Kowalski: Moje oczarowania czwartej kolejki Ligi Mistrzów

Piłka nożna
Kowalski: Moje oczarowania czwartej kolejki Ligi Mistrzów
Fot. PAP

Rodrygo, Slavia Praga, mecz Chelsea - Ajax i oczywiście Robert Lewandowski - to oczarowania czwartej kolejki piłkarskiej Ligi Mistrzów według Cezarego Kowalskiego. Dlaczego akurat te? Zapraszamy do lektury felietonu komentatora Polsatu Sport.

Rodrygo. Napastnik Realu Madryt, który urodził się w styczniu 2001 roku, strzelił trzy gole Galatasaray Stambuł. W dużej mierze dzięki niemu (gole strzelali także Karim Benzema – 2 i Sergio Ramos) Real po remisie z Club Brugge i porażce z PSG wygrał drugi mecz z rzędu i wśród kibiców wraca nadzieja, że pod wodzą Zidanea „Królewscy” nie tylko wyjdą z grupy, ale wrócą na dawne tory i powalczą o… Puchar Europy. Zwłaszcza, że także w lidze wysyłane są pozytywne sygnały (drugie miejsce, tyle samo punktów co prowadząca Barcelona). 18-letni Brazylijczyk trafił do siatki w 4., 7. i 92. minucie spotkania. Na początku sezonu z gry wyłączył go uraz uda, ale w październiku Zidane zaczął na niego stawiać i wyszedł na tym bardzo dobrze. „On naprawdę ma osiemnaście lat” - przyznał z uśmiechem Zidane na pomeczowej konferencji prasowej. „Bardzo się z tego cieszę. W końcu otrzymał szansę na grę, radzi sobie doskonale pod każdym względem. Znamy jego jakość, nie tylko w ataku, bo on haruje także w obronie. Ale nie można rzucać na niego ogromnej presji - dodał „Zizou”. Połączenie świeżości Rodrygo z rutyną wracającego do wielkiej formy Benzemy, może być kluczowe dla próby odtworzenia wielkości Realu.

 

Slavia Praga. Czesi nie wygrali jeszcze ani jednego meczu, zajmują ostatnie miejsce w grupie, ale co kolejką zadziwiają piłkarską Europę. Tym razem sposobem w jakim postawili się Barcelonie na Camp Nou (0:0). Imponował fakt, że do końca walczyli o zwycięstwo, nie zadowalał ich remis, nie grali na czas i naprawdę mieli sporo argumentów, aby sprawić sensację. Skończyło się „tylko” na ogromnej niespodziance. Trudno powiedzieć jak skończy się ich udział w europejskich rozgrywkach w tym sezonie. Ale na pewno Czesi są koronnym argumentem na to aby nie doszła do skutku, zamknięta formuła SuperLigi, o jakiej w zamian za Ligę Mistrzów myślą najzamożniejsi właściciele najbogatszych klubów.

 

Mecz Chelsea – Ajax. Tak szalonego meczu jeszcze w tym sezonie nie było. Ajax jeszcze w 63 minucie prowadził 4:1, by po jedenastu minutach było 4:4, a po chwili przez chwilę już nawet 5:4 dla Chelsea (sędzia anulował gola po konsultacji VAR). Niesamowita pogoń piłkarzy Franka Lamparda nastąpiła po tym, jak w jednej akcji sędzia pokazał aż dwie czerwone kartki (po drugich żółtych) dla środkowych obrońców Ajaksu – Dealeya Blinda i Joela Velmana). Mimo tego Ajax w dziewiątkę próbował strzelić gola i miał nawet ku temu dwie świetne okazje. Było w tym meczu wszystko. Osiem bramek, dwa gole samobójcze, w tym jeden Kepy Arrizabalagi wręcz nieprawdopodobny, bo wbił go głową po tym jak piłka odbiła się od słupka bronionej przez niego bramki), dwa rzuty karne, dwie czerwone kartki, gol anulowany przez VAR… A po meczu zawodnicy obu drużyn cieszyli się tak jakby go wygrali. „Po to tu wróciłem, aby Chelsea rozgrywała takie mecze i tak walczyła” – powiedział dumny Lampard.

 

Robert Lewandowski. Gol numer 59 w historii jego występów w Lidze Mistrzów skończył męki wciąż słabego Bayernu Monachium  z Olympiakosem Pireus. Polak już tak na chłodno traktuje Ligę Mistrzów, że nawet ze spontanicznym z reguły gestem, którym chciał pokazać światu, że państwo Lewandowscy spodziewają się drugiego potomka wstrzymał się do… decyzji VAR, która potwierdziła, że nie było spalonego.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze