Czy Alvarez znokautuje Kowaliowa?

Sporty walki
Czy Alvarez znokautuje Kowaliowa?
fot. PAP

Większość ekspertów twierdzi, że Saul Alvarez (51-1-2, 34 KO) znokautuje Siergieja Kowaliowa (34-3-1, 29 KO). Są też jednak głosy, że będzie odwrotnie. Nic więc dziwnego, że sobotni pojedynek w Las Vegas pomiędzy mistrzem wagi średniej (Alvarez) i półciężkiej (Kowaliow) budzi tak duże zainteresowanie.

Wielbiciele talentu 29-letniego Meksykanina nie wyobrażają sobie jego porażki. On też jest pewny swego. Mówi, że na sparingach nokautował pięściarzy wagi ciężkiej. Ale to wciąż jest zawodnik kategorii średniej, który zawodową karierę zaczynał od superlekkiej. Inna sprawa, że to było czternaście lat temu, był wtedy nastolatkiem - miał zaledwie 15 lat. Dziś jest doświadczonym mistrzem świata trzech kategorii wagowych (junior średnia, średnia, superśrednia), który śmiało idzie po czwarty pas. Jeśli wygra, będzie też drugim meksykańskim mistrzem wagi półciężkiej. Pierwszym był w 2003 roku Julio Gonzalez, który w Hamburgu kontrowersyjnie pokonał Dariusza Michalczewskiego i odebrał mu pas WBO. Teraz ten pas należy do 36-letniego Rosjanina.

 

Kowaliow to klasyczny półciężki. Bił się w tej kategorii w czasach amatorskich i od początku zawodowej kariery. Jest 10 centymetrów wyższy od Alvareza, ale ma tylko 5 centymetrów przewagi zasięgu. I zapewne będzie unikał walki z bliska jak ognia, bo Alvarez bije na korpus jak mało kto. A Kowaliow ma z tym problemy, co pokazał Andre Ward w drugiej walce z Rosjaninem. Ward jest jednak większy od Alvareza. W Atenach w 2004 roku zdobył olimpijskie złoto w wadze półciężkiej, eliminując w ćwierćfinale wielkiego faworyta jakim był mierzący 196 cm rosyjski mańkut Jewgienij Makarenko, były mistrz Europy... wagi ciężkiej.

 

„Canelo” z dużymi rywalami bił się tylko na sparingach. Rocky’ego Fieldinga, którego znokautował w Nowym Jorku w wadze superśredniej w walce o pas WBA nie liczę, bo Anglik nie podjął walki.

 

Z drugiej jednak strony Alvarez nie dążyłby do starcia z Kowaliowem, gdyby nie był pewny wygranej. Miał inne opcje, równie dobrze płatne. Ktoś, kto podpisuje kontrakt z DAZN za 365 milionów dolarów, nie walczy za drobne. Inna sprawa, że idące w dziesiątki miliony dolarów gaże nie robią już takiego wrażenia, jak kiedyś. Alvarez za sobotni pojedynek oficjalnie zarobi 35 milionów dolarów. Tyle, ile Evander Holyfield miał zagwarantowane za rewanż z Mikiem Tysonem w 1997 roku. A przecież ta wypłata z pewnością będzie większa. Kowaliow dostanie "tylko" 3 miliony, ale tak naprawdę może liczyć na minimum dwa razy tyle.

 

Na tym tle zarobki innych aktorów sobotniej gali wyglądają bardziej niż skromnie. Ryan Garcia (18-0, 15 KO), faworyt w starciu o pas WBC Silver w wadze lekkiej, może liczyć na 250 tysięcy USD. Jego rywal Romero Duno (21-1, 16 KO) - na 50 tysięcy. Najmniej, bo tylko pięć tysięcy dolarów otrzyma Meksykanin Carlos Ortiz (11-4, 11 KO) za 10 rund walki o wakujący pas NABF w wadze półśredniej z Blairem Cobbsem (12-0-1, 8 KO) z Las Vegas. Amerykanin wzbogaci się o 20 tysięcy.

 

Wróćmy jednak do wydarzenia wieczoru, które może wstrząsnąć bokserskim światem, bo reszta jest tylko dodatkiem. Jeśli Kowaliow wygra z Alvarezem, przejdzie do historii nie tylko rosyjskiego boksu. Był tego blisko walcząc dwukrotnie z Wardem, ostatnim amerykańskim złotym medalistą olimpijskim. Ward, były mistrz wagi superśredniej, zdecydował się na walkę z Kowaliowem, gdy ten był w posiadaniu trzech pasów kategorii półciężkiej. Dla sporej części obserwatorów bliższy zwycięstwa był Rosjanin, ale sędziowie opowiedzieli się za niepokonanym od 12. roku życia Wardem, co nie tylko moim zdaniem nie było nadużyciem. Rewanż wyglądał już inaczej, choć zakończenie dla wielu też było kontrowersyjne. Ten drugi pojedynek pokazał, że Kowaliowa można złamać i że nie jest aż takim twardzielem, za jakiego uchodził.

 

I Alvarez będzie chciał to potwierdzić. Zdecydowana większość ekspertów stawia na wygraną Meksykanina przez nokaut, ale nie brakuje takich, którzy twierdzą, że Kowaliow znokautuje Alvareza. Ma znakomity, bardzo mocny lewy prosty i jeszcze mocniejszą prawą rękę. Potrafi też kończyć kombinację tym wyjątkowo skutecznym lewym prostym.

 

Tyle, że "Canelo" jest znakomitym defensorem. O ile jego praca nóg, choć ją zdecydowanie poprawił, nie robi wrażenia, to balans tułowia już jak najbardziej. A w głowę trafić go jest naprawdę bardzo trudno.

 

- Kowaliow będzie bił gdzie popadnie. Alvarez tego nie wytrzyma – obiecuje Buddy McGirt, trener Rosjanina. Ale McGirt, sam były dwukrotny mistrz świata, doskonale wie co potrafi rudy Meksykanin. Docenia jego umiejętności, lecz mimo wszystko wierzy w Kowaliowa, w jego argumenty, których nikt, nawet taki kozak jak "Canelo", nie powinien lekceważyć.

 

Co do tego, że Kowaliow może mieć przewagę w dystansie, zgadza się większość ekspertów. Tylko czy przez 12 rund potrafi ten dystans kontrolować i nie pozwoli go Alvarezowi skrócić?

 

A że walki z bliska nie lubi, gdyż nie potrafi bić się w półdystansie, to już inna sprawa. Mogą być i tacy mistrzowie, oczywiście jeśli mają inne, wystarczające mocne argumenty. A Kowaliow miał. Ale czy jeszcze ma? Czy wytrzyma walkę kondycyjnie, czy też będzie znacznie wolniejszy od Meksykanina, co może przesądzić sprawę?

 

O tym przekonamy się już w niedzielę nad ranem polskiego czasu. W MGM Grand Garden Arena w Las Vegas szykuje się naprawdę wielka, bokserska wojna, w której wiele się może zdarzyć. Sensacja w postaci wygranej Kowaliowa mimo wszystko jest mało prawdopodobna, choć nie można jej wykluczyć.

 

Transmisja gali Alvarez - Kowaliow w nocy z soboty na niedzielę od godz. 2.00 w Polsacie Sport. 

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze