Romański: W Anwilu będą zmiany

Koszykówka
Romański: W Anwilu będą zmiany
fot. Cyfrasport

Czy mistrz dotarł do ściany, w której są tylko drzwi wyjściowe (dla kilku zawodników)? - o tym w podsumowaniu szóstej kolejki Energa Basket Ligi pisze między innymi Adam Romański, komentator Polsatu Sport.

NAJWAŻNIEJSZA INFORMACJA KOLEJKI: Coś się kończy, coś się zaczyna (we Włocławku)

 

Anwil Włocławek został rozgromiony w Zielonej Górze (Stelmet Enea BC wygrał 101:77), grając w niedzielę fatalnie, zwłaszcza w obronie i pod koszami. Tematów z tego meczu starczyłoby na kilka tekstów, bo był to mecz zadziwiający na wielu płaszczyznach. Największym echem odbiła się postawa rozgrywającego Anwilu, byłej gwiazdy NBA, Tony’ego Wrotena. Amerykanin kilka dni wcześniej zdobył w meczu Ligi Mistrzów 24 punkty, a tym razem - przez 26 minut na boisku - nie wykonał nawet jednego rzutu! Przypomniało mi się wtedy podobne zdarzenie sprzed jakichś 20 lat, też w zespole z Włocławka, kiedy w jednym z meczów Igor Griszczuk, wtedy najlepszy strzelec ekipy, postanowił w ogóle nie rzucać i zaliczył bodaj 15 asyst - także nie wykonując rzutu do kosza.

 

To była jednak wtedy zabawa pozytywna, bo przeciwnik był słaby i można było się pobawić w wyzwania. W niedzielę w Zielonej Górze wyglądało to raczej jak element walki na przerastające wartość zespołu charaktery. Kto z kim? Kto przeciwko komu? Nie udało mi się dowiedzieć i chyba w samym klubie z Włocławka do końca nie wiedzą. Co ciekawe, z okolic sztabu Anwilu Włocławek dowiedziałem się, że po analizie meczu można było uznać, że Wroten grając w ten sposób w ataku (bo nie rozmawiamy tu o jego kłopotach w obronie) w dużym stopniu realizował zalecenia trenera na ten mecz i odczytywał dobrze co dawała mu obrona Stelmetu. Gdyby włocławianie trafiali z dystansu z lepszą skutecznością (Ricky Ledo, Chase Simon, Szymon Szewczyk i Rolands Freimanis mieli łącznie 4/22 za trzy), sam Wroten mógłby mieć nawet z 15 asyst, a nie 9, które w rzeczywistości zaliczył.

 

Z tego samego źródła nadchodzą jednak informacje, że zmiany w składzie zespołu z Włocławka na pewno będą. To już jest przesądzone, mleko się rozlało, jest pewne, że trener Igor Milicić nie uznaje obecnego składu za wystarczający, żeby grać na poziomie, który był planowany. Po meczu z Treflem jeszcze nie był przekonany, czy zmiany są konieczne, teraz jednak już jest pewne, że zespół doszedł do ściany, w której widać drzwi wyjściowe (dla jednego lub kilku graczy).

 

Nie wiadomo jednak, kiedy te zmiany nastąpią. Anwil gra dwa razy w tygodniu, często podróżuje i jeśli ma dokonać wymian w drużynie liczącej de facto 10 zawodników, to trzeba to zrobić z wyczuciem, żeby nie przegrywać za wielu meczów, bo wyniki wciąż na obu frontach (Koszykarska Liga Mistrzów i Energa Basket Liga) mają znaczenie. Można się domyślać, że przesunięcia będą dotyczyć obsady pozycji podkoszowych (na pewno najsłabiej gra Milan Milovanović), a także pozycji rozgrywającego, bo np. postawa Ricky’ego Ledo jest oceniana pozytywnie. Trzeba też pamiętać o tym, że aby się wzmocnić zawodnikiem zagranicznym, Anwil musi zwolnić jednego z obecnie posiadanych w składzie.

 

Nie da się ukryć, że to, jakie decyzje podjęte zostaną we Włocławku w najbliższych dniach i tygodniach, będzie miało ogromny wpływ na to, jak będzie wyglądał play-off Energa Basket Ligi. Pozostaje więc czekać.

 

POSTAĆ KOLEJKI: Cleveland Melvin, King Szczecin

 

Oficjalnym zawodnikiem kolejki został inny zawodnik Kinga Dustin Ware, ale ja po wygranej szczecinian z Polskim Cukrem Toruń (104:97) postanowiłem wyróżnić Melvina, głównie - przyznaję - z powodów osobistych. Kiedy bowiem przychodził do Kinga z MKS Dąbrowa Górnicza wydawało mi się - i napisałem to na Twitterze - że 28-letni amerykański skrzydłowy będzie rozczarowaniem, że nie będzie w stanie nawet powtórzyć osiągnięć z poprzedniego sezonu, że będzie to klasyczny wystrzał jednego sezonu. Tym bardziej, że wcześniej w swojej karierze, Cleveland Melvin zdecydowanie nie potrafił utrzymać stałości dobrej formy.

 

Tymczasem po sześciu kolejkach wygląda na to, że sezonem w Dąbrowie Górniczej Melvin postawił sobie karierę do pionu i ten sezon w Szczecinie na razie to potwierdza w całości. Liczby osiągnięte w Kingu to 18,2 punktu (szósty strzelec ligi), 6,2 zbiórki, 1,5 asysty, 1,3 bloku na mecz oraz 62 procent skuteczności z gry. Brakuje nieco niespodziewanie trafień z dystansu (na razie 2/13 przy 49 procentach w poprzednim sezonie), ale to zapewne zostanie poprawione później.

 

Jeśli jeszcze King z tak grającym Melvinem wejdzie do półfinału, albo zdobędzie medal, gratulacji nie zabraknie. Na razie z bilansem 5-1 jest sensacyjnym współliderem z Polskim Cukrem i Treflem Sopot, który jako jedyny na razie Kinga pokonał. A największe należą się szczecinianom za to, że coś wreszcie drgnęło w sprawie widowni. Na meczu z Polskim Cukrem oficjalnie było 1826 widzów. Niech to idzie w tym kierunku, a ja osobiście liczę na komplet w szczecińskiej hali w zaplanowanych na 1 stycznia 2020 roku derbach z PGE Spójnią Stargard.

 

MOMENT KOLEJKI: Hakanson z jednej nogi!

 

W pięknym dla Stelmetu Enei BC Zielona Góra meczu z Anwilem Włocławek (101:77) było wiele doskonałych momentów, ale dla mnie najbardziej efektownym był ten, w którym szwedzki rozgrywający Stelmetu Ludvig Hakanson trafił za trzy punkty odbijając się niedaleko bocznej linii boiska z jednej nogi. To była kolejna akcja Stelmetu po zbiórce w ataku (szóstej wtedy w meczu), to była kolejna akcja Stelmetu rozegrana z pomysłem i entuzjazmem, to była akcja, która dała prowadzenie 35:19 w 13. minucie meczu, czyli był to taki moment, w którym zaciekawienie obserwatorów przewagą dawnych mistrzów nad obecnymi przerodziło się w przekonanie, że tu się coś nowego, stałego rodzi. Od tego momentu Stelmet nie brał już jeńców i gromił Anwil bezlitośnie. Miał przecież w tym meczu nawet 32 punkty przewagi…

 

LICZBA KOLEJKI: 22

 

Tyle punktów zdobył w swoim debiucie w Legii Warszawa Michał Michalak. 26-letni skrzydłowy chciał wyjechać do klubu z zagranicy, nie znalazł jednak pracy aż do pierwszych dni listopada, kiedy ostatecznie związał się ponownie z Warszawą (grał tu już jako młody talent w Polonii 2011 i AZS Politechnika). Michalak co prawda trafił tylko 5 z 16 rzutów z gry, ale za to wszystkie 10 wolnych i samym poruszaniem się po boisku, decyzjami, grą piłką pokazał, że jest zawodnikiem z wysokiej półki, który bardzo potrzebny był Legii. Warszawiacy wygrali z MKS Dąbrowa Górnicza 103:95 i to był ich pierwszy sukces w sezonie ligowym. To zresztą ciekawa rzecz: wielu koszykarzy dotąd grających w czołowych klubach Energa Basket Ligi po zniesieniu przepisu o dwóch Polakach na boisku wypadło z najlepszych ekip i teraz pokazują w zespołach walczących o miejsce w play-off, że są na ogół dużo lepsi od sprowadzanych przez te drużyny obcokrajowców. Patrz też: Łączyński, Kamil; Kostrzewski, Mateusz. Z Michalakiem, byłym zawodnikiem walczących o medale Anwilu, Turowa, Polskiego Cukru i Trefla, na pewno też będzie tak samo.

 

WARTE POCHWAŁY: Paweł Leończyk, Trefl Sopot

 

Po cichutku, bez rozgłosu, silny skrzydłowy lub center Trefla rozgrywa najlepszy sezon w karierze. Mocno krytykowany za odejście z mistrzowskiego Anwilu Włocławek i wybranie wieloletniego kontraktu w niżej notowanym Treflu Sopot, 33-letni zawodnik przeżył mocno poprzedni, fatalny dla sopocian, sezon i ma teraz moment satysfakcji. Nawet w ostatnim meczu z GTK Gliwice (99:94) w ważnym momencie w trzeciej kwarcie zdobywał sporo punktów, dbając o przewagę swojego zespołu. W całym sezonie ma średnio 15,0 pkt. i 6,2 zbiórki na mecz, trafia z gry ze skutecznością 73 procent, a z wolnych - 85 procent. Wszystkie te wyniki to rekordy kariery Leończyka, który w ekstraklasie gra 15. sezon. A na dokładkę trzeba dołożyć 5/6 za trzy punkty (!) i rewelacyjny bilans Trefla - 5-1 z jedyną porażką w Gdyni w drugiej kolejce.

 

W zasadzie jednak w tej rubryce powinno być nazwisko trenera Trefla Marcina Stefańskiego, który dba o to, żeby Leończykowi nie zabrakło piłek w ataku, ale przede wszystkim jest życiowym i trenerskim farciarzem jakich mało. Oczywiście, nie deprecjonuję tu jego umiejętności i wiedzy, a także świetnych umiejętności interpersonalnych (to ważne!). Stefański tworzy też znakomicie uzupełniający się duet z koszykarskim mózgiem Krzysztofem Roszykiem. Jednak trzeba przyznać, że szczęście ma niebywałe, co widać w tym sezonie i były widać w poprzednim. Co tylko świadczy o tym, że trenerem powinien być jak najdłużej.

 

RÓWNIEŻ WARTE POCHWAŁY: Superstrzelcy z Lublina

 

W klasycznych rubrykach zabrakło mi miejsca, więc dokładam jeszcze jedną, żeby podkreślić świetną grę Startu Lublin w Starogardzie Gdańskim. Wygrywając z Polpharmą 102:94 lublinianie po raz pierwszy w sezonie przekroczyli setkę, a mecz jaki zagrał duet na pozycjach 2 i 3 (Brynton Lemar z USA i Martins Laksa z Łotwy) zdarza się rzadko, bez względu na to, z jak słabym przeciwnikiem się grało. Ci dwaj zdobyli w Starogardzie łącznie 62 punkty, trafili 22 z 30 rzutów z gry, 6 z 8 za trzy i 12 z 13 wolnych, dokładając jeszcze do tego siedem asyst i tylko trzy straty.

 

Nic dziwnego, że po tym meczu Polpharma wzmocniła wysiłki, żeby namówić do gry w najsłabszym zespole ligi (bilans 0-6) najlepszego obrońcę EBL w poprzednich sezonach Martynasa Paliukenasa. Litwin bezskutecznie szukał klubu odpowiadającego jego ambicjom, więc wzmocni Polpharmę, w której już przez dwa lata grał. Zespół z Kociewia, po zmianie trenera prowadzony przez Marka Łukomskiego, nadal wygląda jednak słabo, gaśnie w końcówkach meczów i ma ogromne dziury w składzie, zwłaszcza pod koszem. Zobaczymy, czy uda się mu utrzymać w lidze.

 

DO POPRAWKI: Asseco Arka Gdynia

 

Trzeci zespół poprzedniego sezonu przegrał w szóstej kolejce drugi mecz u siebie, i to znów z zespołem dużo niżej notowanym. Wygrana BM Slam Stali Ostrów Wlkp. z Asseco Arką (71:69) dziwi nawet nie dlatego, że to było pierwsze zwycięstwo Stali w sezonie i pierwsze w karierze trenera Łukasza Majewskiego. Najbardziej dziwiło zmarnowanie 16 punktów przewagi (taka była po dwóch kwartach) i niemoc, a może nawet bezsens, w grze w czwartej kwarcie (przegranej przez Arkę 7:16).

 

Po kolejnym przegranym meczu - we wtorek w EuroPucharze z niemieckim Oldenburgiem - trener Przemysław Frasunkiewicz mówił o dołku zmęczeniowym, w który wpadł zespół. To prawda, zawodnicy są przygaszeni. Muszą tacy być, grając dwa razy w tygodniu, grając bardzo intensywnie w obronie, czego wymaga styl Arki. Co więcej, słowa o zmęczeniu w największym stopniu można odnieść do Krzysztofa Szubargi, który po kontuzji Phila Greene’a stał się jedynym rozgrywającym i mimo wysiłków taktycznych Frasunkiewicza i jego sztabu oraz znakomitego przygotowania fizycznego - z czego gdynianie słyną - nie jest w stanie grać po 30 meczów co trzy dni genialnie. Widać to w grze Arki, bo brak prawdziwego, wykazującego cechy rozgrywającego zawodnika, prowadzącego grę (jak to się zwykło bezrefleksyjnie nazywać), można maskować na różne sposoby, ale nigdy jednak stonka pod siatką maskującą nie będzie piękną biedronka.

 

Bardzo ciekawi mnie, jak sztab Frasunkiewicza sobie poradzi z obecną sytuacją, bo meczów mniej nie będzie, a Greene na razie też nie wraca na salę przy ulicy Kazimierza Górskiego w Gdyni.

 

CO DALEJ?

 

W siódmej kolejce na antenach sportowych Polsatu będzie można obejrzeć aż pięć meczów, od czwartku do poniedziałku, a więc także w święto 11 listopada. Wśród wybranych meczów wyróżnia się starcie dwóch zespołów wagi ciężkiej, które po kontuzjach stały się (chwilowo?) zespołami wagi półśredniej. To oczywiście mecz w Toruniu, gdzie w piątek Polski Cukier gra z Asseco Arką Gdynia. Ciekawie zapowiadają się także trzy mecze, w których na wyjeździe grają drużyny ostatnio rewelacyjne, mierząc się z ekipami także mającymi spore ambicje lub po prostu dobrymi. Mowa o meczach Trefla Sopot (bilans 5-1) we Wrocławiu (czwartek), HydroTrucka Radom (trzy wygrane w ostatnich czterech kolejkach) w Zielonej Górze (sobota) oraz Kinga Szczecin (5-1) w Warszawie. Będzie co oglądać!

 

Plan transmisji siódmej kolejki Energa Basket Ligi:

 

czwartek 7 listopada, godz. 20.20, Polsat Sport News: Śląsk Wrocław - Trefl Sopot

piątek 8 listopada, godz. 19.50, Polsat Sport News: Polski Cukier Toruń - Asseco Arka Gdynia

sobota 9 listopada, godz. 17.30, Polsat Sport: Stelmet Enea BC Zielona Góra - HydroTruck Radom

niedziela 10 listopada, godz. 17.30, Polsat Sport: Legia Warszawa - King Szczecin

poniedziałek 11 listopada, godz. 17.30, Polsat Sport Extra: Start Lublin - PGE Spójnia Stargard

Adam Romański, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze