Pindera: Canelo pisze historię

Sporty walki
Pindera: Canelo pisze historię
fot. Polsat Sport

Saul "Canelo" Alvarez znokautował w 11. rundzie Siergieja Kowaliowa odbierając mu pas WBO w wadze półciężkiej. Tym samym Meksykanin zdobył mistrzowski tytuł w czwartej kategorii wagowej.

14 490 widzów w MGM Grand Garden Arena w Las Vegas długo czekało na tę walkę, bo DAZN wstrzymało się z jej rozpoczęciem aż do zakończenia gali UFC 244 w Nowym Jorku. W tej sytuacji Alvarez i Kowaliow, którzy zarobili za ten pojedynek prawie 50 mln dolarów (35 mln dla Meksykanina i 12,5 mln dla Rosjanina), musieli uzbroić się w cierpliwość, bo oczekiwanie, już w bojowym rynsztunku, trwało prawie 1,5 godziny. Czegoś podobnego nie pamiętam.

 

Faworytem (5:1) walki w Las Vegas był 29-letni Alvarez (53-1-2, 36 KO), urzędujący mistrz wagi średniej, ale zastanawiano się jak Meksykanin poradzi sobie z naturalnym pięściarzem wagi półciężkiej, jakim od początku zawodowej kariery jest siedem lat starszy Kowaliow (34-4-1, 29 KO). Nie brakowało przecież głosów, że "Krusher" znokautuje Alvareza, choć ci którzy tak twierdzili byli w mniejszości.

 

Większość stawiała bowiem na wygraną Meksykanina, i to przed czasem, w końcowych rundach. I to oni mieli rację. Teddy Atlas, pierwszy trener Mike’a Tysona, od lat komentujący też pojedynki bokserskie mówił wprost, że Kowaliow przegra, bo odczuwa jeszcze skutki ciężkiej walki z Anthonym Yarde, który stoczył w sierpniu w Czelabińsku. I choć znokautował wtedy Anglika, to sam wcześniej był zraniony i bliski porażki przed czasem. I Atlas przewidział, że Alvarez to wykorzysta.

 

Wycieczka dwie kategorie wyżej przyniosła Meksykaninowi sukces, choć po dziesięciu rundach jeden z sędziów widział remis (95:95), a pozostała dwójka jego nieznaczną przewagę (96:94). Obaj, Meksykanin i Rosjanin walczyli ostrożnie, to była klasyczna bokserska partia szachów, w której Kowaliow stawiał na swój znakomity lewy prosty, a „Canelo” na pressing i ciosy na korpus.

 

Komputerowe statystyki to potwierdzają, Meksykanin miał przewagę w ogólnej ilości celnych ciosów (133-115), jak też tzw. power punches (104-52). "Krusher" natomiast zadał więcej lewych prostych (63:29).

 

Mimo wyrównanej walki Rosjanin sprawiał jednak wrażenie tego, który ma mniej pewności siebie i nie ryzykuje. Osobiście oczekiwałem zdecydowanych ataków, szczególnie w pierwszej fazie tego pojedynku, ale Kowaliow boksował defensywnie licząc na błędy rywala. Ostatecznie to on go popełnił, Alvarez wymusił go konsekwentną presją w końcowej fazie pojedynku. Rosjanin słabł, nie kontrolował już dystansu i w 11. starciu "Canelo" zrobił to, co wisiało w powietrzu. Najpierw zachwiał Kowaliowem podwójnym prawym, chwilę później poprawił lewym sierpowym i wykończył prawym, gdy ten opuścił swoją lewą rękę ogłuszony poprzednimi uderzeniami.

 

I to był już koniec walki przed którą zastanawiano się, czy mniejszy pięściarz, z niższej kategorii wagowej pokona większego czempiona z wyższej wagi. Potwierdziło się to co mówili wcześniej eksperci, rozmiar nie miał decydującego znaczenia.

 

Co dalej? Alvarez nie ma konkretnych planów, ale mało prawdopodobne, by wracał do wagi średniej, gdzie jest mistrzem organizacji WBC i WBA. On sam twierdzi, że może walczyć w superśredniej lub półciężkiej, jeśli będą chętni. O podboju wagi cruiser nie mówił. Jedno jest pewne, napisał nową kartę w historii zawodowego boksu, został czempionem czwartej kategorii wagowej, jest drugim Meksykaninem, po Julio Gonzalezie, który 16 lat temu, jako pierwszy sięgnął po pas w kategorii półciężkiej wygrywając w Hamburgu z Dariuszem Michalczewskim.

 

Przed Alvarezem jeszcze sporo wielkich walk i i nowe wyzwania. Być może już dziś zasługuje na pierwsze miejsce w klasyfikacji bez podziału na kategorie, choć dla mnie Nr 1 dalej jest Wasyl Łomaczenko.

 

A jaka przyszłość czeka 36-letniego Kowaliowa, który poniósł czwartą porażkę w karierze? Zapewnił, że nie przechodzi na emeryturę i wierzy, że dostanie jeszcze jedną mistrzowską szansę. Trzy pozostałe pasy w wadze półciężkiej należą przecież do jego rodaków, Artura Bietierbijewa (WBC, IBF) i Dmitrija Biwoła (WBA) więc bardzo prawdopodobne, że jeden z nich będzie chciał udowodnić starszemu koledze, że czas już zawiesić rękawice na kołku. I on wtedy chętnie przystąpi do takiej rosyjskiej wojny.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze