Noc w Las Vegas: Wielki Canelo i "wstyd dla boksu"

Sporty walki
Noc w Las Vegas: Wielki Canelo i "wstyd dla boksu"
fot. Polsat Sport

"Skandal!", "Wstyd dla boksu", "Żenujące" - to komentarze mediów w Stanach Zjednoczonych ZANIM jeszcze mistrzowie świata - wagi średniej Saul “Canelo” Alvarez (53-1, 36 KO) oraz półciężkiej Siergiej Kowaliow (34-4, 29 KO) - wyszli na ring w Las Vegas. Dlaczego? O tym później, bo na szczęście zwieńczyło noc dramatyczne zakończenie walki, która na początku nie przebiegała po myśli już teraz mistrza świata czterech kategorii wagowych zanim Kowaliow został znokautowany w 11. rundzie. Ale po kolei...

Szlagierowy pojedynek Canelo Alvarez kontra Siergiej Kowaliow miał w sobotnią noc sporą konkurencję: jednocześnie gale w Las Vegas (DAZN), Los Angeles (ESPN+), Oxon Hill (FOX/PBC), gala UFC 244 w Nowym Jorku (ESPN) + grały ligi NBA (8 meczów), NHL (14 meczów) + oraz przyciągający dziesiątki milionów przed TV uniwersytecki football. Nie wiem czy tylko dlatego bilety na Canelo - Kowaliow można było kupić w Las Vegas jeszcze na godzinę przed walką, ale ci, którzy płacili za nie 150 dolarów (lub więcej na najgorsze miejsca na sali) mieli nadzieję, że będą częścią historii. Meksykanin ich nie zawiódł, słowa dotrzymał.

 

Młody Holy: w 16 sekund, młody Garcia: 90 sekund

 

Zanim kibice doczekali się walki wieczoru, musieli czekać. I to długo. Transmitujące w USA walkę DAZN już wcześniej poinformowało, że nie zacznie głównej walki wieczoru ZANIM nie skończy się szlagier UFC 244, walka Masvidal kontra Diaz. Dana White wygrał więc rywalizację z boksem, co sprawiło, że DAZN zafundowało kibicom nawet kilkudziesięciominutowe przerwy między walkami.

 

Fani boksu długo czekali, ale nie oglądali zbyt długo debiutanckiej, 34 lata po swoim legendarnym ojcu, walki 21-letniego Evana Holyfielda, jednego z jedenaściorga dzieci championa wagi ciężkiej. Debiut przeciwko Nick’owi Winsteadowi (0-2) trwał tylko 16 sekund. Niestety pomógł w tym (zupełnie niepotrzebnie) sędzia, który zatrzymał walkę, kiedy rywal młodego Holyfielda przewrócił się po jego szarży. Winstead mógł walczyć, komentatorzy dziwili się, co się dzieje...ale walkę przerwano. “Syn zrobił co powinien. Trochę się denerwowałem, ale tylko do momentu, kiedy nie rozpoczęli. Widziałem jak Evan trafił go prawą...a później było już po walce” - mówił Evander.

 

Również 21-letni, ale znacznie bardziej doświadczony na zawodowych ringach Ryan Garcia (19-0, 16 KO) udowodnił, że można mieć wielką popularność na Instagramie… i być coraz lepszym pięściarzem. Romero Duno (21-1, 16 KO) czuł się bardzo pewnie przed walką, ale nie docenił ani siły, ani szybkości ulubieńca już nie tylko nastolatek, przegrywając przez KO już w pierwszej rundzie.

Main event za 48 milionów

Main event był za 48 milionów dolarów (35 dla Canelo, 13 dla Krushera) ale zanim mistrzowie świata wyszli na ring, minęło 90 minut...bo musieli czekać, w rękawicach, w szatni, kłaść się na kanapach i oglądać - podobnie jak widzowie w MGM Grand na wielkich ekranach - na zakończenie UFC 244. “To skandal, coś bezprecedensowego: czekają pięściarze, są gotowi do walki, a kibicom boksu pokazuje się w MGM Grand walkę MMA. Jakby kibice chcieli oglądać UFC, to zostaliby w domu“ - pisał na Twitterze szef Showtime Boxing, Stephen Espinoza. W podobnym tonie wypowiadała się zdecydowana większość dziennikarzy, a także komentatorzy telewizyjni w USA, zastanawiający się jaki wpływ te półtorej godziny będzie miało na formę zawodników.

 

Trenerzy usiłowali zachować spokój. “Wiemy jak walczyć z Kowaliowem. Mamy zamiar go zaatakować od początku, zacząć bardzo agresywnie” - mówił na dwie godziny przed walką w MGM Grand Arena w Las Vegas Eddie Reynoso, trenujący Canelo Alvareza. “Nigdy nie mówię o taktyce, więc teraz nagle się nie zmienię” - tak odpowiedział dziennikarzom przygotowującym “Krushera” Kowaliowa trener Buddy McGirt. Przynajmniej Buddy nie kłamał, bo z taktyki, o której mówił Reynoso zostało niewiele. Przez dziesięć kolejnych rund było - moim zdaniem - rozczarowanie. Niby coś wisiało w powietrzu, ale pojedynek bardziej przypominał twardy sparing za wielki pieniądze niż walkę o bycie w historii sportu.

 

Kowaliow robił wystarczająco wiele lewym prostym, żeby Canelo nie mógł zrobić mu krzywdy, ale za bardzo też nie chciał ryzykować z mocnymi ciosami. Ten drugi tylko od czasu do czasu lokował mocniejsze ciosy na korpusie mistrza świata wagi półciężkiej, wierząc, że będzie miał szansę jedną akcją zakończyć walkę. U większości (zdecydowanej) dziennikarzy w USA, prowadził (u niektórych nawet czterema punktami) do jedenastej rundy Kowaliow… ale widać było, że Meksykanin jest coraz bliżej.

 

Eksplozja nastąpiła w jedenastej rundzie. “Taki był plan - czekać na okazję, być cierpliwym, robić wszystko zgodnie z taktyką. Wiedzieliśmy z całym moim teamem, że taki moment nadejdzie. Mówiłem wam, że Canelo zrobi dla Meksyku coś historycznego… ta walka to tylko początek. Bądźcie cierpliwi” - mówił po walce Canelo Alvarez. Seria czterech ciosów - pierwsze dwa, które wstrząsnęły Kowaliowem, dwa ostatnie, które o mało nie wyrzuciły go za liny, to klasyczna akcja Meksykanina, o którym zaraz po walce mówi się, że może być nawet numerem 1 w boksie, najlepszym bez podziału na kategorie wagowe.

 

“To znakomity pięściarz, bardzo trudno się z nim walczy, bo błyskawicznie atakuje, potrafi wykorzystać każdy błąd. Wiedziałem o tym, dlatego musiałem być ostrożny. Kiedy zrobiłem ten jeden błąd, było po walce. Tak walczą mistrzowie” - powiedział Rosjanin.

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze