sędziów (3 x 119:109). Dziś można tylko zadać sobie pytanie, gdzie Stevenson się zatrzyma, czy tak jak chcieliby niektórzy eksperci i on sam będzie drugim Floydem Mayweatherem Jr (50-0, 27 KO), czy gdzieś po drodze rozbije się o bokserskie, a może o życiowe rafy? Tego nie wiemy.

 

Tak się składa, że komentowałem olimpijskie występy jednego i drugiego, a później ich występy na zawodowym ringu. Nie ukrywam, że Stevenson w amatorskich czasach podobał mi się bardziej niż Floyd Jr, który w Atlancie (1996) zdobył brązowy medal, ale miał tam chyba trudniejszych rywali.

 

Floyd Mayweather Jr z wielkim trudem wygrał przecież ćwierćfinałowy pojedynek z Lorenzo Aragonem (12:11) o co Kubańczycy mieli całkiem uzasadnione pretensje. A w półfinale, też jednym punktem (10:9) pokonał go znakomity, utytułowany Bułgar, Serafim Todorow, trzykrotny mistrz świata i Europy, i ja nie widziałem w tym skandalu.

 

Obaj, Mayweather Jr i Stevenson mieli po 19 lat, gdy stawali na olimpijskim podium i ogromny potencjał widoczny gołym okiem. Floyd Jr nie przegrał później żadnej walki, wciąż jest niepokonany, ale chyba trzeba już używać czasu przeszłego, bo z emerytury raczej nie wróci. Mistrzowski, zawodowy pas też zdobył szybciej od Stevensona, potrzebował na to tylko dwóch lat.

 

Ale Shakur dopiero się rozkręca. Ma 173 cm wzrostu (tyle co Floyd Jr), jest mańkutem, walczy wprawdzie inaczej niż jego mega sławny rodak, ale równie skutecznie. W ringu ekonomiczny aż do bólu, ale jest też efektowny, umie przypodobać się publiczności.

 

Pamiętam doskonale jak w Rio de Janeiro Floyd Mayweather Jr, który był tam gościem, chciał go przechwycić do swojego teamu. Shakur wybrał jednak inne rozwiązanie. Jego menedżerem został Andre Ward (inny mistrz, który nie potrafił przegrywać) i związał się z Top Rank, Boba Aruma.

 

Jeśli więc nic nie stanie na przeszkodzie, to za rok lub dwa możemy ostrzyc zęby na mega hit, w którym Shakur Stevenson zmierzy się z Wasylem Łomaczenką. I to dopiero byłoby widowisko.

       

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze